Wyodrębnienie specjalnej kwoty bazowej służącej do wyliczania średniego wynagrodzenia nauczycieli zakłada poprawka LPR do projektu ustawy budżetowej, złożona we wtorek w Sejmie podczas II czytania projektu. Kwota ta ma wynieść 1 835,31 zł.
W projekcie ustawy budżetowej kwota bazowa dla nauczycieli wynosi 1 795,80 zł, czyli jest o 2,2 proc. niższa niż ta proponowana przez LPR. "Mamy opinie prawne, które mówią, że poprawka jest prawidłowo sformułowana" - powiedział PAP wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski (LPR).
Poprzednia poprawka mająca zwiększyć kwotę bazową - zgłoszona przez posła Ligi Marka Kawę i rekomendowana przez sejmową Komisję Edukacji, Nauki i Młodzieży - została odrzucona przez sejmową Komisję Finansów Publicznych. Za odrzuceniem tej poprawki było Ministerstwo Finansów (MF).
Resort argumentował wówczas, że poprawka jest niepotrzebna. Według MF do tego, by nauczyciele dostali podwyżki, wystarczy istniejący w Karcie Nauczyciela zapis, że średnie wynagrodzenie nauczyciela stażysty wynosi co najmniej 82 proc. kwoty bazowej (na podstawie średniego wynagrodzenia stażysty wylicza się w Karcie średnie wynagrodzenia nauczycieli na wyższych stopniach awansu - PAP). Zdaniem resortu finansów, samo sformułowanie "co najmniej" gwarantuje podwyżki.
Poprawka Kawy również zakładała zwiększenie kwoty bazowej o 2,2 proc.
By przyznać podwyżki nauczycielom, Ministerstwo Edukacji Narodowej wystąpiło do Ministerstwa Finansów o zwiększenie subwencji oświatowej o prawie miliard złotych na ten cel. Fundusze te zostały zapisane w projekcie budżetu na 2007 r.
Zdaniem związków zawodowych działających w oświacie oraz opozycji, samo zwiększenie subwencji oświatowej nie oznacza jednak, że nauczyciele dostaną podwyżki. Środki w subwencji nie są bowiem tzw. pieniędzmi znaczonymi i samorządy mogą je wydać na inne cele edukacyjne, np. na inwestycje. Według związkowców, konieczne jest zwiększenie kwoty bazowej i nowelizacja rozporządzenia o minimalnych stawkach wynagrodzenia nauczycieli, zwiększająca ich płace zasadnicze.
Podwyżki dla nauczycieli wicepremier, minister edukacji Roman Giertych zapowiedział na początku maja - zaraz po objęciu funkcji w rządzie. Początkowo mówił o podwyżce rzędu 5 proc., później już 7 proc. Według resortu edukacji, potrzebne na to było 1,7 mld zł.
W trakcie prac nad budżetem okazało się, że kwota na podwyżki jest zdecydowanie niższa. Środków musi też starczyć na odprawy dla nauczycieli odchodzących na wcześniejsze emerytury (2007 r. jest ostatnim, w którym mogą to zrobić) oraz zwiększenie wynagrodzeń nauczycielom, którzy uzyskali wyższy stopień awansu zawodowego.
Według Związku Nauczycielstwa Polskiego, MEN nie uwzględniło też inflacji na poziomie 1,9 proc. Według związku, realna podwyżka może wynieść 0,3 proc.
"Mówiąc o podwyżkach dla nauczycieli pan minister nie zdawał chyba sobie sprawy, że trzeba dokonać obliczeń i wprowadzić zmiany w prawie, tak by to co obiecał, stało się realne" - powiedziała we wtorek dziennikarzom przewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, minister edukacji w gabinecie cieni Platformy Obywatelskiej Krystyna Szumilas.
Jej zdaniem, jedynym wyjściem z sytuacji, czyli - jak powiedziała - "bałaganu", jest szybka nowelizacja ustawy Karta Nauczyciela, zmieniająca zasady naliczania średnich płac nauczycieli. Przypomniała, że Platforma Obywatelska złożyła projekt takiej nowelizacji u marszałka Sejmu.
Z kolei wiceprzewodnicząca komisji, b. minister edukacji Krystyna Łybacka (SLD) uważa, że jedyne, co może zrobić obecny szef resortu, to przyznanie się do błędu. "Myślę, że powinien zrobić jedną jedyną rzecz, jaką może zrobić osoba, która chce być wiarygodna - powiedzieć: +przepraszam, nie policzyłem, pomyliłem się, chciałem jak najlepiej, ale nie miałem wiedzy wystarczającej by zrealizować swoje zamiary+" - powiedziała dziennikarzom Łybacka.
Łybacka, podobnie jak Szumilas, zwróciła też uwagę na to, że tego samego miliarda nie można wydać na dwa cele jednocześnie: podwyżki oraz awans zawodowy i odprawy emerytalne.
Zdaniem Łybackiej, jeśli Sejm przyjmie poprawkę LPR i wpisze podwyżki do ustawy budżetowej, to może dojść do konfliktu z samorządami, które zostaną zmuszone do wypłacenia podwyżek, choć nie będą miały na to środków.(DI, PAP)