Coraz silniejsze spadki na warszawskiej giełdzie

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 1999-04-15 00:00

Coraz silniejsze spadki na warszawskiej giełdzie

Kolejny raz potwierdziła się teza, że warszawska giełda często nic sobie nie robi nawet z najlepszej koniunktury, jaka może panować na zagranicznych parkietach. Jest to o tyle zastanawiające, iż w większości wypadków łatwo jest zauważyć silny wpływ największych giełd na kształtowanie się trendów na GPW. Fakt, że przeważnie tych negatywnych, którym z upodobaniem poddaje się warszawski parkiet. Choćby na Wall Street wykres indeksu Dow Jonesa przypominał świece, nasza giełda zapewne z wielką rezerwą podeszłaby do takiej hossy. I jeśli w ogóle w końcu zdecydowałaby się pójść w jej ślady, zapewne nastąpiłoby to dopiero w momencie gdy, za granicą wystąpiłaby już korekta wcześniejszych wzrostów. To właśnie duże opóźnienie w stosunku do wzrostowych trendów na Zachodzie jest uznawane przez wielu inwestorów za jedną z największych bolączek naszej giełdy, która może dodatkowo odstręczać obcy kapitał. Zwłaszcza że bardzo nerwowo reaguje ona na wszelkie, nawet mało istotne informacje dotyczące koniunktury nie tylko na krajowym podwórku.

PRZYCZYN obecnego załamania ostatniego trendu wzrostowego można poszukiwać w wielu miejscach. Po pierwsze, jest to na pewno korekta ostatniej aprecjacji wybranych walorów, przede wszystkim banków. Potwierdzać by to mogły spadki wartości subindeksu WIG Banki, który na wczorajszej sesji obniżył się o 2,8 proc. Największy w tym udział miała kolejna przecena akcji BIG BG, co jest dość zastanawiające po tym, jak swój stan posiadania ujawnił Deutsche Bank.

DRUGĄ przyczyną mogą być informacje sugerujące, iż Rada Polityki Pieniężnej nie zdecyduje się na kolejną obniżkę stóp procentowych. W ten sposób rozbudzone przez cięcia w Eurolandzie nadzieje krajowych inwestorów zostały szybko ostudzone.

I WRESZCIE na koniec, wpływ na przebieg wczorajszej sesji prawdopodobnie miały także informacje o ponownym wzroście deficytu obrotów bieżących. Zdaniem przedstawicieli RPP mógł on sięgnąć w marcu nawet 800 mln dolarów. Przeczyłoby to tym samym, powolnemu wychodzeniu z dołka naszej gospodarki. Wzrost deficytu może nieco dziwić, biorąc pod uwagę silny spadek wartości złotego. Jeśli jednak nawet to nie pomaga naszemu eksportowi, może więc przyszedł czas zastanowić się nad innymi rozwiązaniami.

DLA GIEŁDY nie są to specjalnie dobre informacje. Dalsze osłabienie złotego może bowiem doprowadzić do kontynuacji niekorzystnej tendencji, jak to miało miejsce w przeszłości. Zagraniczni inwestorzy mogą jednak na tym skorzystać, gdyż spada w ten sposób realna wartość notowanych walorów. Jednak, patrząc na rynek, raczej nie oczekiwałbym za bardzo takiego biegu wypadków.