Czynnik kobiecy

ROZMAWIA TATIANA CICHOCKA
07-10-2011, 00:00

ekonomia i okolice

Kobiety mają do odegrania ważną rolę we współczesnym świecie – i nie jest to już tylko gorący feministyczny postulat. Wskazują na to najnowsze trendy w gospodarce światowej i wyniki badań. Zatrudnianie kobiet na wysokich stanowiskach przynosi korzyści – mówi dr Ewa Rumińska-Zimny

Co ma wspólnego płeć z ekonomią?

Więcej, niż się wydaje, choć jeszcze do lat 90. ubiegłego wieku ekonomia uznawana była za naukę neutralną, rządzącą się uniwersalnymi prawami, podobnie jak fizyka. Nie będziemy przecież mówić, że fizyka jest inna dla mężczyzn i dla kobiet. A jednak z ekonomią sprawa nie jest taka prosta, nie wszystko można wytłumaczyć, używając abstrakcyjnej kategorii „jednostka”. Udowodnił to Gary Becker, który zbadał rodzinę jako jednostkę ekonomiczną, za co został uhonorowany Nagrodą Nobla. Jako pierwszy wykazał m.in. różnicę w wydajności kobiet i mężczyzn w sferze pracy płatnej (rynek pracy) oraz bezpłatnej (opieka). Chociaż wnioski z jego badań są często krytycznie oceniane, to bezsprzecznie dzięki Beckerowi kategorie genderowe zaczęły funkcjonować w ekonomii. Najpierw w mikroekonomii, a od niedawna również w skali makro. Na tym etapie badań jesteśmy dziś.

Co to za badania?

Na przykład na ile opłacalny dla gospodarki jest wzrost poziomu zatrudnienia kobiet, czy równość szans ma przełożenie na wydajność itp. Okazuje się, że równouprawnienie można rozpatrywać nie tylko w kategoriach moralno-humanitarnych, jak to robiliśmy do tej pory, ale też szukać w nim korzyści ekonomicznych. Wyniki są jednoznaczne: państwu opłaca się wspierać kobiety. Dziś wiemy też, że samo antydyskryminacyjne prawodawstwo wszystkiego nie załatwi, że to błąd strategiczny, jeśli w swoich planach gospodarczych państwo nie uwzględnia kwestii płci. Niestety, Polska ten błąd popełnia. Ze smutkiem zauważam, że idziemy pod prąd większości światowych trendów.

Jakie to trendy?

Najbardziej wyraźny to masowe wchodzenie kobiet na rynki pracy. W latach 60. w USA dwie trzecie kobiet nie pracowało zawodowo. Dziś większość pracuje. U nas jest odwrotny trend. Gdyby narysować wykres pokazujący udział kobiet w rynku pracy, w krajach zachodnich linia ta będzie wznosząca, u nas opadająca. O ile na początku lat 90. aktywność zawodowa kobiet wynosiła w Polsce blisko 55 proc., o tyle obecnie tylko 47 proc. (dane GUS). Przegrywamy również w liczbach bezwzględnych. Według danych Eurostatu z 2009 roku poziom zatrudnienia kobiet (w wieku 15–64 lata) wynosi u nas 53 proc., czyli poniżej przeciętnej dla UE (58 proc.), i jest daleko w tyle za poziomem zatrudnienia kobiet w takich krajach Unii, jak Szwecja (70 proc.) czy Holandia (71 proc.).

Dlaczego?

To jeden z kosztów transformacji. Tworząc wolny rynek, zaniedbaliśmy kompletnie sferę równości. Uznaliśmy, że równość była, więc będzie. Ale tak się nie stało, ponieważ jedną z głównych cech transformacji były cięcia wydatków na cele socjalne, wspierające rodzinę, czyli de facto kobiety. W efekcie spadło ich zatrudnienie i zaszły zmiany w jego strukturze. Kobiety wycofywały się z sektorów gospodarki związanych z rozwojem rynku, jak sektor finansowy, gdzie przeciętna płaca szybko rosła, zwiększając swój udział w sektorze publicznym, jak edukacja i zdrowie, gdzie płace są nadal poniżej przeciętnej. Stało się tak m.in. dlatego, że kobiety początkowo wycofały się z rynku pracy, by zająć się domem. By móc wrócić i zaistnieć w tak konkurencyjnym środowisku, akceptowały gorzej płatne posady. Poza tym praca w intratnych sektorach gospodarki wymaga większej dyspozycyjności, więc nie jest łatwo pogodzić ją z dbaniem o dom i rodzinę.

Skąd wiadomo, co jest bardziej opłacalne dla gospodarki: czy kobiety pracujące, czy zajmujące się domem, dziećmi?

