Gonitwa za zyskiem zabija przyzwoitość

Jacek Zalewski
opublikowano: 2002-01-24 00:00

Poprzednia afera o nazwie „skórzana” wykryta została jeszcze w czasach siermiężnego socjalizmu. Zakończyła się wyrokami wieloletniego więzienia, z paragrafów gospodarczych. „Skóra” łódzka, która od wczoraj medialnie szokuje cały kraj, różni się od tamtej przede wszystkim surowcem. Przerażający wątek ewentualnego uśmiercania pacjentów nie został na razie udowodniony — przynajmniej taką linię postępowania przyjęło Ministerstwo Zdrowia.

To charakterystyczne, że nie szokuje już sama walka zakładów pogrzebowych o zamówienia — czyli o wsad do trumny czy do urny — która już dawno przekroczyła granice konkurencji rynkowej. W społeczeństwie istnieje również ogólne przyzwolenie na prowadzenie prywatnych biznesów w publicznej służbie zdrowia. To zupełnie naturalne, że ordynator bierze za łóżko, profesor — za operację, lekarz — za wizytę finansowaną przez kasę chorych, średni personel zaś kombinuje jak może. Na przykład podbiera drogie leki, które pacjenci sami kupują i sprowadzają do szpitala (niektóre kuracje przeprowadzane są na takich właśnie warunkach).

Nikogo też nie dziwi, że przedsiębiorcy pogrzebowi robią na oddziale szpitalnym codzienny obchód (w ślad za ordynatorskim) i zostawiają swoje wizytówki. Rozbraja naiwność młodego lekarza pogotowia, którzy nie rozumie, dlaczego tropem jego karetki reanimacyjnej jedzie do nagłego wypadku karawan. Wystarczyłoby, gdyby zapytał kierowcę, sanitariusza, dyspozytora czy wreszcie kolegę o nieco dłuższym stażu. Służba zdrowia jest pochyłym drzewem, na które najłatwiej wskoczyć. Ale przecież taki sam proceder uprawiają policjanci z drogówki, utrzymujący stałą łączność z firmami zajmującymi się autoholowaniem. Wysokość honorarium za informację o kraksie czy stłuczce uzależniona jest od jej miejsca, pory dnia, wartości pojazdów, itp.

Co tam służby publiczne — przywołajmy przykład biznesowej degeneracji prywatnego sektora bankowego, który w poczuciu bezkarności obciąża klientów kosztami dosłownie każdej usługi. I jeszcze inny przykład styku interesów publicznych z prywatnymi — Telewizja Polska z każdą nową ramówką likwiduje kolejne programy społeczne, a jednocześnie wydaje gigantyczne pieniądze na tak koszmarną chałturę, jak „Tour de Maryla”. Ma to imponujący budżet i daje zarobić — sądząc po liście płac — całym zastępom tych, którzy... mają zarobić. Czemu KRRiT dziwi się, że narasta opór społeczny przed płaceniem abonamentu telewizyjnego?

Już słyszę te głosy oburzenia — jak w ogóle można porównywać patologie łódzkiej afery z normalną działalnością komercyjną? A można, można! Przykłady faktycznie zebrane są od Sasa do Lasa, ale łączy je uniwersalny syndrom gonitwy za zyskiem za każdą cenę. Nekro- szmal możemy uznawać za śmierdzący wyłącznie ze względów estetycznych, albowiem poziom etyczny różnych sektorów polskiego biznesu coraz bardziej się wyrównuje. Niestety — w dół.