Elektrim: chętnie pomożemy GPW

Agnieszka Berger
opublikowano: 2011-02-28 00:00

Znaczący udziałowiec TGE jest skłonny rozmawiać z GPW na temat sprzedaży pakietu.

Szanse na budowę jednej giełdy energii nieoczekiwanie wzrosły

Znaczący udziałowiec TGE jest skłonny rozmawiać z GPW na temat sprzedaży pakietu.

Popierana przez Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) konsolidacja dwóch konkurencyjnych giełd energii (TGE i platformy GPW) pod egidą Giełdy Papierów Wartościowych (GPW) — do niedawna traktowana raczej jako pobożne życzenie Ludwika Sobolewskiego, prezesa GPW — niespodziewanie ma szansę się ziścić. Może się tak stać za sprawą Elektrimu, drugiego — oprócz skarbu państwa — najważniejszego akcjonariusza Towarowej Giełdy Energii (TGE). Ku zaskoczeniu rynku, Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Elektrimu, deklaruje, że jego spółka jest skłonna sprzedać swój pakiet akcji TGE. Biznesmen potwierdza, że GPW go o to zapytała.

— Ta kwestia była już przedmiotem posiedzenia rady nadzorczej. Jesteśmy skłonni sprzedać akcje. Dlaczego? Jesteśmy tylko mniejszościowym akcjonariuszem TGE. Jeśli jest ktoś, kto ma wobec TGE dalej idące plany i chciałby grać w niej rolę inwestora strategicznego, nie będziemy mu w tym przeszkadzać — mówi Zygmunt Solorz-Żak.

Z prezesem GPW nie udało się nam porozmawiać.

Pierwsze skrzypce

Według nieoficjalnych informacji "Pulsu Biznesu", spółka kierowana przez Ludwika Sobolewskiego zwróciła się z tym samym pytaniem także do innych udziałowców TGE. Jednak najważniejsze wydaje się to, co zrobi Elektrim. Dlaczego? Holding Zygmunta Solorza-Żaka, jako jeden z głównych założycieli TGE, ma w akcjonariacie uprzywilejowaną pozycję. Jako jedyny, oprócz skarbu, może wykonywać prawo głosu ze wszystkich swoich akcji (prawie 22 proc.). W przypadku pozostałych akcjonariuszy prawo głosu jest ograniczone do 10 proc., co de facto uderza tylko w Polską Grupę Energetyczną (PGE), która wraz ze spółkami zależnymi kontroluje ponad 21 proc. udziałów TGE, a głosuje tylko 10 proc.

PGE od kilku miesięcy próbuje sprzedać posiadane akcje TGE. Nie może jednak tego zrobić bez zmiany statutu spółki. Bez tej zmiany nikt nie zechce ich kupić, bo w obecnych warunkach prawnych nawet większościowy udziałowiec TGE nie miałby w spółce nic do powiedzenia. Szkopuł w tym, że zmiana statutu nie jest taka prosta. Taka uchwała wymaga aż 80-procentowego poparcia akcjonariuszy biorących udział w głosowaniu. Sam Elektrim dysponuje wystarczającą siłą, by ją zablokować. Oprócz skarbu jest jedynym takim udziałowcem TGE, jednak skarb — który otwarcie popiera pomysł przejęcia giełdy energii przez GPW — z pewnością nie będzie w tym przeszkadzał. Porozumienie z Elektrimem jest więc warunkiem koniecznym do realizacji wizji Ludwika Sobolewskiego. Koniecznym, ale niewystarczającym.

Dobre argumenty

Do zmiany statutu GPW będzie musiała przekonać jeszcze co najmniej część pozostałych udziałowców TGE — przede wszystkim E.ON, Vattenfalla i EDF, który kontroluje akcje TGE za pośrednictwem wrocławskiej Kogeneracji. Żaden z nich w pojedynkę nie może zablokować uchwały walnego w tej sprawie, mogą jednak dokonać tego wspólnymi siłami. A ponieważ ewentualna zmiana statutu osłabi ich pozycję w akcjonariacie TGE, GPW będzie musiała znaleźć dobre argumenty.

Oprócz zmiany statutu potencjalnemu przejęciu mogą zagrozić oczekiwania finansowe sprzedających. Według ostatnich wypowiedzi Grzegorza Onichimowskiego, prezesa TGE, spółka może być warta nawet ponad 300 mln zł. Tę szacunkową wycenę szef giełdy opiera m.in. na porównaniu wskaźników cena/zysk dla TGE i prowadzącej nieco zbliżoną działalność… GPW. Jego zdaniem, jest mało prawdopodobne, by zakup akcji giełdy energii znajdował się obecnie na liście priorytetowych inwestycji spółki Ludwika Sobolewskiego.

— GPW prowadzi teraz kosztowną wymianę systemu informatycznego. Jest również zaangażowana w międzynarodowe projekty zmierzające do pozyskania dużych emitentów. A zakup TGE może oznaczać naprawdę poważne wydatki — podkreśla Grzegorz Onichimowski.

Sprzyjająca wykładnia

Jest tajemnicą poliszynela, że prezes TGE nie jest zwolennikiem połączenia z GPW. Szefowie obu giełd od czasu ogłoszenia przez GPW planów uruchomienia konkurencyjnej giełdy energii (zrealizowanych w grudniu ubiegłego roku) wyraźnie za sobą nie przepadają. Ludwik Sobolewski kwestionuje kompetencje i skuteczność działania zarządu TGE. Grzegorz Onichimowski nie pozostaje dłużny, sugerując, że GPW zrobiłaby najlepiej, trzymając się z daleka od obrotu energią, na którym się nie zna, i koncentrując na prowadzeniu rynku instrumentów pochodnych, dla którego TGE dostarczałaby produkty bazowe.

300

mln zł

Na tyle zarząd TGE szacuje wartość spółki.

15%

Taka część krajowej produkcji energii musi być sprzedawana na TGE.

50%

Taka część krajowej produkcji energii musi być sprzedawana m.in. na platformie GPW* lub TGE.