LOT kontra Ryanair

Marta Filipiak
31-07-2006, 00:00

Poszło o reklamę. LOT żąda przeprosin, Ryanair nie widzi w swoim działaniu nic zdrożnego. Sprawa może zakończyć się w sądzie.

LOT, narodowy przewoźnik, zarzuca Ryanairowi, irlandzkiej taniej linii, stosowanie praktyk nieuczciwej konkurencji. Domaga się przeprosin i grozi sądem. Władze LOT zbulwersowały reklamy i informacje prasowe taniej linii.

— LOT zarzuca Ryanairowi prowadzenie niedopuszczalnej reklamy porównawczej, w szczególności dyskredytowanie oferty LOT poprzez użycie zwrotów „rozbój w biały dzień” lub „o dwóch takich co ukradli księżyc” — wyjaśnia Xawery Konarski z reprezentującej LOT Kancelarii Prawnej Traple Konarski Podrecki.

Ryanair używał tych określeń, zarzucając LOT pobieranie wygórowanych opłat paliwowych.

— Reklama prowadzona przez Ryanaira wprowadza w błąd klientów, ponieważ porównaniem objęto tylko jeden ze składników ceny za przelot na określonej trasie, tj. opłatę paliwową — tłumaczy Xawery Konarski.

LOT zarzuca też Irlandczykom naruszenie znaku towarowego.

Ryanair odbija piłeczkę. Twierdzi, że to „humorystyczna reklama porównawcza, która prezentuje obiektywne, możliwe do zweryfikowania fakty” oraz że „jedynym powodem, dlaczego LOT sprzeciwia się tej reklamie, jest fakt, że to prawda”. Irlandczycy argumentują też, że „zastrzeżony znak towarowy, do którego odnosi się LOT, obejmuje logo, które nie zostało użyte w reklamie, więc LOT nie może zarzucać jego naruszenia”. Podkreśla przy tym, że nawet użycie wiernego logo nie byłoby złamaniem przepisów o reklamie porównawczej.

Wystawieni na próbę

Tymczasem polską firmę bulwersuje jeszcze jedno posunięcie Ryan-aira. W majowej informacji prasowej irlandzki przewoźnik napisał o „rozbójniczej polityce LOT”. Ryan-air stwierdził prowokacyjnie, że LOT „jest recydywistą” i stosuje „oskubywanie klientów”. Na dodatek polska firma zapewnia, że irlandzki przewoźnik „namawia pracowników LOT, by nie wypełniali obowiązków służbowych”. Chodziło o to, że pierwszych dziesięciu pracowników LOT, którzy wyślą e-maila do rywala — przyznając, że nie popierają polityki macierzystej firmy — otrzyma darmowe bilety od Ryanaira.

Ryanair i tu ma swoje zdanie. Napisał, że „to po prostu zaproszenie do wyrażenia opinii w sprawie niesprawiedliwych i nieusprawiedliwionych opłat paliwowych stosowanych przez LOT”.

Trzy żądania

LOT podkreśla, że nie jest jego intencją dochodzenie odszkodowania, ale doprowadzenie do sytuacji, gdy Ryanair będzie stosować reklamę zgodnie z polskimi i unijnymi przepisami. Stawia jednak żądania. Domaga się natychmiastowego zaprzestania stosowania metod „uderzających w LOT i mających na celu wprowadzenie klientów w błąd”, a ponadto opublikowania w prasie wyjaśniającego oświadczenia. I to w 14 dni. Dodatkowo tani przewoźnik miał rozesłać w ciągu tygodnia do mediów komunikat podobny w treści do oświadczenia.

Miał, bo siedmiodniowy termin minął, a informacja nie została dostarczona. A w razie niewypełnienia żądań LOT zapowiedział skierowanie sprawy do sądu.

Sami na placu boju

Wymiana korespondencji objęła jednak nie tylko zainteresowanych. LOT wysłał pismo kierowane do Ryanaira również do Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Ryanair swą odpowiedzią także podzielił się z tymi samymi urzędami. Tam jednak pomocy strony nie znajdą.

— To pisma o charakterze informacyjnym. Nie mam prawnych możliwości, by się nimi zajmować — wyjaśnia Katarzyna Krasnodębska, rzecznik ULC.

— Spór opiera się na ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, nie podlega więc jurysdykcji prezesa UOKIK — tłumaczy biuro prasowe UOKiK.

Sprawa będzie mieć ciąg dalszy. W piątek Ryanair nie chciał jednak ujawnić kolejnych kroków.

— O wszystkim poinformujemy opinię publiczną na dzisiejszej konferencji prasowej — mówi Tomasz Kułakowski, odpowiedzialny w Ryanairze za sprzedaż i marketing w Europie Środkowej.

Znając jednak pomysłowość i metody działania irlandzkiej linii, nie należy się spodziewać, że LOT będzie usatysfakcjonowany. Ale dopiero przyszłość pokaże, na ile strategia przewoźnika z Zielonej Wyspy okaże się skuteczna.

— Reklamę porównawczą zwykle stosuje się, kiedy firma jest w 100 proc. przekonana, że ma rację. Z reguły jednak to broń obosieczna. Często taka reklama działa w krótkim okresie, jednak na dłuższą metę może wywoływać solidarność z atakowanym — ostrzega Agnieszka Węglarz, dyrektor strategiczny agencji G7.

Okiem eksperta

Twardy orzech do zgryzienia

Reklama porównawcza może łamać przepisy lub „dobre obyczaje”. Drugi przypadek jest trudniejszy, bo „dobre obyczaje” są kategorią szeroką i definiowaną w zależności od środowiska, w którym reklama jest stosowana. Do sądu należałoby zbadanie opinii odbiorców reklamy. Gdy działanie zostałoby uznane za naganne, sąd może nakazać zaprzestanie stosowania takich reklam, a także zażądać opublikowania przeprosin, najczęściej w prasie. Do finansowego zadośćuczynienia za szkody dochodzi bardzo rzadko. Głównie dlatego, że sądy wymagają bardzo szczegółowego uzasadnienia oczekiwanej kwoty, a to jest bardzo trudne.

Dariusz Skuza

kancelaria prawna Sołtysiński, Kawecki & Szlęzak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Filipiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / LOT kontra Ryanair