Giełda czeka na Stoen

Dariusz Karolak
opublikowano: 2002-10-28 00:00

Łatwa do przewidzenia część jesiennego wzrostu jest już za nami. Obyło się bez większych niespodzianek, największymi stopami zwrotu licząc od lipcowych minimów mogą pochwalić się 2 najlepsze banki Pekao SA i BZ WBK, TP SA i Prokom. WIG 20 w tym czasie doszedł do 1165 pkt, czyli zaledwie 5 pkt niżej niż szczyt z 22 VIII. Liderzy po takim wzroście mają prawo dostać zadyszki.

Dystrybucji wprawdzie nie było, bo obroty na to nie pozwoliły, ale trzeba zauważyć, że do zasięgu wynikającego z równości fal, 102, zabrakło Pekao zaledwie 1 zł, a poprzedzająca wzrost fala spadkowa została zniesiona w 62 proc. Reszta zasięgu prawdopodobnie zostanie dorobiona przy okazji gry pod wyniki za III kw., których publikacja może pomóc wyzwolić entuzjazm potrzebny by portfele instytucji mogły część swoich akcji sprzedać.

Co dalej? Zdecydowana większość tzw. aktywnych graczy we wzrosty nie wierzy i oczekuje korekty, a jak wiadomo w takich warunkach spadki nie przychodzą. Dlatego najbardziej prawdopodobny wydaje mi się dalszy, zdecydowanie spokojniejszy wzrost do 1170-1220 pkt i dopiero z tego poziomu korekta. Do 1146 w łagodniejszej, a do 1100 w wersji silniejszej. Koniec miesiąca będzie upływał pod znakiem dyskontowania wyników za III kw., które masowo pojawią się na początku XI. Mniej więcej już teraz wiadomo, czego po kim się spodziewać, ale zapewne bez niespodzianek się nie obędzie.

Kilka słów komentarza należy się długo oczekiwanemu przejęciu SFT przez Prokom. Decyzja w pełni słuszna lecz mocno spóźniona i wymuszona przez rynek. Długookresowo powinna przyczynić się do wzrostu wartości obu firm, chociaż asekuracyjne stwierdzenie, że SFT zaważy na wynikach PKM za III kw. brzmi mało zachęcająco. To sygnał ostrzegawczy, że również wyniki innych firm informatycznych mogą być gorsze niż się tego oczekuje. Innym aspektem porozumienia jest wymuszenie działań konsolidacyjnych u konkurencji. Tu aż się prosi o fuzję Complandu i Comarchu, jeżeli firmy te nie chcą zostać zepchnięte na boczny giełdowy tor.

Na koniec Stoen. Pomny zapewnień ministra, że prywatyzacja będzie się odbywać przez giełdę, decyzją o sprzedaży z pominięciem rynku publicznego jestem zawiedziony i zbulwersowany. Ponieważ na polityce się nie znam, postanowiłem przyjrzeć się liczbom. Na liście 500 największych polskich firm. STOEN zajmuje miejsce 79, na które awansował z 96 w 2000 r. Przychody na poziomie 1,48 mld zł z grubsza pokrywają się z tym, co chce za swoje akcje otrzymać SP. Nadwyżka finansowa generowana przez firmę wynosi 113 mln zł, co przy łącznej cenie jaką inwestor ma zapłacić daje P/CE na poziomie 13. Uważam, że w porównaniu do ceny pieniądza na rynku jest to zbyt niska cena, zwłaszcza, że sprzedaje się najbogatszą część rynku, bądź co bądź, największego kandydata na wejście do UE.

Krajowe instytucje finansowe, w tym OFE dysponują wystarczającym kapitałem, by Stoen przejąć, tak by mógł być notowany na GPW, zwłaszcza, że jest w tej firmie nie wykorzystany potencjał do wzrostu, m.in. poprzez rozwój usług internetowych i np. przesyłu danych. Sieć warszawska ma bez wątpienia wymiar strategiczny, za przejęcie której SP należy się premia, a której w transakcji opisanej przez media nie widać. Jeżeli czas pogania, brakujące środku można zorganizować pomostową emisję niskooprocentowanych obligacji zamiennych na akcje, ale sprzedawać Stoenu w zaproponowanej wersji się nie powinno. Giełda czeka na Stoen.