Crowdfunding przed sądem

  • Marta Bellon
opublikowano: 19-08-2015, 22:00

Finansowanie Crowdfunding kusi, również niezdyscyplinowanych i nieuczciwych twórców. Na tych drugich są paragrafy. Także w polskim prawie

Stan Waszyngton kontra Altius Management. Zebrane fundusze w kampanii crowdfundingowej — 25 tys. USD. Wyrok za niedotrzymanie obietnic danych internautom — 55 tys. USD kary. Federalna Komisja Handlu (amerykańska komisja rządowa chroniąca konsumentów) kontra The Forking Path. Cel finansowy — 35 tys. USD. Zebrane — 120 tys. USD. Kara — 112 tys. USD (zawieszona z powodu niewypłacalności firmy). Projektant Seth Quest kontra Neil Singh. Zebrane fundusze — 35 tys. USD. Koszt procesu wytoczonego przez internautę — bankructwo Questa.

Wyświetl galerię [1/3]

Marek Wiśniewski

Gdy gonią deadline’y

Kiedy licznik projektu umieszczony na platformie crowdfundingowej dobija do wyznaczonego celu, dla twórcy kampanii to nie koniec, ale początek pracy. Obietnice zostały poczynione, nagrody rozdzielone, harmonogram dalszych działań opublikowany. Dalsze ruchy start-upu lub prywatnego projektodawcy obserwuje — w zależności od skali sukcesu — setka, tysiąc lub kilkadziesiąt tysięcy podekscytowanych internautów. Deadline’y gonią, a często okazuje się, że twórcy kampanii podeszli do nich zdecydowanie zbyt optymistycznie. Większość wspierających do wiadomości o lekkich opóźnieniach lub niewielkich modyfikacjach produktu podchodzi ze zrozumieniem. Mają świadomość, że finansuje coś, co na razie jest jedynie prototypem. Choć i oni tracą cierpliwość, gdy obiecane nagrody nie przychodzą, a twórca milczy. Wzrost popularności finansowania społecznościowego, a więc również wzrost liczby uruchamianych na platformach kampanii to większe ryzyko, że wśród nich będą kampanie niedowiezione. Z różnych powodów. Zdecydowana większość firm i osób fizycznych, którzy zwracają się do internautów z prośbą o finansowe wsparcie ich biznesowych marzeń, ma dobre intencje. Mają je również ci, którym w toku realizowania projektu powinęła się noga — zespół się wykruszył, producent części opóźnia dostawę lub inwestor wycofał się z inwestycji. Twórcy muszą jednak pamiętać, że gdy nie dotrzymają obietnicy danej internautom lub zachowają się nieuczciwie, mogą za to słono zapłacić. Ofiary takich zagrań ze strony twórców kampanii — zarówno osób fizycznych, jak i firm — nie są bezbronne. Polacy wspierający projekty na polskich platformach crowdfundingowych również mogą dochodzić swoich praw na drodze sądowej.

Prawo bardzo realne

Finansowanie społecznościowe nie jest obwarowane w naszym prawie szczególnymi regulacjami, ale istniejące instrumenty prawne są na tyle pojemne, że można po nie sięgnąć także w sytuacji, która dotyczy wirtualnego świata.

— Do każdego przypadku trzeba podchodzić bardzo indywidualnie — zastrzega jednak Krzysztof Wojdyło, partner w kancelarii Wardyński i Wspólnicy, obsługującej m.in. twórców kampanii crowdfundingowych. Pokrzywdzeni internauci mogą domagać się sprawiedliwości na drodze cywilnej. Mogą ubiegać się o odszkodowanie — zwrot wpłaconej kwoty, odsetek, a nawet ewentualnych utraconych korzyści.

— Jest to oczywiście uzależnione od konkretnych okoliczności. Polskie prawo daje możliwość dochodzenia utraconych korzyści. Jeśli zdarzyłoby się tak, że wspierający w momencie, gdy decydował o dokonaniu inwestycji, miał wybór pomiędzy dwiema różnymi inicjatywami, wpłacił na tę nieuczciwą, a okazało się, że ta druga mogła mu przynieść niewyobrażalne zyski, to mógłby dochodzić utraconych korzyści, a więc niezrealizowanych zysków, które mógłby osiągnąć, gdyby wybrał tę drugą inicjatywę — wyjaśnia Krzysztof Wojdyło. Jeżeli twórca zbierał na konkretny cel, a zebrane pieniądze przeznaczył ostatecznie na coś innego, i zrobił to świadomie, internauci, którzy go wsparli finansowo, mogą próbować udowodnić, że dopuścił się przestępstwa — doprowadził poprzez wprowadzenie w błąd inne osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

— Mamy na to odpowiedni przepis z Kodeksu karnego i nie znajduję powodu, dla którego w takich przypadkach ten przepis nie mógłby być zastosowany. A potencjalna sankcja karna jest poważna, bo wiąże się z kilkuletnim pozbawieniem wolności dla autora takich nieuczciwych praktyk — mówi Krzysztof Wojdyło.

Internauta, czyli konsument

Crowdfunding jest specyficzną formą finansowania, w której podmiotami mogą być i są zarówno firmy, jak i osoby fizyczne. To oznacza, że wiele uprawnień, które mają konsumenci, wynikających z ustawy o prawach konsumenta, nie ma zastosowania, gdy po drugiej stronie jest osoba prywatna, a nie przedsiębiorstwo. Ale gdy internauci wspierają firmę, mogą powołać się na zapisy tej ustawy i przysługujące im prawa, np. do odstąpienia od umowy w określonym terminie. Inną mniej standardową drogą dochodzenia sprawiedliwości jest chargeback — instytucja prawna, którą mają posiadacze karty płatniczej. To możliwość domagania się od banku, który wydał kartę, zwrotu pieniędzy wpłaconych tą kartą, jeśli dana usługa nie została zrealizowana. Jeżeli internauci sfinansowaliby więc inicjatywę crowdfundingową za pomocą karty, to gdy opłacone w ten sposób świadczenie nie zostało zrealizowane, płatnik może wystąpić z roszczeniem do banku o zwrot takiej kwoty. Z takiej możliwości skorzystali np. klienci upadłego biura Triada. Chargeback okazał się najprostszą metodą odzyskania pieniędzy. W ten sposób próbują również odzyskać swoje pieniądze amerykańscy internauci.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy