FIRMOM ZATRUDNIAJĄCYM WIĘŹNIÓW GROZI ZAGŁADA
Wysokie koszty szkoleń i rotacja kadr powodują, że praca osób pozbawionych wolności jest za droga dla większości przedsiębiorstw
Mogłoby się wydawać, że więźniowie, dla których praca jest jedyną rozrywką, mogliby być tanimi i dobrymi pracownikami. Nic bardziej mylnego. Zatrudnianie więźniów jest bardzo kosztowne. Firmy, które dają pracę skazanym, tracą kolejne przywileje.
Przedsiębiorstwa zatrudniające więźniów są w trudnej sytuacji.
— Firmy budowlane jakoś sobie radzą. Przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją artykułów metalowych muszą borykać się z problemami branży — opowiada przedstawiciel Przedsiębiorstwa Przemysłu Metalowego Omet ze Sztumu.
Zmiany w prawie, które weszły w życie 1 stycznia, sprawiły, że Ometowi jeszcze trudniej będzie związać koniec z końcem.
Bez ulg
Na początku 2000 r. firmy zatrudniające więźniów pozbawiono jednego z nielicznych przywilejów: Ministerstwo Finansów odstąpiło od zaniechania poboru różnicy między podatkiem VAT naliczonym i należnym.
— Jeśli nic nie dostaniemy w zamian, takim firmom jak nasza grozi zagłada — twierdzi Jerzy Kurzawski, szef Przedsiębiorstwa Przemysłu Odzieżowego z Łodzi.
— Ulga związana z podatkiem VAT była ważna. Zyskane w ten sposób środki przeznaczaliśmy na inwestycje — opowiada Maria Janta z Przedsiębiorstwa Przemysłu Obuwniczego w Strzelcach Opolskich.
W zamian za odebraną ulgę, firmy (przynajmniej teoretycznie) mogą liczyć na rekompensatę.
— Zwiększono ogólną kwotę wydatków Ministerstwa Sprawiedliwości — informuje Krzysztof Swiboda z Centralnego Zarządu Służby Więziennej.
Obawia się on, czy w 2001 r. budżet będzie pamiętał o zobowiązaniach wobec firm zatrudniających skazanych. Bezrobocie wśród osadzonych w więzieniu sięga 80 proc.
Skazańcy pod Sejmem
Do zatrudniania więźniów miała zachęcać ustawa gwarantująca ulgi podatkowe, która weszła w życie 1 stycznia 1998 r. Jak zgodnie twierdzą przedsiębiorcy, nie spełniła ona swej roli, ponieważ oferowane profity były zbyt niskie. Jest kilka pomysłów na poprawę sytuacji.
— 50 proc. pensji więźnia trafia do budżetu państwa. Proponujemy przekazywanie tej sumy na specjalny fundusz, którego celem będzie tworzenie i utrzymanie miejsc pracy. Inną możliwością jest obniżenie do 50 proc. minimalnej płacy więźniów, ustalonej w kodeksie pracy. Lepsze wydaje się to pierwsze rozwiązanie — twierdzi Krzysztof Swiboda.
Proponowana nowelizacja ustawy znajduje się na etapie uzgodnień międzyresortowych. Nie wiadomo, kiedy trafi do Sejmu.
— Nasze możliwości lobbyingu są bardzo ograniczone. Przecież nie zawieziemy bezrobotnych więźniów na demonstrację do stolicy — mówi Krzysztof Swiboda.
Więźniowie mogą liczyć na pracę tylko w 43 gospodarstwach pomocniczych i firmach podległych Ministerstwu Sprawiedliwości.
Duża rotacja
Jest kilka powodów, dla których firmom zatrudniającym więźniów trudno konkurować ze zwykłymi przedsiębiorstwami. Jedną z przeszkód są niskie kwalifikacje takich pracowników. Ale największym problemem jest rotacja.
— Zatrudniamy ponad 200 skazanych. Ich wyroki są niewielkie, w związku z tym rotacja pracowników jest bardzo duża. Pociąga to za sobą wysokie koszty szkoleń, skazani mają zwykle niskie kwalifikacje. Przyuczenie do zawodu zajmuje około trzech miesięcy, w ciągu roku zmienia nam się 100 proc. pracowników-więźniów — informuje Maria Janta.
Skazani stanowią 52 proc. załogi PPO ze Strzelec Opolskich.
— Radzimy sobie jednak dobrze. Część wyrobów wysyłamy za granicę, m.in. na Litwę i do Czech. Kooperujemy również z producentem niemieckim. Stosujemy trzy technologie o innym stopniu zaawansowania, produkujemy obuwie o różnym standardzie. Skazani wykonują najprostsze prace — dodaje Maria Janta.
Krzysztof Swiboda potwierdza, że problem rotacji dotyka wszystkie firmy zatrudniające więźniów.
— Naszym organem założycielskim jest Ministerstwo Sprawiedliwości. W statucie firmy mamy kilka punktów o resocjalizacji i nauce zawodu skazanych. Rezygnacja z zatrudniania więźniów oznaczałaby wylanie dziecka z kąpielą — opowiada Roman Jóźwiak, szef Przedsiębiorstwa Przemysłu Betonów z Włocławka.
Znaleźć partnerów
Nie można jednak przesądzić, że firmy zatrudniające więźniów są skazane na zagładę, a w najlepszym razie na wegetację. Przedsiębiorstwo Przemysłu Betonów z Włocławka utworzyło w 1999 r. spółkę Wiprobet z niemiecką firmą Betonwerk Plźtz i CGS Beton. PPB zostało większościowym udziałowcem. Wiprobet zajmuje się m.in. budową garaży.
— PPB posiadało dobre wyposażenie i dysponowało dużym terenem — wyjaśnia genezę powstania spółki Przemysław Grabowski, prezes Wiprobetu.
— Aby utrzymać się na rynku, rozszerzamy działalność — tłumaczy Roman Jóźwiak.
Co się opłaca
Przedstawiciele Centralnego Zarządu Służby Więziennej przekonują, że społeczeństwu opłaca się fundowanie przywilejów firmom zatrudniającym więźniów.
— Jeśli skazany nie pracuje, jest bardziej prawdopodobne, że po wyjściu na wolność nie będzie potrafił wrócić do normalnego życia i znów popełni przestępstwo. Trzeba będzie ponieść wydatki na złapanie winnego, osądzenie, a wreszcie uwięzienie — zauważa Wojciech Knap z Centralnego Zarządu Służby Więziennej.
— Do tej pory nikt nie pokusił się o powiązanie sprawy zatrudnienia skazanych z problemem bezpieczeństwa państwa — dodaje Krzysztof Swiboda.
Wskazuje on, że sądy orzekają coraz więcej kar grzywny, których skazani nie mają szans spłacać. Aby poprawić stan firm zatrudniających więźniów, Centralny Zarząd Służby Więziennej podpisuje z zarządcami tych przedsiębiorstw kontrakty menedżerskie. Do tej pory zawarto 10 tego typu umów.
PRECYZYJNY RACHUNEK: Wojciech Knap z Centralnego Zarządu Służby Więziennej zwraca uwagę, że pozbawienie wolności bez możliwości zatrudnienia więźniów wywołuje bardzo negatywne skutki. Kolejne przestępstwa pociągają za sobą wysokie koszty społeczne. fot. GK
CHYBIONA USTAWA: Ustawa, która wprowadziła ulgi dla przedsiębiorstw zatrudniających więźniów, nie spełniła pokładanych w niej nadziei — opowiada Krzysztof Swiboda z Centralnego Zarządu Służby Więziennej. fot. GK