Gdy na rynku jest gorzej, pokaż się z lepszej strony

Mirosław Konkel
opublikowano: 2009-01-09 00:00

Bierność to proszenie się o kłopoty. Kołem ratunkowym jest zdecydowane działanie.

Bierność to proszenie się o kłopoty. Kołem ratunkowym jest zdecydowane działanie.

Wielu pracowników wierzy, że wobec spowolnienia gospodarczego najlepiej zniknąć szefowi z oczu i spokojnie wypatrywać lepszych czasów. Marek Prujszczyk, dyrektor personalny GeoPost na Europę Środkową i Południowo-Wschodnią, zdecydowanie odrzuca ten pogląd. Jego zdaniem dekowanie się to najgorsza strategia w obliczu recesji. Zaleca proaktywność, choć zaznacza, że bardzo nie lubi tego słowa, bo nazbyt mu się kojarzy z korporacyjną nowomową.

— Chodzi po prostu o to, żeby zamiast rozpaczać, wziąć sprawy w swoje ręce. Zrobić cokolwiek, by ruszyć z miejsca — podkreśla ekspert.

Dyrektor Prujszczyk nie ma wątpliwości, że przełożeni najbardziej cenią tych podwładnych, którzy wykazują się inicjatywą. Czyli? Przerywają jałowe dyskusje. Ciągle gonią za nowymi wyzwaniami. I zgłaszają pomysły. Na rozwiązanie problemów firmy, ale też na samych siebie.

— Gdy nasze stanowisko jest zagrożone, nie warto czekać. Trzeba pokazać zwierzchnikowi, że firma może nas zagospodarować lepiej. Co zwykle oznacza nowy zakres obowiązków — wyjaśnia HR-owiec.

Dodaje, że kierownictwo powinno czuć, że identyfikujemy się z przedsiębiorstwem. Że wczuwamy się w jego sytuację. A nie myślimy tylko o tym, jak ocalić własną głowę.

Niedźwiedzia przysługa

Włącz turbodoładowanie. Dawaj z siebie dwa, trzy razy tyle co dotąd. Taki sposób na kryzys zaleca Grzegorz Turniak, prezes BNI Polska. Ale zastrzega, że choć maksymalne zaangażowanie jest niezbędne, może nie wystarczyć. Bo kiedy firmy ograniczają produkcję lub zwijają całe działy, nikt nie jest pewny jutra. Przecież na liście osób do zwolnienia może znaleźć się leniuch i partacz, ale też najlepszy fachowiec w branży. Jaka więc korzyść z udowadniania firmie, że to my jesteśmy lokomotywami jej rozwoju?

— Nawet jeśli stracimy pracę, szybciej znajdziemy następną. Bo w świat pójdzie wiadomość o naszych sukcesach, profesjonalizmie i lojalności — klaruje szef BNI.

Radzi, by zwolnienia nie traktować w kategoriach porażki. Dużo gorsze jest według niego trzymanie pracownika na siłę. Choćby z litości. Dziesięć lat temu jego przełożony zwlekał z wręczeniem mu wypowiedzenia. Przesunął go tylko na mniej odpowiedzialne stanowisko. Przez długie trzy miesiące Grzegorz Turniak żył — jak to określa — wyłącznie złudzeniami i frustracją.

— Wspaniałomyślny gest zwierzchnika okazał się niedźwiedzią przysługą. Powinienem w tym czasie szukać nowej roboty, a nie przekładać jakieś papierki. Efektem były wzajemne pretensje na pożegnanie — wspomina menedżer.

Głowa do góry

Dla Chińczyków słowo "kryzys" oznacza zarówno zagrożenie, jak i nową, nieoczekiwaną możliwość. Dlaczego więc spodziewać się najgorszego? Obecne spowolnienie gospodarcze może być dla nas okresem przełomu i punktem zwrotnym w karierze. Tak uważa Marek Matkowski, szkoleniowiec, doradca i psycholog biznesu.

— Przez zaledwie parę miesięcy świat bardzo się zmienił. Ale nie wpadam w panikę, tylko główkuję, jak jeszcze lepiej zaspokajać potrzeby klientów — oświadcza konsultant.

Jego zdaniem każda trudna sytuacja to świetna okazja, by zweryfikować priorytety i metody działania. Podkreśla, że dużo gorszy niż kryzys jest lęk przed nim. Bo nadmierny strach paraliżuje, blokuje kreatywność, zabiera pewność siebie.

— Z drugiej strony, pewien poziom niepokoju jest twórczy. Mobilizuje do innego spojrzenia na pracę i do opuszczenia utartych kolein — zauważa Marek Matkowski.

Mirosław Konkel

[email protected] % 022-333-98-55