Gospodarka będzie wracać do formy — sądzą prezesi i wiceprezesi największych polskich koncernów, przebadani przez firmę doradczą Deloitte. Żeby nie przegapić okazji, giganci chcą się agresywnie rozwijać. Wprawdzie to tylko subiektywne opinie, ale akurat teraz, kiedy dopinane są przyszłoroczne budżety, mają wyjątkowo dużą siłę sprawczą.
Według największych firm, najgorsze mamy już za sobą. Trzech na czterech ankietowanych menedżerów uważa, że w przyszłym roku sytuacja ich firmy poprawi się. Pogorszenia spodziewa się tylko jeden na 25 szefów koncernów. Kwartał wcześniej poprawy oczekiwała połowa firm, a pogorszenia — co szósta.
— Fajerwerków nikt się nie spodziewa, ale najczęściej zakładany przez duże firmy plan to stopniowe, konsekwentne wychodzenie z kryzysu. Warunki makroekonomiczne wydają się temu sprzyjać — uważa Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte Business Consulting.
Na zbliżające się ożywienie szefowie dużych firm chcą być dobrze przygotowani. Ponad połowa z nich zamierza w przyszłorocznych budżetach przeznaczyć więcej pieniędzy na inwestycje, niż przeznaczyli w tym roku. Ograniczać nakłady chce tylko jeden na pięciu. Ale dopóki te inwestycje nie zostaną ukończone, nie należy spodziewać się nowych miejsc pracy w dużych firmach. Wręcz przeciwnie — 41 proc. menedżerów planuje zwolnienia, a zwiększać zatrudnienie chce tylko 22 proc.
— Duże firmy zachowują się podręcznikowo — dopóki mogą, zamierzają zwiększać wydajność pracy. To zła wiadomość dla pracowników, ale z punktu widzenia firmy i gospodarki, to najbardziej racjonalne działanie — twierdzi Rafał Antczak.
Więcej w środowym "Pulsie Biznesu".