IDM: na rynku futures brak sygnałów poprawy

Marek Druś
opublikowano: 2002-07-16 16:49

Wczorajsze zakończenie sesji w Stanach Zjednoczonych zapowiadało pozytywne otwarcie giełd europejskich. Indeks DOW JONES w ciągu ostatniej półtorej godziny kwotowań odrobił ponad 4,5% strat z blisko 5% w trakcie sesji. Podobnie było z indeksem NASDAQ, który ostatecznie zamknął się z 9 punktowym zyskiem. Notowania w Europie rozpoczęły się od dużych wzrostów i widać było, że optymizm zaczął napływać do nas przez ocean. Trochę tego optymizmu napłynęło również do Polski. Kontrakty na GPW otworzyły się sześć punktów powyżej wczorajszego zamknięcia, a parę minut później ustalone zostało maksimum – 1170 pkt.

Tak szybko jak dobre nastroje napłynęły na „stary” kontynent, tak szybko zaczęły od niego odpływać. Zachodnie giełdy zaczęły oddawać cały początkowy zysk i w połowie dnia były już notowane na sporym minusie. Sytuacja odmieniła się dopiero po godz. 12.00. Rynki europejskie nieco się podniosły i przed zamknięciem notowań na GPW większość z nich była już na zero. Polska giełda podążała podobnie. Aż dziwi fakt tak wysokiej korelacji GPW. Ostatnimi czasy nie zdarzało się to często. Świadczy o tym chociażby częściowe odrabianie strat, którego na naszym parkiecie nie było.

Jak już wcześniej wspominałem nasza giełda podążała za zachodnimi. Przez pierwszą godzinę futuresy notowane były na plusie. Do godziny 10.00 handlowano nimi powyżej 1165 pkt. Obraz rynku gwałtownie uległ zmianie w momencie otwarcia obrotu na akcjach. Dwie gwałtowne fale spadków targnęły naszą giełdą do dołu. Po pierwszej, kontrakty zatrzymały się dopiero przy 1159 pkt., a po drugiej można już było wycierać tylko łzy. Wsparciem okazała się dopiero wartość 1145 pkt. Dalej rynek zaczął mozolnie odrabiać straty wraz za poprawiającymi się nastrojami we Frankfurcie i w Londynie. Zamknięcie okazało się nieco niższe, aniżeli można było oczekiwać – 1154 pkt., pod wpływem trochę gorszych notowań w USA.

Nadchodzące dni po raz kolejny nie zapowiadają poprawy koniunktury. Znów mieliśmy wzrosnąć, a nie wzrośliśmy. Nadal pozostaje aktualne pytanie, kiedy? Obawiam się, że nie prędko, a przynajmniej nie w najbliższych dniach. Rynek jest cały czas mocno wychłodzony, ale żeby mógł się odbić, muszą być obroty, póki co ich nie ma.

Paweł Gołębowski