Być może już w maju grupa kupi 70 proc. akcji elektrociepłowni za ponad 400 mln zł.
Maciej Owczarek, prezes poznańskiej grupy energetycznej Enea, nie wyklucza, że spółka weźmie udział w ofercie publicznej Zespołu Elektrociepłowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK), którego prywatyzacji — mimo trwających kilka lat przymiarek i prób — skarb wciąż nie zdołał dokończyć. Ostatnie podejście, w którego finale brało udział giełdowe Rafako (kontrolowane przez Zygmunta Solorza-Żaka, podobnie jak Elektrim, inwestor strategiczny w PAK), po długich negocjacjach zakończyło się fiaskiem, bo strony nie zdołały porozumieć się w sprawie ceny.
Może kiedyś
Prezes Enei, która już wcześniej interesowała się PAK, zaznacza jednak, że ewentualny zakup akcji zespołu elektrowni nie jest priorytetem grupy. Trudno się dziwić. Pakiet skarbu, choć największy, nie wiąże się z kontrolą operacyjną nad PAK, którą sprawuje Elektrim. Bez porozumienia z inwestorem strategicznym nikt rozsądny nie wejdzie do spółki. Takie porozumienie to, zdaniem Zygmunta Solorza-Żaka, wręcz warunek przeprowadzenia przez skarb oferty publicznej PAK.
— Niezbędna jest zgoda Elektrimu, a nasz warunek to zapewnione dostaw węgla dla PAK, co oznacza, że przed ewentualnym upublicznieniem spółka musi kupić kopalnie lub przynajmniej uzyskać gwarancję, że będzie mogła je kupić. Zresztą bez zapewnionych dostaw paliwa nikt nie kupi akcji PAK na giełdzie — uważa Zygmunt Solorz-Żak.
Inwestor dodaje, że Elektrim nie zamierza wychodzić z PAK. W tych okolicznościach inwestycja Enei w zespół elektrowni wydaje się mało prawdopodobna, a z pewnością odległa w czasie.
— Jest jednak parę innych możliwości na rynku i raczej na nich będziemy się koncentrować — zaznacza Maciej Owczarek.
Jak ustalił nieoficjalnie "PB", chodzi o przejęcie kontroli nad Elektrociepłownią Białystok.
Zakup na zlecenie
Enea ma już ponad 30 proc. udziału w kapitale spółki. Akcje kupiła w grudniu 2008 r. od skarbu. Transakcja, choć oficjalnie nikt się do tego nie przyznał, była realizowana na żądanie resortu skarbu, który rzutem na taśmę w samej końcówce roku łatał dziurę w budżecie. Za 30,36 proc. walorów elektrociepłowni Enea zapłaciła 173,6 mln zł. Teraz w grę w wchodzi zakup reszty. Udziałów w białostockiej spółce chce się pozbyć niemiecki E. ON, który przejął ją, kupując francuskie SNET, inwestora strategicznego w elektrociepłowni. Jak wynika z informacji "PB", Enea jest jedynym chętnym, który dotarł do etapu due diligence.
— To jeszcze nie jest etap uzyskiwania zgód korporacyjnych, co — zarówno w przypadku kupującego, jak i sprzedającego — może potrwać ponad miesiąc, ale jest już po badaniu spółki i trwają zaawansowane negocjacje. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, do przejęcia może dojść w maju —twierdzi osoba zbliżona do transakcji.
Bazując na transakcji ze skarbem sprzed ponad dwóch lat, wartość blisko 70-procentowego pakietu akcji, który zamierza kupić Enea można szacować na ponad 400 mln zł. Sprzedający będzie też prawdopodobnie oczekiwał premii za kontrolę nad spółką. Na wycenę mogą mieć również wpływ lepsze niż przed dwoma laty wyniki elektrociepłowni, która w 2009 r. miała prawie 47 mln zł zysku netto (w 2008 r. niespełna 26 mln zł) i 78 mln zł EBITDA (niespełna 56 mln zł rok wcześniej).