Według organizacji odzysku ElektroEko (Gazela Biznesu), w Polsce co roku wyrzuca się co najmniej 165 tys. ton zużytego sprzętu AGD. To trzy razy więcej niż waży Most Łazienkowski w Warszawie. Gdyby ustawić jeden na drugim telefony komórkowe, które co roku wymieniamy na nowe, miałyby wysokość tysiąc razy większą niż stołeczny Pałac Kultury i Nauki. A gdyby to samo zrobić z telewizorami, których się co roku pozbywamy, można by z nich zbudować kolumnę prawie 50 razy wyższą niż Mount Everest. W myśl zasad unijnych każdy kraj członkowski ma obowiązek zbierać rocznie cztery kilogramy e-śmieci na mieszkańca. W Polsce w 2010 r. zebrano oficjalnie 109 tys. ton, czyli w przeliczeniu na obywatela 2,7 kg. Ale Główny Inspektorat Ochrony Środowiska podał w wątpliwość wiarygodność nawet tych liczb, zaznaczając, że informacje zależą od rzetelności instytucji działających w branży odzysku elektroodpadów. Raport Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, opublikowany w marcu 2010 r., a zaktualizowany w zeszłym roku, punktuje patologie systemu zarządzania zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym (ZSEE). Przede wszystkim zwraca uwagę na znaczący udział szarej strefy, a w tym handlu kwitami. Bo elektroodpady są przetwarzane tylko na papierze. Niektóre małe zakłady dokumentują np. odzysk sprzętu na poziomie, który z powodów technologicznych jest dla nich niemożliwy. Jednym z następstw jest zaburzenie konkurencji. Nierzetelne firmy oferują niższe (często kilkukrotnie) stawki za przetworzenie sprzętu. Mogą sobie na to pozwolić, bo nie ponoszą niemal żadnych kosztów.
Handel kwitami kwitnie
Barometr „Pulsu Biznesu”
