Kapitalizm państwowy to patologia

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2004-03-19 00:00

Prywatyzacja przegrała bitwę na słowa i społeczne emocje. Dzisiejsza debata sejmowa jest dobijaniem leżącego. Wprawdzie minister Kaniewski rozbroił jedną minę, unieważniając przetarg na G-8, ale pozostaje druga — nachalna ingerencja w sektorze naftowym. Niezależnie od konkretnego powodu, prywatyzacja pozostaje od lat ulubionym terenem politycznych polowań. Historyczna skala transferu własności w Europie postkomunistycznej budzi histeryczne emocje. Żyje z tego pokaźny odłam klasy politycznej w naszym kraju.

Koszt gospodarczy i cywilizacyjny tej wieloletniej nagonki jest trudny do oszacowania. Sąd nad prywatyzacją odwraca uwagę od źródła poważnych chorób III RP, jakim jest kapitalizm państwowy — patologiczne przenikanie się gospodarki z polityką. Kapitalizm państwowy, który był pomysłem faszystowskich Włoch i Hiszpanii na kryzys lat 30., a u nas jest remanentem po socjalizmie, jawi się w publicznej wyobraźni jako obrona dóbr narodowych! Wbrew oczywistym świadectwom, że to, co rzekomo narodowe, staje się obiektem partyjnego zawłaszczenia. Wbrew ekonomicznej prawdzie, iż źródłem nadwyżki, czyli pieniędzy na renty, emerytury jest sektor prywatny i sprywatyzowany, a do sektora publicznego dopłacamy.

Debata publiczna, nasycona kłamstwem i demagogią, odnosi ten skutek, iż projekty uchwał polskiego parlamentu, pisane pod publikę, coraz bardziej przypominają kłody rzucane przez moskiewską Dumę i ukraińską Wierchową Radę pod nogi tamtejszym reformatorom!

Autor jest posłem Platformy Obywatelskiej