Jamnik górą, chociaż dołem

Michał Mizera
26-09-2003, 00:00

To chyba jedyny pochód, w którym manifestanci patrzyli tylko pod nogi — z obawy o własne i cudze pociechy. W czasie ósmego krakowskiego marszu jamników wykrzykiwano nagrodzone w zeszłym roku fraszki: „Każdy ma bzika na punkcie jamnika”, „Przed jamnikiem uderz czołem, jamnik górą chociaż dołem!”. „Jestem ruda i choć wielka, idę dzisiaj zamiast Felka” — tłumaczył jeden z transparentów (jamnik Felek zachorował, więc zastąpił go drugi w rodzinie pies). Sponsor imprezy — Pedigree Pal — rozdawał poczęstunki dla głodnych psiaków.

Pierwszy marsz urządził „Przekrój” w 1973 roku — ulicami: Piłsudskiego, Straszewskiego, Grodzką do Rynku, gdzie wyfraczeni kelnerzy od Wierzynka częstowali głównych bohaterów parówkami. Partia odebrała to jako parodię pochodów pierwszomajowych i zabroniła kontynuacji — wspomina Mieczysław Czuma, długoletni redaktor naczelny tygodnika. I przypomina: 488 lat temu pierwszego jamnika przywiózł do Krakowa biskup wrocławski Jan Turza i podarował Zygmuntowi Staremu, który tak się zakochał w psinie, że uczynił ją swoim doradcą.

Na marsz przyjechało kilkaset osób z całej Polski, większość z odświętnie poprzebieranymi psami (jak wiadomo: „każdy jamnik kocha szczerze — bez względu na to, w co się ubierze”). Spod Barbakanu Traktem Królewskim ludzie i psy ruszyli do estrady pod Ratuszem, gdzie czekało jury, wybierające królewską parę najdłuższych jamników — miara: od czubka nosa do ogona. Sisi miała 105 cm, a Filip aż 115 cm!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Jamnik górą, chociaż dołem