Facebook jest gotowy do debiutu

Łukasz Wróbel
opublikowano: 03-02-2012, 00:00

Ubogi w dane kalendarz makroekonomiczny i spokojna sytuacja na rynkach sprawiły, że tematem numer jeden, zwłaszcza wśród inwestorów z Wall Street, zmęczonych przeciągającymi się negocjacjami Grecji z wierzycielami, stała się zapowiedź giełdowego debiutu największego serwisu społecznościowego.

Po zakończeniu środowej sesji spółka Facebook złożyła prospekt emisyjny wypełniony interesującymi danymi, które do tej pory pozostawały przedmiotem domysłów analityków. Szacuje się, że Facebook wyceniany jest na rynku nawet na 100 mld USD, co dla wielu inwestorów może być sporą niespodzianką, ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w ubiegłym roku spółka zarobiła więcej niż internetowy detalista Amazon.com i około jedną dziesiątą tego, co Google, wówczas serwis społecznościowy nabiera cech całkiem realnego biznesu. Ciekawostką jest wskazanie w prospekcie emisyjnym jako aktywa, nie tylko liczby użytkowników, ale też liczby zawartych przez nich za pośrednictwem Facebooka znajomości — każde takie połączenie, przy wycenie spółki na 100 mld USD, warte jest około jednego dolara.

W Europie inwestorzy nie mogą jednak pozwolić sobie na komfort ignorowania wiadomości ze strefy euro. Pozytywnym bodźcem w czwartek były udane aukcje obligacji Francji i Hiszpanii, ale zimny prysznic po raz kolejny zafundowała Grecja. Po tym jak dzień wcześniej jeden z unijnych urzędników zapowiadał finalizację negocjacji w sprawie restrukturyzacji długu Grecji w ciągu kilku godzin, w czwartek szef Eurogrupy Jean-Claude Juncker określił toczące się rozmowy jako „ultratrudne”. Nieoficjalnie wiadomo, że najbardziej problematyczna jest obecnie różnica zdań Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Niemiec odnośnie do obciążenia stratami nie tylko prywatnych posiadaczy obligacji, ale także EBC.

Na rynku walutowym kurs euro od tygodnia dryfuje między 1,308 USD a 1,32 USD. Z czysto technicznego punktu widzenia może to oznaczać, że po silnych zwyżkach z 1,26 USD, eurodolar wszedł w fazę korekty nie poprzez cenę, ale przez czas. Po tygodniu budowania bazy piątkowe odczyty wskaźników PMI z sektora usług lub informacje z rynku pracy w USA mogą dać impuls do wznowienia wzrostowego trendu. Równie dobrze upublicznienie wyników greckich negocjacji może pokazać, że na ratowanie czarnej owcy strefy euro potrzebne będzie kolejne kilkadziesiąt miliardów euro — wówczas inwestorom trudno będzie się oprzeć pokusie realizacji krótkoterminowych zysków. Rynek akcji również powoli dojrzewa do naturalnej korekty, ale na razie nie ma sygnałów świadczących o jej rozpoczęciu.

W czwartek po południu za euro płacono 4,18 PLN, dolar kosztował 3,18 PLN, a frank 3,47 PLN. WIG20 tuż przed zakończeniem sesji, podobnie jak indeksy z Frankfurtu czy Paryża, rósł o około 0,3 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Wróbel

Polecane