Comp obronił e-kajdanki

MZL
opublikowano: 2008-12-16 00:00

Spółka może już mrozić szampana, a jej prezes — szykować pióro do podpisania megakontraktu na system dozoru więźniów.

Spółka może już mrozić szampana, a jej prezes — szykować pióro do podpisania megakontraktu na system dozoru więźniów.

Krajowa Izba Odwoławcza (KIO) odrzuciła odwołania konkurentów od rozstrzygnięcia przetargu na budowę systemu dozoru elektronicznego skazanych, zwanego też elektronicznymi kajdankami, który umożliwi drobnym przestępcom "odsiadkę" w domu.

Oznacza to, że coraz bliżej kontraktu jest konsorcjum pod wodzą giełdowej spółki Comp Safe Support, które z ceną 225,7 mln zł wygrało przetarg. Niezadowolonym — Wasko, Comarchowi i G4S — przysługuje jeszcze skarga do sądu i, według informacji "PB", przynajmniej część z tych firm to zrobi. Jednak Ministerstwo Sprawiedliwości, które odpowiada za przetarg, może zgodnie z prawem podpisać umowę ze zwycięzcą, bo zgodnie z ostatnią nowelizacją przepisów wyrok KIO jest traktowany jako ostateczne rozstrzygnięcie.

— Prawidłowość procedur będzie sprawdzać jeszcze Prezes Urzędu Zamówień Publicznych (UZP) w kontroli uprzedniej. Jeśli nie będzie zastrzeżeń, kontrakt będzie można podpisać — mówi jeden z prawników uczestniczący w postępowaniu.

Kontrola uprzednia trwa zwykle do dwóch tygodni. Ale inwestorzy tuż po decyzji KIO zaczęli kupować akcje zapomnianej przez większość sesji spółki.

Comp wystartował w przetargu w konsorcjum z Centrum Weryfikacji Alarmów Terminal i PHU Elproma. Na ostatnim etapie najbardziej rywalizowały a nim oferty Wasko za 216 mln zł i Comarchu za 227 mln zł. Największym przegranym jest jednak G4S —gigant wśród firm ochroniarskich na świecie, bardzo doświadczony w utrzymywaniu podobnych systemów. G4S zażądał za usługi ponad 316 mln zł i twierdzi, że oferty tańsze o blisko 100 mln zł nie mają szans na realizację. Firmy IT zapewniają jednak, że system są zrobią w podanych cenach i zarobią na usługach.

Na dozór elektroniczny sądy mają skazywać od września 2009 r. Skazany będzie musiał nosić na dłoni lub nodze specjalny nadajnik w formie bransolety, a w jego mieszkaniu zostanie umieszczone urządzenie monitorujące, połączone z centralą nadzoru.