Kucharz Mesalki zna się na polskiej kuchni
Warszawska restauracja Pod Mesalką ma sporo zalet. Może więc stać się ulubionym miejscem amatorów dobrej polskiej kuchni. Niestety, nie jest wolna od drobnych przypadłości, typowych dla większości stołecznych lokali.
Pod Mesalką to niewielki lokalik, w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu. W pierwszej połowie stulecia w budynku tym mieszkała Lucyna Messal — primadonna Operetki Warszawskiej i aktorka. Stąd pomysł na nazwę i stylistykę wnętrza, które charakterem nawiązuje do zawodu patronki.
Sale restauracji utrzymane są w klimacie początku stulecia. Ich ściany zdobią zdjęcia i grafiki przedstawiające artystów z tamtych lat. Lokal zajmuje dwa poziomy przeznaczone do różnych celów. Dolne pomieszczenie ma kawiarniany charakter, można tu spokojnie wypić kawę i poplotkować. Sala na piętrze to typowa restauracja. Jej wystrój — ciepłe barwy, nastrojowe światło, cicha, choć niestety przypadkowo dobrana muzyka — sprzyja rozmowom, zresztą nie tylko o interesach.
Kucharz na piątkę...
Restauracja Pod Mesalką serwuje głównie dania kuchni polskiej. Trzeba przyznać, że kucharz zna się na swojej robocie.
Na przystawkę polecam śledzie przyrządzane na kilka różnych tradycyjnych polskich sposobów. Pod Mesalką serwują je między innymi w oleju i w śmietanie. Nawet jednak nietypowe dla rodzimej kuchni przystawki, takie jak koktajl z krewetek czy panierowany camambert z żurawiną, powinny zadowolić wybredne podniebienie.
Kucharz z Mesalki jest mistrzem w przygotowaniu tradycyjnych polskich zup, zarówno barszcz czerwony — z prawdziwych buraków, nie z torebki — z krokietem, jak i żurek, były wyśmienite.
Dania główne prezentują się prawie tak samo dobrze. Kotlet schabowy burmistrzowski, z zapieczoną w środku szynką i żółtym serem, naprawdę wart jest polecenia. Gorzej z pieczenią wieprzową, a właściwie z sosem, którym polano mięso. Był on zdecydowanie za słony. Danie to ratują jednak, podawane do mięsa, wyśmienite kopytka.
Restauracja Pod Mesalką ma jeszcze jedną zaletę — rachunek nie szokuje wysokością.
...reszta trochę gorzej
Za jakością kuchni, jak zresztą w wielu stołecznych restauracjach, nie nadąża serwis. Obsługująca mnie kelnerka była co prawda bardzo uprzejma, ale robiła wrażenie mało doświadczonej w swej profesji. Uiszczenie rachunku kartą kredytową okazało się niemożliwe, co z kolei stało się przyczyną, na szczęście krótkiego spaceru po Trakcie Królewskim w poszukiwaniu bankomatu. No i te — jak by napisał Bolesław Prus, stały bywalec lokali Krakowskiego Przedmieścia — niegdyś różowe obrusy. Warto byłoby zmieniać je nieco częściej.