Kodeks wyborczy zawetowany, bo z definicji był błędny

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-10-19 18:02

Kolejne ekipy trzymające władzę popełniały co cztery lata ciężki grzech zaniechania, łamiąc przepis art. 96 Konstytucji RP, że proporcjonalne wybory do Sejmu są równe.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Zakładając, że wybory do Sejmu i Senatu odbędą się 17 października 2027 r., czyli w pierwszą niedzielę możliwą konstytucyjnie – pozostaje do nich już mniej niż rok. Obstawiam na 99 proc., że Karol Nawrocki pójdzie decyzyjnymi śladami poprzedników i wskaże właśnie termin najszybszy. 1 proc. pozostawiam dla drugiej możliwej teoretycznie niedzieli 24 października, zaś dwie następne realnie już całkiem odpadają. Klasa polityczna na razie przywiązana jest wizerunkowo, w rozmaitym kontekście, do pamiętnej daty 15 października z 2023 r., ale mentalnie jest już owładnięta owym 17 października za rok. Notabene Karol Nawrocki mógłby wykonać nieszablonowy ruch i już teraz oznajmić datę dzienną wyborów – którą oczywiście wpisze do formalnego postanowienia za wiele miesięcy, gdy nadejdzie na to pora.

Na razie prezydent podjął pewną ważną decyzję bezpośrednio dotyczącą przyszłorocznych wyborów. Zawetował ustawę z 4 września 2026 r. nowelizującą Kodeks wyborczy, czyli realnie posłał ją do kosza, albowiem rządząca większość przecież nie dysponuje w Sejmie większością trzech piątych głosów do przełamania weta. Ta arytmetyka została ostatnio już kilka razy sprawdzona, zatem marszałek Włodzimierz Czarzasty nie musi podejmować kolejnej próby, bo wyjdzie na to samo.

Główny wątek nowelizacji oraz weta stanowi korekta liczby posłów wybieranych w poszczególnych okręgach. Kodeks wyborczy w art. 203 ustala, że Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) co cztery lata przedkłada Sejmowi wnioski w sprawie zmian przydziału mandatów. Termin takich obliczeń demograficznych właśnie upłynął 30 września, lada dzień opublikowany zostanie przez PKW raport oraz wniosek z arytmetyczną propozycją przesunięć poselskich mandatów. Zmian dokonuje się najpóźniej na trzy miesiące przed formalnym zarządzeniem przez prezydenta wyborów, co nastąpi w połowie sierpnia 2027 r., zatem czasu na korektę przydziału 460 sejmowych mandatów do 41 okręgów jest jeszcze bardzo dużo. Obecny załącznik nr 1, ustalający granice wraz z liczbą mandatów, nie został zmieniony od uchwalenia kodeksu w 2011 r. Od tamtego czasu kolejne ekipy trzymające władzę popełniały co cztery lata ciężki konstytucyjny grzech zaniechania, łamiąc przepis art. 96 Konstytucji RP, że proporcjonalne wybory do Sejmu są równe. Notabene w ogóle nie dotyczy to wyborów do Senatu, wobec których nie istnieje konstytucyjny nakaz równości. Obecne senackie okręgi jednomandatowe są bardzo zróżnicowane, najludniejszy jest ponad trzy razy większy od najmniejszego.

PKW składała wnioski co cztery lata, ale kolejne Sejmy absolutnie nie podejmowały tematu. Korektę liczby posłów zamietli pod dywan kolejni marszałkowie: Radosław Sikorski, Marek Kuchciński oraz Elżbieta Witek, oczywiście z rozkazu swoich politycznych wodzów. Cztery lata temu PKW przeliczyła zmiany w rejestrze wyborców i wyszło jej, że w wyborach 2023 aż 11 okręgów powinno stracić po jednym mandacie, a 10 okręgów symetrycznie tak samo zyskać, zaś obwarzanek podwarszawski powinien dostać aż dwa dodatkowe mandaty. W Polsce stale rośnie liczba mieszkańców na obrzeżach metropolii, zaś wyludnia się prowincja.

W obecnej kadencji rządząca ekipa podjęła wreszcie próbę, ale wykonała ją fatalnie. Nie czekając na kodeksowe wyliczenie PKW, Senat ambitnie wniósł projekt, zaś cały parlament uchwalił rozwiązanie kuriozalne. Z obawy o kłótnie posłów i senatorów przydział mandatów do poszczególnych okręgów sejmowych przeniesiony został z załącznika kodeksowego do… obwieszczenia PKW. Takie zdegradowanie bardzo ważnych przepisów z aktu ustawowego do poziomu uchwały niemal technicznej zdarzyło się pierwszy raz od początku III RP – a wcześniej nigdy w II RP oraz ordynacjach w PRL – i pogwałciło legislacyjne kanony. Trudno pojąć, jak w ogóle przyszło coś takiego do głowy tęgim głowom prawniczym w szeroko rozumianej ekipie rządzącego konsorcjum 15 października.

W takich okolicznościach weto Karola Nawrockiego było stuprocentowo pewne. Notabene poza główną przyczyną legislacyjną prezydent przy okazji przyczepił się do drobniejszych przepisów nowelizacji, ale tu akurat bez sensu, bo zupełnie nie rozumie realiów funkcjonowania w urzędach gmin/miast tzw. urzędnika wyborczego. PiS kiedyś przeforsowało, by nie mógł on być pracownikiem tej samej gminy/miasta, ale w praktyce cała ta instytucja stała się fikcją. Po wecie prezydenta ścieżka przywrócenia konstytucyjnej równości wyborów jest bardzo prosta: Sejm musi poczekać na demograficzny wniosek PKW i na jego podstawie normalnie uchwalić nowelę kodeksu ograniczoną wyłącznie do zmiany załącznika z przydziałem mandatów do okręgów. Ustawa musi ograniczyć się tylko do tego jednego tematu, bez jakichkolwiek innych przepisów. Wobec takiej nowelizacji Karol Nawrocki nie będzie miał punktu zaczepienia.