Tak się kończy czytanie "Super Expressu" przez wicepremiera Pawlaka
Bulwarówka obśmiewa ministra gospodarki za marnowanie unijnej kasy. Efekt? Inwestorom będzie trudniej.
To się nazywa siła mediów. Niecałe dwa tygodnie temu "Super Express" opublikował artykuł pod wciągającym tytułem "Pawlak nakupił głupot za 350 000 zł". Autor skoncentrował się na gadżetach, które mają promować m.in. finansowany przez Unię Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka i zostały kupione w większości za pieniądze UE.
— To właśnie przez ten artykuł wicepremier Waldemar Pawlak postanowił dokonać roszad w swoim resorcie i zwolnił dwie dyrektorki: Ewę Baranowską, szefową Departamentu Wdrażania Programów Operacyjnych, i Annę Kacprzyk, która kierowała Departamentem Funduszy Europejskich — twierdzi dobrze poinformowane źródło "PB".
Trzy za dwa
— Doszło też do zmian w podziale pracy w kierownictwie resortu. Nowe zadania otrzymał sekretarz stanu Mieczysław Kasprzak i podsekretarze stanu: Grażyna Henclewska, Rafał Baniak i Dariusz Bogdan — mówi Magdalena Gawlas z biura prasowego Ministerstwa Gospodarki (MG).
Najbardziej istotne z punktu widzenia inwestorów zmiany dotyczą dwóch wiceministrów: Rafała Baniaka i Dariusza Bogdana, od 2007 r. doradcy wicepremiera Pawlaka. Departamenty Wdrażania Programów Operacyjnych i Funduszy Unijnych zostały przeniesione spod nadzoru Rafała Baniaka pod pieczę wiceministra Bogdana. W zamian wiceminister Baniak dostał aż trzy departamenty: Programów Offsetowych, Spraw Obronnych i Kontroli Eksportu.
Jak bez ręki
Co to oznacza w praktyce? MG tłumaczy, że zmiany mają poprawić organizację pracy. Trudno się z tym zgodzić. Wiceminister Baniak, odpowiedzialny za inwestycje zagraniczne, stracił kontrolę nad departamentami, które zajmują się przydzielaniem unijnych funduszy dla inwestorów. Nadal nadzoruje strefy ekonomiczne i zajmuje się rządowym systemem grantów. Ale to nie on będzie podejmował decyzje związane z funduszami unijnymi. Wiceminister Rafał Baniak odmówił komentarza. Eksperci nie mają wątpliwości, że to zmiany na gorsze.
— Dotychczasowy system, w którym w kompetencji jednego ministra leżały kompleksowe instrumenty związane ze wspieraniem inwestorów, był efektywny — mówi Paweł Tynel z Ernst Young.
Nie chwalą też zwolnień.
— Powinniśmy dążyć do tego, by służba publiczna była apolityczna i stabilna. Należy unikać zbyt częstych roszad w ministerstwach, bo urzędnicy są w oczach przedsiębiorców symbolem stabilności polityczno-gospodarczej kraju. Decyzje o zmianach powinny być przemyślane — komentuje Magdalena Burnat-Mikosz z Deloitte.
Z drugiej strony fundusze unijne już się kończą, nie wiadomo np., czy w ogóle będzie jeszcze jakiś konkurs na wsparcie dla inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki (w ostatnim MG przeznaczyło 650 mln zł dla 11 firm). Teraz zostały rozliczenia firm z programów. Jednym słowem, żmudna urzędnicza praca. Niestety, resort gospodarki nie odpowiedział na pytania "PB" o powody zmian. Może sprawą powinien zainteresować się "Super Express"?