Jakość jak magnes

Agata Ałykow
opublikowano: 21-06-2010, 00:00

Polskie firmy powszechnie sięgają po certyfikaty jakości, ale rezygnują z nich równie szybko. Stają się zbędne, gdy tracą walor marketingowy.

Gdy certyfikat jakości nie przynosi efektu marketingowego, nie ma szans na jego wznowienie

Polskie firmy powszechnie sięgają po certyfikaty jakości, ale rezygnują z nich równie szybko. Stają się zbędne, gdy tracą walor marketingowy.

Przez ręce Mirosława Różalskiego z TQM Consulting przechodzą liczne wnioski firm z różnych branż, zainteresowanych potwierdzeniem standardów jakościowych. Starają się one o pozyskanie międzynarodowych certyfikatów, by tym samym zapewnić swoich kontrahentów o najwyższym poziomie oferowanych usług, produktów i kierowania przedsiębiorstwem, co ma uwiarygodnić je w oczach partnerów biznesowych.

— Prawdziwy boom na certyfikaty to końcówka lat 90., początek nowego stulecia, potem moment wejścia do Unii Europejskiej. Firmy czuły się wówczas szczególnie zmotywowane do starań o uzyskanie takiego dokumentu — mówi Mirosław Różalski.

Kariera certyfikatu

Polskie firmy starały się podążać za wzorcami zachodnioeuropejskimi. Tam zaś pierwszy standard zarządzania powstał pod koniec lat 70., opracowany przez British Standards Institution. Dekadę później BS 5750 przekształcono w ISO 9000, a ten z kolei zainicjował powstawanie kolejnych norm. W 2000 r. ISO zostało znacznie udoskonalone, co sprawiło, że już po pięciu latach od ustabilizowania tej normy w przeszło 160 krajach wydano grubo ponad 700 tys. certyfikatów ISO 9001: 2000. ISO stało się więc rozpoznawalne na całym świecie.

Dzisiaj własne standardy ma niemal każda branża: producenci żywności, laboratoria, motoryzacyjna, medyczna, kolejowa, spawalnicza, zajmująca się obrotem informacją a nawet biura tłumaczeń. Dotyczą one m.in. zarządzania firmą, wpływu na środowisko, bezpieczeństwa pracy, utrzymania atrakcyjności i rzetelności konkretnych usług czy produktów.

Po co firmom certyfikaty? Duża grupa certyfikowanych przedsiębiorstw to te, które w ich uzyskaniu upatrują konkretną korzyść. Znają normę bardzo dokładnie i starają się zrobić wszystko, by spełnić stawiane przez nią wymogi. Liczą przy tym, że firma rzeczywiście będzie funkcjonować sprawniej i efektywniej. Są też firmy, które zostały przymuszone do starań o certyfikat ze względu na udział w przetargach lub przez ważnego dla nich kontrahenta, gdy starają się o kontrakty z NFZ lub wywodzą się z branży, w której posiadanie takiego dokumentu jest nieodzowne, by przetrwać na rynku.

Nie bez znaczenia jest fakt, że certyfikat otwiera drzwi do dotacji z Unii Europejskiej. Można bowiem ubiegać się o unijne wsparcie na uzyskanie certyfikatu, a także na rozwój firmy, która taki dokument już otrzymała.

— O certyfikaty jakościowe zabiegają firmy małe i duże. Pierwsze robią to głównie ze względów marketingowych, drugie — by rzeczywiście usprawnić system działania — wyjaśnia Mirosław Różalski.

Dla niewielkiego przedsiębiorstwa, zatrudniającego nie więcej niż dziesięć osób, certyfikat ISO to głównie magnes przyciągający zlecenia. W niewielkim gronie pracowników podział kompetencji i zarządzanie są stosunkowo proste i klarowne. Spełnianie wymagań ISO nie jest więc nieodzowne.

— Dopiero w momencie, gdy dochodzi do walki o konkretne zlecenie, certyfikat może mieć decydujące znaczenie. Jeśli kontrahent będzie miał do wyboru podpisanie umowy z firmą certyfikowaną i tą, która takiego dokumentu nie ma, z pewnością zdecyduje się na tę pierwszą. Certyfikat to przede wszystkim prestiż i przekonanie, że oferowana usługa ma najwyższą jakość — uważa Mirosław Różalski.

Droga do świadectwa

Pozyskanie certyfikatu nie jest ani proste, ani tanie. W przypadku małej firmy, zatrudniającej nie więcej niż 10 pracowników, procedurę tę można skrócić do trzech- -czterech miesięcy. Gdy w przedsiębiorstwie zatrudnionych jest do pół tysiąca osób, starania o certyfikat mogą potrwać nawet rok.

— Procedura jest dość skomplikowana i wieloetapowa. Na pewno zabiegi się skracają, jeśli wnioskodawcy rzeczywiście zależy na uzyskaniu certyfikatu i dokłada wszelkich starań, by pomóc audytorom w zebraniu stosownych dokumentów, a potem chętnie wdraża zaproponowane mu rozwiązania — mówi Mirosław Różalski.

Koszty uzyskania certyfikatu ISO 9001 także zależą od wielkości firmy. Mała zapłaci za dokument około 5 tys. zł, duża — wielokrotność tej sumy.

Gdy organizacja firmy spełnia wszystkie wymagania normy, nadchodzi czas na zewnętrzny audyt certyfikujący. Przeprowadza go niezależna jednostka akredytująca. Jej pracownicy sprawdzają procedury i instrukcje, a potem upewniają się, czy wszystkie zalecenia zostały wprowadzone. Dopiero na tej podstawie można wydać certyfikat. Jest on ważny przez trzy lata. W tym czasie firma przechodzi audyty nadzorujące, organizowane zazwyczaj raz w roku. Mają one sprawdzić, czy system nadal działa.

— Po tym czasie część firm nie odnawia certyfikatu. Ich zarządy dochodzą bowiem do wniosku, że jest dla nich zbyt kosztowny, zaproponowane rozwiązania były błędne i uciążliwe, a efekt biznesowy znacznie mniej atrakcyjny niż pierwotnie zakładano — podsumowuje Mirosław Różalski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy