Epopeja IV RP

  • Aleksander Krawczuk
opublikowano: 15-12-2006, 00:00

Księgarnie. Odwiedzam je zimową porą niemal codziennie. Te na szlaku moich spacerów po krakowskim śródmieściu, w pewnej kolejności, każdego dnia inną. Są to tylko odwiedziny — klient ze mnie, skromnego emeryta, marny.

Przeglądam nowości, podziwiam bogactwo pozycji z wszelkich dziedzin. Przyznaję: nie darzę nadmierną uwagą powieści. Prawdziwych dramatów i różnych sensacji wokół nas pełno... Jeśli chodzi o powieści historyczne — doceniam wysiłek, jaki niektórzy autorzy włożyli w zaznajomienie się z realiami danej epoki. Ale rażą mnie anachronizmy i naiwności, uchwytne w kreśleniu mentalności, psychiki oraz sposobu wyrażania się osób z czasów odległych.

Rażą też rozwlekłość i gadatliwość. Zapewne przyczyną jest łatwość pisania, poprawiania i rozszerzania tekstu, jaką daje obecna technika. Niegdysiejsze posługiwanie się maszyną do pisania było trudem. Należało trzy razy się zastanowić i ułożyć sobie tekst w myśli, nim się wkręciło kartkę na wałek i przystąpiło do redakcji. To wpływało na zwięzłość wypowiedzi. Kto wie, może przyjmie się kiedyś określenie „literatura laptopowa”?

Chętniej sięgam po wspomnienia i biografie, po opracowania tematyczne, po literaturę faktu. Omijam z dala te najliczniejsze i poczytne, dotyczące II wojny i dziejów najnowszych. Przeżyłem jako młody człowiek czasy Hitlera i Stalina — to mi wystarcza. Odświeżanie wspomnień sprawia przykrość, denerwuje przeinaczanie obrazu tamtych czasów w pracach historyków. Dokonują tego metodą retuszów i przemilczeń, może podświadomie, lecz zgodnie z potrzebami aktualnej polityki. Co trafnie ujmuje aforyzm: kiedy bogowie spostrzegli, że nawet oni nie mogą zmieniać przeszłości, wymyślili historyków.

Jak to się zdarza humanistom, świadomym niedokształcenia w problemach współczesnej fizyki i biologii, usiłuję braki wyrównać, czytając literaturę popularnonaukową. W pierwszym rzędzie tę omawiającą zagadnienia ewolucjonizmu. Odkrycie ewolucji form życia to jedno z świetniejszych dokonań ludzkiego umysłu. Ta literatura cieszy się powodzeniem. Zastanawiam się, obserwując popyt — ostatnio wzmożony — czy nie powinniśmy dziękować kierownictwu ministerstwa edukacji? Można odnieść wrażenie, że wielu nabywa te książki z obawy, iż maluczko, maluczko, a zostaną wycofane. I zakazane. To możliwe, skoro u schyłku życia słyszę, jak wysoki urzędnik państwowy kraju środkowoeuropejskiego uznaje w XXI w. kreacjonizm za pogląd równouprawniony z ewolucjonizmem! A inny oburza się, iż darwiniści wywodzą go od małpy. Nie jest aż tak dobrze, od małp nie pochodzimy — mamy tylko wspólnego z nimi przodka. Czy oczekiwać ataku tych samych środowisk na system kopernikański? To Słońce krąży wokół Ziemi, a nie Ziemia wokół Słońca, jak utrzymywał ten łżeuczony. Nie trzeba obliczeń, wystarczy spojrzeć na niebo: to słońce wdrapuje się na niebo i zachodzi. Dowód nie do odparcia. Kto twierdzi inaczej, bredzi. Tak będą wołać przeciwnicy Kopernika. Jeszcze powstrzymuje ich chyba tylko to, że był naszym rodakiem. Ale błądził!

Uradowało mnie wznowienie — po wielu latach — przekładu książki Karla Poppera „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”. Po raz pierwszy przekład ów ukazał się jako wydawnictwo podziemne, a normalny przedruk dopiero w 1993 r. Tom pierwszy poświęcony jest w całości Platonowi. Bo on przestawił jako pierwszy obraz ustroju państwa idealnego — zamkniętego przed wpływami gorszącymi i obcymi, mogącymi zaszkodzić porządkowi społecznemu i racjonalnym poglądom jego obywateli. Obywateli z warstwy najwyższej, rządzącej, czyli „filozofów”. I w tej to warstwie, proponuje Platon, wszystko winno być wspólne. Majątki i kobiety, a dzieci ma wychować państwo. Każdy czytelnik Platona staje się jego wielbicielem. Tak przemożny jest urok jego pisarstwa, wyobraźni, swobodnego lotu myśli. A jakim był człowiekiem? Uczciwie i otwarcie przyznaje się do odmiennych upodobań erotycznych. Zastanawia, że takież przypisuje niemal wszystkim osobom swych dialogów — od Sokratesa poczynając. Czy tak było istotnie? Jego pomysły ustrojowe natomiast przerażają. Zwłaszcza kogoś, kto — jak ja — większą część życia spędził w ponurym cieniu tych, co usiłowali je realizować pod rozmaitymi barwami i nazwami. Nie wszystkie, na szczęście...

Zawsze przeglądam też tomiki poezji. Mam ulubionych twórców, głównie krakowskich. Jest tu ciągłość twórczości od czasów Młodej Polski. A czekam na wieszcza, który w poemacie odsłoniłby przed nami przyszłość — jak uczynił to wielki Adam. Tak bowiem odczytuję jego słowa: „Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, jedna Warszawa twojej mocy się urąga!” Czyż nie sprawdza się to na naszych oczach? Wystarczy tylko zmienić określenie „paryskie” na inne, współczesne — i jesteśmy w obecnej sytuacji. Zdecydowani i bezkompromisowi wobec obcych sankcji, choć osamotnieni. Tylko kto wysadzi redutę? Przemyślnie, by rozkaz wypełnić, a wyjść cało — jak historyczny Ordon. Lecz dziś ostrzał artyleryjski dokonuje się przez media i „kanały dyplomatyczne”, poematów zaś i epopei nikt nie pisze. Szkoda, bo „Pana Tadeusza” osadzonego w realiach IV RP bym przeczytał — a może nawet kupił.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu