Koalicyjna agonia jeszcze trochę potrwa

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-08-01 00:00

Po dzisiejszych obchodach rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego klasa rządząca IV Rzecząpospolitą zawiesza na dwa tygodnie aktywność. Mamy cichą nadzieję, że jakieś tematy komentarzowej orki jednak się nam w tym jałowym okresie trafią. Tak jak wczoraj, gdy zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego na nudne wręczenie nominacji dla doradcy ds. wsi niespodziewanie przekształciło się w powołanie Wojciecha Mojzesowicza na ministra rolnictwa.

Zemsta jest rozkoszą premiera. Celniej odegrać się na Andrzeju Lepperze — choćby za cytat „premier to niech się na temat seksu nie odzywa najlepiej, bo on chyba tego uczucia bycia z kobietą w stałych uczuciach nie przeżył” — Jarosław Kaczyński nie mógł. Biorąc pod uwagę stan rozedrganego serca Leppera, wiadomość o obsadzeniu w ministerialnym fotelu jego osobistego wroga mogła u niego wywołać taki skok ciśnienia, że aż strach pomyśleć... Wszak Mojzesowicz przez wiele lat był wice-Lepperem, a w poprzednim Sejmie zajmował jeden z dwóch przyznanych posłom Samoobrony foteli w pierwszym rzędzie. Później między oboma szkolnymi kolegami poszło na noże. Wiedząc o tym, premier Kaczyński zagrał Mojzesowiczem prowokacyjnie wobec Leppera już rok temu, obsadzając go na fikcyjnym stanowisku ministerialnym w swojej kancelarii. Tamten epizod skończył się kompromitacją po ujawnieniu taśm z udziałem Renaty Beger.

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że wyciągnięcie Mojzesowicza z niebytu wspomaga budownictwo IV RP oraz tworzy nową jakość życia publicznego. To prawda, z tym że słowo „jakość” w tym kontekście brzmi szyderczo. Odpłacenie Lepperowi jest tylko jednym z celów sprytnej zagrywki szefa rządu i PiS. Nieprzypadkowo Kaczyński wychwala Mojzesowicza jako wybitnego polityka… Samoobrony i wyraża nadzieję, że będzie się on odwoływał do tego samego zaplecza społecznego. To ewidentna wskazówka, że głównym zadaniem nowego ministra jest umacnianie wpływów PiS na wsi oraz przechwytywanie elektoratu Samoobrony. Co potwierdza, że los koalicji jest już przesądzony, ale długość jej agonii — wcale nie.

Jacek Zalewski