Elektroniczna Giełda Kapitału powstała, żeby inwestorzy dysponujący nadwyżką gotówki mogli w jednym miejscu znaleźć oraz porównać oferty lokat wielu banków, a także wynegocjować sobie lepsze warunki. Z platformy aukcyjnej mogą korzystać firmy, samorządy oraz osoby indywidualne, natomiast oferty mogą im składać jedynie instytucje kontrolowane przez KNF.
— Po zalogowaniu się na portal giełdy inwestorzy podają kwotę oraz okres, na jaki chcą ją zdeponować. Natomiast banki składają ofertę oprocentowania takiego depozytu w skali roku. Wynikiem zakończonej aukcji jest ulokowanie przez inwestora w zwycięskim banku pieniędzy zgodnie z zaproponowaną stawką — tłumaczy Tomasz Schmidt, prezes Centrum Rozwoju Kapitału, do którego należy Elektroniczna Giełda Kapitału.
Jego zdaniem, mechanizm aukcji w czasie rzeczywistym umożliwi maksymalizację zysków z lokat. Jako pierwszy umowę z giełdą podpisał FM Bank PBP.
— Jest to dla nas sposób na dotarcie do nowych klientów oraz zaprezentowanie im naszych depozytów — mówi Tomasz Biełanowicz, dyrektor zarządzający Departamentu Skarbu w FM Banku PBP.
Lada chwila dołączy Bank Pocztowy, Nordea Bank i dwa inne banki. Reszta na ten pomysł patrzy sceptycznie. To zrozumiałe — wcale nie mają ochoty więcej płacić za depozyty.
— Wierzymy jednak, że szybko zobaczą korzyści, jakie może im przynieść to rozwiązanie. Oczywiście ceny depozytów wzrosną, ale spadną koszty zarządzania nimi, nie będzie trzeba też wydawać pieniędzy na reklamę — twierdzi Tomasz Schmidt.
Ponadto banki nie ponoszą żadnych kosztów w związku z funkcjonowaniem na platformie, prócz kosztów wejścia, czyli m.in. przygotowania wzorów dokumentów. Giełda zamierza żyć z pieniędzy inwestorów, którzy będą płacić 10 proc. zysku osiągniętego z korzystania z giełdy, liczonego od średniej ceny depozytów na rynku.