Czas łowić perły

Maciej Zbiejcik
19-03-2008, 00:00

Kto pierwszy dostrzeże rodzynki i nie będzie się obawiał zainwestować, ten wygra — twierdzi jeden z największych inwestorów giełdowych.

Roman Karkosik

uważa, że na polskiej giełdzie

nie brak spółek niedoszacowanych,

ale z perspektywami

Kto pierwszy dostrzeże rodzynki i nie będzie się obawiał zainwestować, ten wygra — twierdzi jeden z największych inwestorów giełdowych.

Wczoraj polska giełda dochodziła do siebie po poniedziałkowych mocnych spadkach. Ale nic to nie zmienia, bo nadal mamy do czynienia z najgorszym otwarciem roku od siedmiu lat. W 2001 r., podobnie jak teraz, WIG w 2,5 miesiąca stracił około 19 proc. Przecena sieje spustoszenie w portfelach drobnych inwestorów i dużych tuzów. Na własnej skórze przekonał się o tym także Roman Karkosik, nazwany w 2006 r. Midasem giełdy.

W tym roku wyparowało z niej około 95 mld zł (biorąc pod uwagę tylko spółki krajowe). Majątek Romana Karkosika też się skurczył. Na koniec 2007 r. (według Notorii) portfel tego inwestora był wart ponad 3,5 mld zł. Dziś jest wyceniany na mniej więcej 2,6 mld zł.

Giełdowa dekoniunktura nie oszczędza spółek z imperium Romana Karkosika. W ujęciu wartościowym najbardziej dotkliwy był spa- dek kursu Impexmetalu. W 2,5 miesiąca pakiet firmy należącej do Romana Karkosika stracił na wartości około 490 mln zł. Ale to nie kurs Impexmetalu spadał najszybciej. Przecena najbardziej dotknęła akcji Krezusa, Midasa oraz Skotanu.

„Puls Biznesu”: Warszawską giełdą, podobnie zresztą jak innymi, targają kolejne fale wyprzedaży. Ale czy polscy inwestorzy nie reagują zbyt przesadnie?

Roman Karkosik, inwestor giełdowy: Ostatnie kilka miesięcy na GPW pokazało, jak mocno polska gospodarka jest powiązana z globalną. W zasadzie nie ma podstaw ekonomicznych do negatywnej oceny polskich przedsiębiorstw, mimo to sytuacja gospodarcza w innych regionach świata negatywnie wpływa na ich giełdowe wyceny. Stan gospodarki światowej można porównać do podgorączkowego, w którym spada dobre samopoczucie. Dramatyczne próby ratowania sytuacji w gospodarce amerykańskiej przez Fed, bardzo trudna sytuacja w amerykańskim sektorze bankowym, utrata zysków i wartości wielu instytucji finansowych rozlewają się falą zwątpienia na rynki kapitałowe świata. Dotyka to również bardzo mocno warszawskiej GPW. Mamy z tym do czynienia praktycznie od września 2007 r.

Czy jest jakieś lekarstwo na zmianę trendu na rynkach?

Trudno dziś odpowiedzieć. Widać wyraźnie, że świat podzielił się na dwie strefy walutowe — dolarową i euro. Relacje między tymi walutami zaczynają odgrywać coraz istotniejszą rolę w strategiach rynkowych i rozwojowych przedsiębiorstw, jeżeli prowadzą one działalność w wymiarze globalnym. Najłatwiej jest tym przedsiębiorcom, którzy mają rozłożony potencjał produkcyjny w obu strefach walutowych. Niestety, w gorszej sytuacji są przedsiębiorcy ulokowani wyłącznie w strefie dolarowej. Dla nich obecne, rekordowo niskie, notowania amerykańskiej waluty mogą w krótkim okresie doprowadzić do wyeliminowania z rynku dolarowego.

Co grozi naszym spółkom?

W polskich warunkach sy- tuacja stanu podgorączkowego coraz bardziej się uwidacznia. Bardzo duże przeceny firm giełdowych od połowy 2007 r., często nieuzasadnione ich stanem ekonomicznym, nerwowość na rynku i spadające obroty w transakcjach giełdowych wskazują na spory pesymizm.

Nasze spółki muszą też dokładnie kalkulować ceny energii i kosztów pracy w Polsce, które ostatnio wzrosły. Warto dbać o wprowadzanie energooszczędnych technologii produkcji oraz starać się o nabór tańszej kadry, np. ze Wschodu. Polska do tej pory w znacznym stopniu korzystała na niskich kosztach pracy i energii. To przyciągało nowe inwestycje. Aktywność inwestycyjną stymulowały także wprowadzone przez państwo zachęty, np. specjalne strefy ekonomiczne czy pomoc publiczna w zakresie finansowania szkolenia pracowników dla nowych inwestycji. Szczególnie tych, które związały się z wysokimi technologiami. Wszystko wskazuje na to, że polskie firmy czeka wiele wyzwań, które należy wykorzystać do radykalnej restrukturyzacji organizacyjnej, technologicznej i finansowej, by w momencie ożywienia pokazać możliwości, które nas wyróżnią na tle konkurentów.

Czy w związku z tym inwestorzy mają udać się na urlop?

W takiej sytuacji jak dziś trzeba się pogodzić, że część inwestycji może mieć charakter średnio- czy długoterminowy. Na pewno nie warto w nerwach pozbywać się papierów, bo te tanieją. Ważna jest obserwacja projektów realizowanych przez firmy giełdowe. Dotyczy to zarówno przedsięwzięć przegrupowujących obecne aktywa dla uzyskania możliwości zwiększenia ich efektywności ekonomicznej, jak i nowych inwestycji oraz przejęć. One w przyszłości będą miały wpływ na pozycję konkurencyjną przedsiębiorstw. Okres spadków na giełdzie to również okazja do budowy atrakcyjnego portfela inwestycyjnego o dużych wzrostach w horyzoncie średnio- i długoterminowym. Warto przyjrzeć się spółkom niedoszacowanym, o dużych możliwościach rozwoju. Takich perełek na warszawskim parkiecie pojawia się coraz więcej. Kto pierwszy je dostrzeże i nie będzie obawiał się zainwestować, ten wygra.

Maciej Zbiejcik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Czas łowić perły