Klub na kółkach

Emil Górecki
opublikowano: 23-08-2007, 00:00

Kochają duże skutery. Towarzystwo całkiem ciekawe — biznesmeni, urzędnicy, aktorzy, studenci

Kiedy zjeżdżają się na cotygodniowe spotkania, nie słychać ani bojowego ryku silników, ani twardych słów. Wyglądają jak na pikniku — z dziećmi w nosidełkach. Niektórzy prosto z pracy, w garniturze, inni przebrani. Siedzą, dojadają obiad, rozmawiają. Głównie o skuterach i o tym, jak zorganizować przedszkole dla młodszych dzieci.

— Od dwóch lat na zloty jeździ ze mną moja jedenastoletnia córka. Chyba jej się podoba, bo ciągle chce, bym ją zabierał — mówi Mariusz Spodarek, jeden z założycieli klubu skuterowego, właściciel BMW C1 Williams, z zawodu handlowiec.

Plecaczek, i w drogę

Do klubu należą nie tylko mężczyźni, ale także ich „plecaczki”, czyli kobiety, które nie kierują, ale są pasażerkami. Inne panie zdecydowanie wolą prowadzić same: wkładają kaski, i w drogę. Na zlotach są też takie, które przyjeżdżają samochodem z dziećmi. Bo to ma być czas nie tylko dla skutera.

— Moja żona nie jeździ skuterem. Nie ciągnie jej to, woli samochód. Ale kiedy rzucam hasło „osiem tysięcy kilometrów w dwa tygodnie”, odpowiada „OK” — zapewnia Artur Mrugasiewicz, zdejmując marynarkę.

Przyjechał swoim burgmanem 400 prosto z pracy, gdzie także zajmuje się odpowiadaniem na pytania dziennikarzy: jest rzecznikiem dużej państwowej instytucji.

Burgmania nie jest klubem dla cwaniaków. Nie toleruje się tutaj jazdy po pijaku, bez prawa jazdy czy palenia gum na asfalcie, bo członkowie klubu są ludźmi zwykle ustabilizowanymi. Mają odpowiedzialną pracę i rodzinę. Chociaż nie wszyscy, bo przedział wiekowy od 18 do 70 lat. Mieszkają w miastach i małych miejscowościach w całym kraju. Co robią na co dzień? Nie pytają się o to. Ci, którzy znają się bliżej, wiedzą, reszta nie musi. Bo nie to ich łączy, tylko skutery.

Właściwie są skuterowym klubem turystycznym. Czasem umawiają się z bratnim oddziałem na spotkanie w połowie drogi. Czasem wyskakują do znajomych na drugi koniec kraju na ciastka. Razem spędzają sylwestra. Regularnie spotykają się z klubowiczami z całej Polski na rajdach i zlotach. Zupełnie innych niż motocyklowe.

— Parę razy byłem na zlocie motocyklowym. Pierwszy raz pomyślałem, że źle trafiłem. Drugi raz, że znów miałem pecha. Przy trzecim razie zrezygnowałem — opowiada Mrugasiewicz.

Czemu wybrali akurat skutery? Bo im się podobają. Szybkie, wygodne i nie stoją w korkach.

— Jak tylko jest ładna pogoda, do pracy jeżdżę na skuterze. Można się nim poruszać w garniturze i w pantoflach. W bagażniku wożę laptopa, po pracy dorzucam tam zakupy i jadę do domu. Jak samochodem, tylko szybciej, bo nie stoi się w korkach — mówi Krzysztof Luft, dawniej dziennikarz i rzecznik rządu Jerzego Buzka, dziś specjalista PR, właściciel yamahy 250.

Chociaż klub kierowców i fanów maksiskuterów działa od czterech lat, to jego członkowie znają się trochę dłużej — z różnych forów internetowych, gdzie szukali informacji o swych dwóch kółkach. Potem zaczęli się spotykać. Przybywało ich, dlatego założyli klub. Dziś można do niego dołączyć, ale są trzy warunki: pojawianie się na imprezach i spotkaniach, rekomendacja któregoś z klubowiczów, no i oczywiście posiadanie pojazdu.

Dookoła świata

W klubie zaczęli jeździć coraz dalej. Dotychczas wybrali się na skuterach do Chorwacji, Grecji, Włoch, Skandynawii. Niedawno Markiz, jeden z klubowiczów, objechał w tydzień Polskę wzdłuż granic. Po cichu marzą o objechaniu całego świata. Czasem odwiedzają zaprzyjaźniony klub skuterowy na Białorusi. A potem zapraszają Białorusinów na swoje zloty. Towarzystwo staje się coraz bardziej międzynarodowe.

— Na tegoroczny zlot w Ryni przyjechała dziewczyna z Bonn, na burgmanie 125. Jechała dwa dni. Widać, że jeździ, bo to kocha — uważa Mariusz Spodarek.

Na forum Burgmanii postuje ponad półtora tysiąca użytkowników. Internetowa witryna klubu jest największą encyklopedią wiedzy o dużych skuterach. No, może oprócz najbardziej wkręconych klubowiczów. Mariusz i Artur takimi encyklopediami są. Bez ściągi potrafią wymieniać pierwsze modele skuterów: Honda Helix, Yamaha 625, Burgman 250, Burgman 400. Aż do najnowszych. Te mają na bieżąco, bo oprócz jeżdżenia na własnych skuterach, testują także nowe modele i zamieszczają wyniki na stronie. Wszystko zajmuje dużo czasu, ale nie żałują go, bo to ich hobby.

— Co na to rodzina? Czasem są problemy. Ale jest rozwiązanie: jak nie mam czasu dla dzieci, to zabieram je ze sobą. I jakoś to działa — śmieje się Mariusz Spodarek.

Na parkingu knajpy, która jest miejscem spotkań burgmaniaków, pojawił się nowy skuter. Jaki model? Burgman 400. Jego kierowca chce wstąpić do klubu. Na forum postuje od dawna, kilka osób go zna, więc nie powinno być problemu. n

Skutery policzone

25

tys. zł Za tyle można kupić nowego burgmana 400. Jeśli zdecydujemy się na czteroletniego, cena zjeżdża nawet do 10 tys. zł.

100

Mniej więcej tylu miłośników maksiskuterów spotyka się w klubie Burgmania.

1,5

tys. osób Tyle osób dyskutuje na forum i ma lub zamierza kupić duży skuter.

Do miasta i w plener

Burgman 400, jeden z najpopularniejszych modeli maksiskuterów Suzuki, starszy brat burgmana 650. Rozwija maksymalną prędkość 145 km/godz., jest wygodny, ma duży 60-litrowy schowek pod siedzeniem i 50-litrowy kufer. Ma tak dużo miejsca, że bez trudu wchodzi tu laptop i dokumenty, a po pracy jeszcze zakupy. Waży prawie 200 kg. Spora przednia szyba i owiewki prawie całkowicie chronią przed wiatrem. W Polsce dostępny od 2002 r. Koszt takiego cacka to około 26 tys. zł., ale można kupić tańsze kilkuletnie, nawet za kilkanaście tysięcy. Większy burgman 650 to już wydatek rzędu 40 tys. zł. Obydwa skutery nadają się do jazdy miejskiej, a dzięki sporemu silnikowi, także do turystycznej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy