Inny punkt widzenia

Anna Ziębińska
26-03-2010, 00:00

Jest taki obrazek, często przywoływany podczas treningów prowadzonych przez psychologów i psychoterapeutów, na którym widać kobietę. Rzecz w tym, że jedni widzą elegancką dziewczynę, a inni stareńką panią z włosami w nieładzie. Wszyscy patrzą na to samo, a widzą coś zupełnie innego.

Podobne sytuacje zdarzają się od czasu do czasu każdemu z nas w codziennym życiu. Kłopot się pojawia, kiedy trzeba ustalić wspólne stanowisko czy kompromisowe rozwiązanie. No bo jak to zrobić, jeśli żadna ze stron nie ma wątpliwości, co widzi? Jeden mówi: to jest to albo sprawa ma się tak, a drugi: co też opowiadasz, to coś zupełnie innego, albo sprawa ma się akurat zgoła odwrotnie. Zdumienie po obu stronach łatwo się przeradza w irytację, irytacja w złość, a od tego już prosta droga do podniesionych głosów, niekiedy awantury, czyli konflikt niemal gotowy.

Zazwyczaj ufamy temu, co widzimy, wierzymy swoim zmysłom, swojej interpretacji sytuacji. To dobrze. Czasami jednak warto, choć przez chwilę, zastanowić się, jak to możliwe, że druga strona z niezłomną pewnością mówi coś absurdalnego z naszego punktu widzenia. Oczywiście, może chcieć coś ugrać, podpuszczać, manipulować, postawić na swoim, co też dobrze jest wziąć pod uwagę.

Zanim jednak sięgniemy po ciężki kaliber argumentów, można zatrzymać na chwilę uparte powtarzanie swojego i zapytać, skąd w ogóle taki pomysł, żeby w młodej dziewczynie widzieć staruszkę albo odwrotnie.

W przypadku obrazka to dość proste — kilka minut wyjaśnienia i właściwie każdy może zobaczyć to, czego dotąd nie widział, choć znam osoby, które zupełnie nie są w stanie tego dokonać. W dość oczywisty sposób o wiele łatwiejsze są sytuacje, kiedy można się porozumieć, wskazując swój punkt widzenia palcem. Ale obawiam się, że nie ma takich sytuacji zbyt wiele...

Szczęśliwie, najczęściej skutecznie się porozumiewamy na drodze ustaleń, kompromisów, ustępstw, znajomości osoby, z którą żyjemy czy współpracujemy. Im dłużej kogoś znamy, tym łatwiej to przychodzi. Wiemy, jakie wartości mają dla niej znaczenie, co jej się podoba, co lubi. Potrafimy z dużą dozą trafności określić, jakie znaczenia nadaje określonym słowom i zwrotom. Także wtedy, kiedy ich znaczenia odbiegają od naszych. Nawet nie zgadzać się jest łatwiej, bo dokładniej wiemy, z kim dyskutujemy.

Żadnym odkryciem nie jest myśl, że szybciej i sprawniej komunikujemy się z tymi, których znamy i którzy znają nas. Przez tygodnie, miesiące i lata naoglądamy się tyle wspólnych obrazków, że w wielu sytuacjach spojrzymy na kolejny oczami swoimi i trochę jakby cudzymi. To jest proces wspólnego ustalania znaczeń. Zanim przejdzie w fazę zaawansowaną, może nas czekać wiele nieporozumień, które z kolei czasami ten proces zatrzymują, a nawet przerywają. Tak też bywa.

Z pewnością na tej trudnej i wyboistej drodze do porozumienia, jak dalece ono jest możlwe, pomaga otwartość na inny punkt widzenia. Wzięcie pod uwagę, że nie tylko ja mogę mieć rację. Że to, co widzę, nie jest jedynie słuszne, prawdziwe i obowiązujące. Przy czym wcale nie trzeba rezygnować z własnego zdania. Po prostu wystarczy dopuścić inne spojrzenie. Jeśli druga strona zrobi to samo, może się okazać, że jeden obraz to w rzeczywistości dwa obrazy. Albo tą drogą można wykluczyć jeden z nich.

Przypominam sobie, jak jedna z moich pacjentek przyszła na sesję w bluzce z zabawnym nadrukiem: dwa niezidentyfikowane stwory wyznawały sobie dozgonne uczucie. Coś zwróciło moją uwagę do tego stopnia, że po rozmowie nawiązałam do tego, mówiąc: ależ ona (tu wskazałam jednego stwora) jest smutna. Zobaczyłam zdumione oczy pacjentki, która jeszcze bardziej zdumionym głosem odparła, że to przecież żadna ona, lecz on!

Na kilkanaście sekund zapadła cisza, a potem obie zaczęłyśmy się śmiać.

Jeszcze chwilę zastanawiałyśmy się nad tą ważką kwestią, by ostatecznie każda z nas pozostała przy swojej interpretacji. Zapadło mi to w pamięć i nasunęło skojarzenie z obrazkiem, który znajduje się obok.

Każdy widzi po swojemu i interpretuje zjawiska poprzez osobiste filtry, dlatego dochodzenie do wspólnego stanowiska jest tak trudne, ale jednocześnie może być niezwykle fascynujące.

A czasem każdy pozostanie przy swoim. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Ziębińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Inny punkt widzenia