Po pierwsze, to rozważania teoretyczne. Polskie kobiety nie chcą już „tylko” siedzieć w domu. Po drugie, są potrzebne na rynku pracy. Długookresowe szacunki zapotrzebowania na siłę roboczą w krajach UE (do roku 2040) wskazują, że jeśli nie wzrośnie zatrudnienie kobiet, powstanie luka, którą trzeba będzie kimś zapełnić. Najpewniej napłynie do nas masowo obca siła robocza. Zatem to ekonomicznie ważne, by kobiety zwiększały swój udział w rynku pracy. Dodatkowo jeśli będą pracować, zwiększą konsumpcję (bo będą miały pieniądze) i wpływy do budżetu (będą płacić podatki). W ten sposób też napędzą rozwój gospodarczy. W Polsce nie doceniamy kluczowej roli kobiet konsumentek – niezależnych, podejmujących decyzje i mających pieniądze. Na Zachodzie to dziś oczywiste, kobiety powinny pracować.

I rodzić dzieci.

No właśnie. Te same kobiety muszą przecież zapewnić następne pokolenia pracowników. Bo jeśli same będą pracować, ale nie będą miały dzieci, czyli przerwą łańcuch, gospodarka kraju się zachwieje. Nie można jednak tego wymusić, jak chce nasz rząd. Najwyraźniej nie dociera do nas, że nie sposób złożyć całego ciężaru odpowiedzialności za zaistniałą sytuację na barki kobiet, bo one tego nie uniosą. Jeśli nie będą miały możliwości sensownego wychowania dzieci, zrezygnują z macierzyństwa albo zdecydują się na jedno dziecko, i to późno, kiedy już ustabilizują swoją sytuację zawodową. To musi być odpowiedzialność całego społeczeństwa. Na Zachodzie podejmuje się więc działania, które umożliwiają kobietom dzielenie ról. To trzeba załatwić na szczeblu makroekonomicznym, systemowym, choćby wliczać do emerytury okres opieki nad dziećmi. Tak robi się w krajach skandynawskich, na przykład w Norwegii. Trzeba też tworzyć infrastrukturę, czyli przedszkola, żłobki, szkoły, szukać kreatywnych rozwiązań i dzielenia obowiązków domowych z mężczyznami.

Co jeszcze zmienia się w światowej gospodarce?

Widać wyraźny trend, jakim jest zatrudnianie kobiet na wysokich stanowiskach. Dziś do władz prywatnych przedsiębiorstw i korporacji, zwłaszcza do pionów finansowych, wprowadza się kobiety, bo badania przeprowadzane w związku z kryzysem, na przykład na francuskiej giełdzie, pokazały, że firmy, które miały w swoim zarządzie kobiety, najlepiej ten okres przetrwały. Trzecim ważnym nurtem jest wspieranie przedsiębiorczości kobiet. I tu Polska nie wypada tak źle. Niestety, nie jest to zasługa rozwiązań systemowych, ale jedynie tego, że mamy wspaniałe, aktywne kobiety, które zakładają własne firmy mimo trudności i przeszkód. Tymczasem na Zachodzie przedsiębiorczość kobiet ma takie wsparcie.

To nie jest psucie wolnego rynku?

Wiele krajów wolnorynkowych wspiera systemowo przedsiębiorczość kobiet, więc najwyraźniej nie. W Stanach już od 1979 roku istnieje Biuro ds. Kobiecego Biznesu jako część federalnej Administracji Małym Biznesem (US Small Business Administration). Kobiety mają też specjalnego doradcę przy amerykańskim Kongresie, przy prezydencie. Niedawno wprowadzono tam przepis, który mówi, że przetarg publiczny jest nieważny, jeśli nie startuje w nim żadna firma kobieca. Najwyraźniej to się opłaca. Tymczasem w Polsce, jak pokazują badania Lewiatana, nawet bardzo zdolne kobiety boją się ekspansji, wstrzymują się przed rozwijaniem firm powyżej pewnego pułapu. To trzeba zmienić, pomóc im się ośmielić. Według badań m.in. firmy McKinsey kluczem do rozwoju w dzisiejszym świecie jest różnorodność, elastyczność, nastawienie na współpracę w grupie (raport „Women Matter”, 2010). Właśnie kobiety wnoszą do pracy te jakości. Bez aktywnych kobiet gospodarka traci, bo nie wykorzystujemy zasobów, jakie mamy. Edukacja kosztuje, a w Polsce kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn. Mamy więc świetnie wykształcone, kreatywne i aktywne kobiety, które albo nie pracują, albo pracują w miejscach, gdzie ich umiejętności nie są w pełni wykorzystywane. Czas to zmienić. &

Ewa Rumińska-Zimny

Dr, ekspert ONZ, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej. Była szefowa programu ONZ „Kobiety i gospodarka” w Genewie, inicjatorka paneuropejskich konferencji Kobiet Biznesu, autorka raportów i publikacji, m.in. „Gender Gap and Economic Policy”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ROZMAWIA TATIANA CICHOCKA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Czynnik kobiecy