Fundacja SD łamie prawo

Dawid Tokarz
opublikowano: 10-02-2010, 00:00

Kluczem do sfinansowania

Polityczne plany Pawła Piskorskiego wiszą na włosku. Na dodatek nielegalnym

Kluczem do sfinansowania

kampanii Andrzeja

Olechowskiego jest fundacja, która

narusza prawo.

Czy Andrzej Olechowski będzie miał jakiekolwiek szanse w wyborach prezydenckich, a Stronnictwo Demokratyczne (SD) w wyborach samorządowych w 2010 r. i parlamentarnych w 2011 r.? Zdecyduje o tym wynik walki o władzę nad fundacją, która łamie prawo.

Przejmując SD, Paweł Piskorski nie ukrywał, że plan reaktywacji partii opiera się na sprzedaży jej nieruchomości wycenianych na około 60 mln zł. Kluczem jest tu zarządzająca nimi fundacja Samorządność i Demokracja (SiD).

SD założyło ją w grudniu 2001 r., oficjalnie po to, by m.in. "działać na rzecz rozwoju demokracji i popularyzować o niej wiedzę". A naprawdę — by ominąć prawo zabraniające partiom prowadzenia działalności gospodarczej, w tym wynajmowania nieruchomości. Wybieg się nie udał. Z akt rejestrowych SiD wynika, że co najmniej od 2003 r. fundacja działa jak spółka prawa handlowego i tym samym narusza prawo.

Biznes zamiast idei

Według statutu, SiD może prowadzić działalność gospodarczą "w rozmiarach służących realizacji celów statutowych". To powtórzenie zapisu z ustawy o fundacjach. Co oznacza?

— Skala działalności gospodarczej nie może być większa niż statutowej. Orzecznictwo Sądu Najwyższego nie pozostawia wątpliwości: przewaga działalności gospodarczej nad statutową na poziomie przychodów czy kosztów fundacji to ewidentne naruszenie prawa — tłumaczy prof. Hubert Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jego zdanie popierają też inni eksperci od prawa fundacyjnego: profesorowie Andrzej Kidyba i Henryk Cioch.

Tymczasem od 2003 r., kiedy SiD zajęła się wynajmowaniem nieruchomości należących do SD, działalność gospodarcza stanowi ponad 90 proc. jej przychodów oraz kosztów. Na działalność statutową fundacja wydaje co roku zaledwie kilka, kilkanaście tysięcy złotych. W rekordowym 2008 r. było to 130 tys. zł, ale i tak stanowiło to tylko 6 proc. kosztów fundacji. Znacznie więcej poszło na spłatę rat za nieruchomości kupione od SD (fundacja ma stać się ich właścicielem za kilkanaście lat, po zapłaceniu ostatniej raty) czy wynagrodzenia zatrudnianych przez SiD działaczy partyjnych i ich rodzin (co roku idzie na to około 0,5 mln zł).

Naruszanie ustawy o fundacjach prawie nikomu w SD nie przeszkadzało. Kiedy w czerwcu 2009 r. na posiedzeniu rady SiD jeden z działaczy stwierdził, że fundacja powinna zajmować się działalnością statutową, a nie interesami, członek władz SD, Stanisław Madaliński, mówił bez skrępowania, że "celem utworzenia fundacji było przede wszystkim dostosowanie działalności finansowej SD do ustawy o partiach politycznych oraz zatrudnienie członków Stronnictwa i finansowanie bieżącej działalności politycznej SD".

Cel: rządzić fundacją

Na tym samym posiedzeniu rady Paweł Piskorski (jako przewodniczący SD od lutego 2009 r. automatycznie stał się szefem rady SiD) przeforsował zmiany w zarządzie fundacji, umieszczając w nim m.in. swojego najbliższego współpracownika — Jana Artymowskiego. Po wakacjach w SD wybuchł jednak konflikt między zwolennikami Piskorskiego a starszymi stażem działaczami, którzy nie chcieli sprzedawać nieruchomości, do czego namawiał nowy szef partii. Spór doprowadził do rozłamu: powstały dwie frakcje nieuznające się nawzajem. Najpierw triumfował Piskorski, bo sąd wpisał do rejestru SD popieranych przez niego działaczy. Przeciwnicy postanowili powalczyć o fundację. Wysłali do sądu wniosek o zmianę zarządu SiD. I dopięli swego.

— Ta decyzja sądu to pomyłka, bo radę fundacji mógł zwołać tylko szef partii, a tym zgodnie z prawomocnym wyrokiem jest Paweł Piskorski. Już odwołaliśmy ten nielegalny zarząd i powołaliśmy nowy — mówi Jan Artymowski.

W rejestrze SiD wciąż jednak wpisane są władze nieprzychylne Piskorskiemu. Jego oponenci nadal liczą też na "odzyskanie" partii i zablokowanie ambitnych planów byłego posła PO.

— Nie ma takiej opcji. Odzyskamy władzę w SiD i szybko sprzedamy nieruchomości. Fundacja zostanie zapleczem intelektualnym i eksperckim dla partii. I wszystko w jej działalności zostanie wyprostowane — zapewnia Jan Artymowski.

mÓwiĄ politycy

Paweł Piskorski, przewodniczący SD

Jak sąd zmieni władze,

sprzedamy nieruchomości

W ustawie o fundacjach nie ma konkretnego zapisu, jaka skala działalności gospodarczej jest niedopuszczalna. Samorządność i Demokracja (SiD) nie narusza więc litery prawa. Inna sprawa, że fundacja nie powinna zajmować się głównie wynajmowaniem nieruchomości. I to właśnie chcę zmienić od prawie roku, kiedy zostałem szefem SD.

Liczę, że sąd poprawi swój błąd i zmieni władze SiD, a wtedy szybko sprzedamy partyjne nieruchomości i fundacja zajmie się tym, czym powinna: działalnością programową na rzecz SD, organizowaniem konferencji i paneli czy fundowaniem stypendiów.

Andrzej Olechowski, kandydat na prezydenta

Liczę na obietnice Pawła Piskorskiego

Na temat wewnętrznych spraw SD nie chcę się wypowiadać. Mogę powiedzieć tylko, że liczę, iż zgodnie z obietnicami Pawła Piskorskiego, SD wesprze mój komitet wyborczy. Jako kandydat niezależny zapewniam, że zostanie to przeprowadzone w sposób zgodny z przepisami prawa.

Dawid

Tokarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu