W kolejce do przekształceń zostały już tylko zakłady w Dębicy, Płocku i Grudziądzu. Ten ostatni martwi się, że nikt go nie kupi.
Czy minister skarbu zapomniał o czekających na prywatyzację zakładach mięsnych w Dębicy, Płocku i Grudziądzu? Na ministerialnej liście firm państwowych, przeznaczonych do prywatyzacji w 2004 r., nie ma ich. Tymczasem ich prezesi twierdzą, że zmiany własnościowe i wejście inwestorów pozwoliłyby im stanąć na nogi i bronić się przed potężnymi firmami prywatnymi. Resort skarbu uspokaja, że lista prywatyzacyjna jest otwarta i może się jeszcze zmienić. Bardzo liczą na to prezesi ZM Dębica oraz ZM Płock.
Dębica z perspektywami
— Prywatyzacja z udziałem poważnego inwestora jest dla nas szansą — mówi Marian Ukowski, prezes ZM Dębica.
Zakłady dostosowały już do norm unijnych część ubojową i rozbiorową dla trzody chlewnej oraz produkcję konserw i szynek. Przed 1 maja skończą modernizację linii ubojowej dla bydła i koni.
— Norm unijnych nie spełnia jeszcze nasza wędliniarnia. Chcemy wybudować nową, ale potrzeba na to 9-10 mln zł — mówi prezes.
Mimo to Dębica nie boi się Unii.
— Po 1 maja zwiększymy eksport. Już teraz wiele firm z UE interesuje się naszymi produktami z wołowiny i koniny. Po zakończeniu inwestycji będziemy w stanie zwiększyć obroty do 80-90 mln zł w 2005 r. — przewiduje Marian Ukowski.
W ostatnich latach Dębica wydała na inwestycje ponad 35 mln zł. Prezes podkreśla, że jej zakupem interesuje się wiele firm branżowych i finansowych. Jednak na razie musi odsyłać je do ministerstwa skarbu.
Na północy gorzej
Szefowie zakładów w Płocku i Grudziądzu też nie mają wątpliwości, że prywatyzacja byłaby panaceum na ich bolączki. Problem w tym, że w ostatnim czasie przynosiły one straty, przez co mogą mieć trudności ze znalezieniem inwestora.
— Próbujemy ratować zakład. Dzięki pomocy publicznej i przeprowadzonej w ubiegłym roku restrukturyzacji powoli odzyskujemy płynność finansową. Firma zaczęła nawet generować niewielki zysk — mówi Krzysztof Łukaszewicz, prezes ZM Płock.
Gorzej jest w Grudziądzu. Wiesław Brzozowski, prezes zakładów mięsnych, mówi że choć prywatyzacja bardzo by się przydała, to wątpi, że może się udać. Inwestorów ma zniechęcić duża wartość księgowa firmy (19 mln zł) w stosunku do jej wartości rynkowej (wyceniana jest na kilka milionów).
— Resort skarbu raczej nie zdecyduje się sprzedać nas za „złotówkę” — uważa prezes.
Od 2001 r. firma przynosi straty i zmniejsza produkcję. Brakuje jej środków obrotowych i ma problemy ze zbytem.