Przecież nie mamy i nie możemy mieć twardych dowodów takiej tezy. Dużo jednak daje do myślenia niedawna wypowiedź Klausa Hartmanna, prezesa Polskiej Telefonii Cyfrowej.
Szef operatora sieci Era i Heyah zauważył, że w ubiegłym roku klienci zaczęli wybierać tańsze taryfy, ale mimo to w dalszym ciągu rozmawiali dość długo. Gdy spowolnienie dotarło nad Wisłę, nie dość, że nadal oszczędzali na taryfach, to jeszcze skrócili czas rozmów. Ale wystarczyły majowe dobre wieści o dodatniej dynamice PKB, by komórki znów się na dłużej rozdzwoniły.
Jednostkowy wypadek – powiedzą sceptycy. Być może. Ale optymiści zyskali kolejny argument. To badania TNS OBOP, które – co ważne – zostały podane jeszcze przed ujawnieniem kwartalnej dynamiki PKB. Wynika z nich, że wskaźnik nastrojów ekonomicznych obywateli naszego kraju wzrósł w II kwartale z 88,3 pkt. do 95,7 pkt. Fakt – jest na dużo gorszym poziomie niż rok temu i nadal poniżej poziomu 100 pkt, wyznaczającego granicę między pesymizmem i optymizmem. Najważniejsze jest jednak, że idzie w górę. Czyżby słowo „kryzys” powoli wyparowywało z głów naszych obywateli i otwierało szerzej ich portfele? Na to właśnie wszyscy powinniśmy liczyć.