Komu bije dzwon

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-05-13 00:00

Giełdowy dzwon, towarzyszący Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od jej zarania, rozbrzmiewał już wiele tysięcy razy. I popadał w różne tony. Często bywały radosne, z okazji kolejnych prywatyzacji, debiutów giełdowych i hossy, czasami obojętne, gdy na parkiecie panowała senna atmosfera, bywały i bicia na trwogę — na szczęście rzadkie — w okresach załamania koniunktury. Już od wielu lat powszechne jest jednak oczekiwanie na szczególne wybrzmienie dzwonu z okazji... debiutu giełdy na giełdzie. Słowem: oczekiwana jest prywatyzacja Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Teraz, wreszcie, ten proces wystartował, ale do jego zakończenia jeszcze daleko. Tym bardziej że — jak każda prywatyzacja w Polsce, a ostatnimi czasy w szczególności — jest to mniej proces ekonomiczny, a bardziej polityczny. Czy obecny rząd, a przede wszystkim będący zwolennikiem prywatyzacji, a prywatyzacji poprzez rynek publiczny najbardziej, minister Jacek Socha będzie miał odwagę, legitymację i czas na podjęcie odpowiednich decyzji?

Warszawska giełda radzi sobie zupełnie przyzwoicie, zarówno na krajowym podwórku, jak i w otoczeniu europejskim. Tyle tylko że czas płynie i jest już jedną z ostatnich giełd europejskich (poza Maltą i Cyprem, ale trudno, w jakimkolwiek zakresie, porównywać z nami te rynki) pozostających w rękach państwa. I to byłoby pół biedy, bo przecież radzi sobie nieźle, gdyby nie fakt, iż z tego głównie powodu nie uczestniczy w nieuchronnie postępującej konsolidacji europejskich rynków kapitałowych. Może jeszcze nie ostatecznie, ten proces zapewne nigdy się nie zakończy, ale jednak intensywnie układane są europejskie puzzle kapitałowe, a Warszawa — przynajmniej na razie — nie jest dopasowywana do żadnego obrazka, tzn. przymierzana może i do każdego, ale to „prace studyjne”.

Może więc warto wszystkim zainteresowanym i decydentom przypomnieć motto legendarnej powieści Ernesta Hemingwaya „Komu bije dzwon”: Nie pytaj, komu bije dzwon, bo bije on tobie.