Co każdy młody chłopiec wiedzieć powinien

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-11-28 00:00

W tym roku powstała bomba wodorowa, zmarł Stalin, koronowano Elżbietę II, Watson i Kirk odkryli DNA. O godne jego zwieńczenie zatroszczył się Hugh Hefner.

W tym roku powstała bomba wodorowa, zmarł Stalin, koronowano Elżbietę II, Watson i Kirk odkryli DNA. O godne jego zwieńczenie zatroszczył się Hugh Hefner.

W 1953 roku 27-letni Hugh Hefner pracował w magazynie "Enquire" i zauważył, że na rynku brakuje gazety dla mężczyzn. Zaczął rozważać stworzenie pisma, "podręcznika dla młodego mężczyzny z miasta". Wymyślić łatwo, stworzyć trudniej. Hefner miał raptem 600 dol. i obiecany kredyt u drukarza. I coś jeszcze — zdjęcia rozebranej Marylin Monroe.

Narodziny imperium

Fotki pochodziły sprzed czterech lat, kiedy po pierwszych niepowodzeniach w branży filmowej Monroe wróciła chwilowo do zawodu fotomodelki i za 50 dol. zgodziła się pozować Tomowi Kelleyowi. Wówczas była jedną z wielu aktoreczek. Od tego czasu dużo się zmieniło — odniosła kilka sukcesów, a w 1953 r. wszedł na ekrany jej prawdziwy przebój "Mężczyźni wolą blondynki".

Hefner odkupił zdjęcia za 500 dol. i rozesłał do hurtowników list reklamujący pismo. Pierwsze wydanie z Marylin na okładce (na zdjęciu u góry) nie ma numeru, bo Hefner nie wiedział, czy uda mu się wydać następny. Ale Marylin kusiła. I uwiodła 70 tys. czytelników (z których zapewne nie wszyscy chcieli "Playboya" akurat czytać).

Mieszanka humoru, erotyki, literatury (bo w "Playboyu" publikowali najwięksi, m.in. Kurt Vonnegut czy Ernest Hemingway) wywiadów z możnymi tego świata i tekstów o stylu życia okazała się strzałem w dziesiątkę. Na początku lat 60. z 600 dol., które Hefner miał na starcie, zrobiło się 20 milionów.

Króliczki i jelenie

Playboy jest dziś jedną z najbardziej znanych globalnych marek, a jej na rozpoznawalnym całym świecie symbolem jest króliczek. Niewiele brakowało, aby stało się inaczej. Pismo miało się nazywać "Stag party" — w wolnym tłumaczeniu wieczór kawalerski, a "stag" to jeleń. Hefner postawił jednak na króliczki. "Trudno sobie wyobrazić, żeby kluby dla panów, pełne dziewcząt z rogami na głowach, zrobiły furorę" — twierdził.

Pierwszy klub "Playboya" — z króliczkami, a jakże — powstał w 1960 r. w Chicago. Miał roztaczać aurę tajemniczości, intymności i elitarności (znakomity zabieg marketingowy — każdy gość miał kluczyk z numerem i po okazaniu jego nazwisko ukazywało się obok innych bawiących się w klubie.) Hefner jest jednak przekonany, że o sukcesie zdecydowało coś innego: "Króliczki wszystko załatwiły". Choć zapewne nie tylko pluszowe uszy i bawełniane ogonki przyciągnęły tłumy.

Złote lata

Czyż można sobie wyobrazić lepsze lata dla takiego pisma jak "Playboy" niż czasy rewolucji seksualnej? Kluby mnożyły się szybko. Na otwarciu londyńskiego w 1966 r. byli Beatlesi, a na scenie występował Woody Allen. Ba, króliczki trafiały nawet tam, gdzie nie było klubów — flagą z ich wizerunkiem udekorowano nawet jedną z arktycznych stacji badawczych. "Playboy" stał się potęgą. W szczytowym okresie, w latach 70., sprzedawał się w ponad 7 mln egz.

W latach 80. przyszło załamanie, boi wyrosła silna erotyczna konkurencja. Pismo, które 30 lat wcześniej można było uważać za śmiałe obyczajowo, w latach 80. stało się grzeczne. Swoje dołożyło też morderstwo jednej z "dziewczyn roku" Doroty Stratten, które zachwiało reputacją imperium. Koncern zaczął przynosić straty, zamknięto też wszystkie kluby "Playboya".

Ciemne chmury

Dziś Playboy Enterprises to wciąż potężny koncern z własną telewizją, portalem internetowym i z płytami DVD. Ubiegły rok zakończył 4 mln dol. zysku, w tym może być gorzej. Kurs akcji spadł do nieco ponad dolara, podczas gdy 10 lat wcześniej płacono za nie ponad 30.

Nadal jest liczącą się marką z 24 narodowymi edycjami magazynu i w sumie z ponad 3,5 mln nakładu (z tego ponad 2,5 mln w USA). Wciąż ma rzesze wiernych czytelników, a największe gwiazdy dalej chętnie rozbierają się do zdjęć.

Ponad 80-letni Hefner, żyjący w luksusowej rezydencji z kilkoma swoimi króliczkami, twierdzi, że nic by w życiu nie zmienił. Niektórzy zapewne uznają go za dziwaka. Ale czyż każdy nie ma w życiu momentów, kiedy by chciał choć trochę zdziwaczeć. I z tego właśnie żyje "Playboy".