Jednorazowy mebel

Adam Sofuł
opublikowano: 06-02-2009, 00:00

Dwadzieścia lat temu rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu. Po dwóch dekadach trwają spory czy był to dla Polski ratunek, czy też zdrada narodowa, i czy efektem tych rozmów była umowa, czy zmowa. Ci, co skłaniają się do pierwszej koncepcji świętują rocznicę w Sejmie, ci, którzy wobec tych porozumień są nieufni, będą dzisiaj świętować u prezydenta. Z drugiej strony co jakiś czas pada hasło zwołania nowego Okrągłego Stołu tym razem w obliczu kryzysu gospodarczego. Ostatnio sugerowała to Solidarność. Na pozór są pewne podobieństwa, teraz mamy nadciągający kryzys i dwadzieścia lat temu był kryzys (chociaż, przypomnijmy, nieporównanie dotkliwszy). W praktyce jednak przy Okrągłym Stole sprawy gospodarcze były na dalszym planie. Może dlatego obrady zakończyły się podpisaniem porozumienia.

Jedynym konkretem w sferze gospodarki były ustalenia dotyczące indeksacji płac, a i o to toczyły się długie spory między OPZZ a Solidarnością. Inne elementy porozumienia były określone jedynie hasłowo i mogły co najwyżej stanowić zapowiedź gospodarczej rewolucji, a nie jej istotę. Dopuszczano "pluralizm struktur własnościowych" (pluralizm był wówczas modnym słowem, zastępował inne, którego obie strony trochę się jeszcze krępowały używać: demokracja), zapowiadano walkę z coraz większą inflacją. Uczestnicy Okrągłego Stołu wyobrażali sobie społeczną gospodarkę rynkową, gdzie wprawdzie mogły istnieć przedsiębiorstwa prywatne, ale dominowałaby własność państwowa i spółki pracownicze. Cóż, negocjowali związkowcy i aparatczycy, ekonomiści byli w tym gremium w zdecydowanej mniejszości.

Z Okrągłym Stołem jest jednak jeden kłopot — jeśli chodzi o ustalenia w sferze politycznej i gospodarczej. W chwili rozpoczęcia obrad wyprzedzał on swoje czasy, oczywiście po tej stronie żelaznej kurtyny. W chwili ich zakończenia już był lekko nieświeżym pomysłem, by po kilku tygodniach, góra miesiącach, stać się anachronizmem. Stąd wzięło się hasło przyspieszenia w sferze polityki. W gospodarce takie hasło nie było potrzebne — sytuacja się zmieniała z dnia na dzień, można by rzec, że gospodarka gnała na oślep. Ku przepaści. Nie czekała na porozumienia i ich nie przestrzegała.

Fundamenty przekształceń gospodarczych w Polsce zostały położone jeszcze przed Okrągłym Stołem, gdy pod koniec 1988 roku weszła w życie tzw. ustawa Wilczka — do dziś obiekt westchnień wszystkich polskich przedsiębiorców. Drugim ważnym etapem było uwolnienie cen żywności przez rząd Rakowskiego, który, w połączeniu z uzgodnionym przy Okrągłym Stole mechanizmem indeksacji, przekształcił i tak już wysoką inflację w hiperinflację — w ostatnich miesiącach 1989 roku ceny rosły o 30-50 proc. miesięcznie. Ostatnim krokiem odchodzenia od księżycowej gospodarki socjalizmu był plan Balcerowicza. Okrągły Stół miał ze zmianami gospodarczymi niewiele wspólnego.

Okrągły Stół był miejscem, gdzie po raz pierwszy od 50 lat władza spotkała się z opozycją, żeby porozmawiać, a nie bić lub strzelać. Dziś takim miejscem jest parlament, debata może odbywać się w mediach. Jeżeli politycy nie potrafią tego wykorzystać, to nie pomoże im nawet najpiękniejszy mebel (a wykonany w Henrykowie okrągły stół to rzeczywiście solidna robota). Ten mebel stoi już w muzeum. I niech tam pozostanie. Może się już nie przyda.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane