Pierwszy dzień Jacka Walczykowskiego na fotelu prezesa Orlenu nie wypadł w dobrym momencie. Koncern był wczoraj najsłabszą spółką z indeksu WIG20. Jednak na spadek ceny akcji o 1 zł główny wpływ miał pierwszy dzień notowań bez prawa do dywidendy (65 gr na akcję). Pozostałą różnicę może wyjaśnić chęć do realizacji zysków z tego papieru, który jest najdroższy w historii. Na szczyty doprowadziła go cena ropy, a wycenie dotąd nie szkodziły zawirowania wewnątrz i wokół spółki. Tak powinno być także pod nowymi rządami.
Jacek Walczykowski zaczął od uspokojenia rynku, że spółce nie grozi załamanie dostaw ropy z powodu wydarzeń w Jukosie. Zapowiedział też, że nie spieszy się ze sprzedażą 20-proc. pakietu Polkomtela. To dobrze, bo lepiej pozostawić to — także ze względów podatkowych — na mniej udany dla koncernu rok. Prezes nie ucieknie od problemu dalszej prywatyzacji spółki. Może mu w tym pomóc doświadczenie z Elektrimu, do którego przyciągnął francuskie Vivendi. Trudno jednak oczekiwać, że będzie działał szybko.
Obecny minister skarbu nie planuje szybkiej prywatyzacji Orlenu. Zresztą, czy w atmosferze dopiero rozpoczynającego się spektaklu komisji śledczej ktokolwiek ośmieliłby się na wyprzedaż naszych strategicznych „klejnotów koronnych”? Dla kursu Orlenu sygnalizowane wejście do akcjonariatu ConocoPhillips byłoby dobrą informacją. To jednak melodia dalekiej przyszłości, podobnie jak fuzja z MOL. Z przeważających w Polsce wypowiedzi można odnieść wrażenie, że to od decyzji Orlenu zależy przyszłość tego sojuszu. Tymczasem wątpliwe jest, by na ryzyko fuzji z mniej rentownym i uwikłanym politycznie PKN odważyli się Węgrzy.
Rynek słusznie lekceważy więc wszelkie spekulacje na temat konsolidacji sektora i koncentruje się na wynikach. Te w II kwartale będą rekordowo dobre. Sprzyjały im rosnące wraz z ceną ropy marże rafineryjne i znaczna różnica między cenami ropy Brent i Ural. Dodatkowo, wielomilionowe zyski przyniesie umocnienie złotego (koncern jest zadłużony w euro i dolarze), a droższy surowiec oznacza wyższą wycenę zapasów. Zysk netto powyżej 400 mln zł jest praktycznie przesądzony. To dobry moment na restrukturyzację grupy (sporo do zrobienia jest m.in. w przejętym Unipetrolu), więc cieszą słowa Jacka Walczykowskiego o zintensyfikowaniu programu cięcia kosztów (rozpoczęty w lipcu 2003 r. do końca tego roku miał przynieść 800 mln zł oszczędności).
Wyniki Orlenu silnie związane są z sytuacją rynkową. Analitycy nie wierzą, by koncern w tym półroczu powtórzył rezultaty z początku roku. Średnia prognoza zysku na cały rok (wg danych JCF) nie przekracza 1,1 mld zł. Przy takich założeniach akcje Orlenu — na tle polskich blue chipów ciągle wyglądające na tanie — są już droższe od koncernów paliwowych z naszego regionu. Nowy prezes nadal musi poprawiać wyniki, bo zwrot z kapitału (ROE), choć rekordowo wysoki, na tle konkurencji ciągle wypada blado.