Mój szkolny kolega

  • Aleksander Krawczuk
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

Gustaw Holoubek? Tak, chodziliśmy do tej samej krakowskiej szkoły — powszechnej, jak mówiło się wtedy, a podstawowej, jak powiedziałoby się dzisiaj.

Miejska szkoła IV im. św. Jana Kantego. Solidny budynek główny z roku l886 przy ul. Smoleńsk (służy do dziś kolejnym pokoleniom), poszerzony później o gmach sąsiedni. Zburzono — po ostatniej wojnie — filię tzw. barakową tejże szkoły przy ul. Wygoda, tuż obok Kossakówki, gdzie mieszkały i pracowały trzy pokolenia sławnej, utalentowanej rodziny. Widywaliśmy zwłaszcza panie z tego domu. Jakże tęskniła do tego miejsca i do „rozdzwonionej tramwajami” ul. Zwierzynieckiej wspaniała poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, umierając po wojnie samotnie w Manchesterze! Ów barak, jak kilka innych, powstał w czasach galicyjskich, gdy gwałtownie przybywało ludności Krakowa. Były to budynki proste, ale solidne i dobrze zaplanowane dla celów szkolnych. Klasy uczyły się zamiennie, tu i tam. Ostatnie, to jest V i VI, z reguły przy ul. Wygoda.

 

Tak, chodziliśmy do tej samej szkoły, ale do klas różnych. Holoubek był o rok młodszy. Szansę spotkania mieliśmy tylko podczas przerw, zabaw, wycieczek na Błonia, nad Rudawę, do parku Jordana. Nawet po lekcjach wracaliśmy do domu różnymi drogami. Ja mieszkałem przy Rynku Głównym, on — na Zwierzyńcu. Nie zapamiętałem go z tamtych czasów — poza jednym wydarzeniem. Kiedyś chłopcy na dziedzińcu zaczęli go dla żartu przepytywać: jak on się właściwie nazywa: Holubek, Holoubek, Holołbek? I co to nazwisko znaczy? Znamienne, że ta niepewność co do wymowy zdarza się w mediach do dziś... A nazwisko jest czeskie, Holoubek to oczywiście Gołąbek.

To interesujące, ile było w Krakowie — i do dziś jeszcze tu żyje — rodzin o bardzo różnych etnicznie korzeniach, a wielce dla Polski zasłużonych. Od Jana Matejki poczynając... Ojcem jego był zgermanizowany Czech, matka wywodziła się z rodziny niemieckiej. Ta łatwość kojarzenia małżeństw mieszanych była w austro-węgierskiej monarchii czymś zrozumiałym, normalnym i akceptowanym bez oporów. Służba wojskowa, przenoszenie urzędników, kontakty gospodarcze, wędrówki za pracą — wszystko sprzyjało powiązaniom rodzinnym. A w pozostałych zaborach, zwłaszcza w Kongresówce? Tam nawet towarzyskie stosunki pomiędzy Polakami a Rosjanami były — ze względów narodowościowych i religijnych — tolerowane do pewnych granic; małżeństwa mieszane zdarzały się, o ile mi wiadomo, nader rzadko.

 

Łączyło nas z Holoubkiem jeszcze jedno. Mój ojciec zmarł przedwcześnie właśnie w roku, w którym miałem rozpocząć naukę szkolną. On stracił ojca jako uczeń chyba czwartej klasy, mając lat l0. Obaj kończyliśmy tę szkołę jako półsieroty. Potem nasze drogi całkiem się rozeszły. Uczęszczaliśmy do różnych gimnazjów, wspólnych mieliśmy chyba tylko instruktorów przysposobienia wojskowego z 20 pułku piechoty. Podczas okupacji on pracował w gazowni, mnie zagarnęła przybudówka Baudienstu, służba sanitarna na wypadek nalotu. Spotkaliśmy się osobiście i mieliśmy okazję porozmawiać o naszej dawnej szkole i o wspólnych znajomych krakowskich dopiero po wielu, wielu latach — w Warszawie.

W świetnie napisanej książce „Wspomnienia z niepamięci” Holoubek opowiada barwnie i ciepło o krakowskich latach dzieciństwa i młodości. O naszej szkole — niewiele. Poza katechetą właściwie nikt z nauczycieli nie zapisał mu się w pamięci. A skoro już o katechetach się wspomniało: niektórym poświęcił Holoubek nieco uwagi, bywały to bowiem postaci wyraziste. I mocno grzmiące, zwłaszcza z ambony. Przytacza niektóre wypowiedzi. Z jednej wynika, iż czas płynie tak szybko, że dla pełnego jej zrozumienia trzeba już dziś notki objaśniającej. Otóż, opowiada Holoubek, jeden z jego katechetów uczynił podczas kazania taką dygresję: „Dzieciaczki. To straszne. Szedłem sobie wałami Rudawy i co widzę? Student ze studentką. Tak się, wiecie, zdenerwowałem, że trzasnąłem drzwiami”.

 

Pomińmy zabawne przejęzyczenie, zajmijmy się istotą sprawy. Cóż to tak gorszącego, że student przechadza się ze studentką nad rzeką — pełnoletni młody człowiek z pełnoletnią dziewczyną? Rzecz w tym, że mianem studenta określano jeszcze w międzywojniu uczniów gimnazjów i liceów. Słuchacz wyższych uczelni nosił dumne miano akademika. I do dziś tak nazywa się popularnie domy dla słuchaczy uniwersytetu — przynajmniej w Krakowie. A zatem katecheta spotkał na spacerze gimnazjalistę i gimnazjalistkę! Ale jakim sposobem poznał, że to „studenci”? Mieli mundurki i tarcze na ramieniu z numerem szkoły. Można ich było zawsze rozpoznać, by zachowywali się godnie, nigdzie i nigdy nie przynosząc wstydu swemu gimnazjum. By nie pozwalali sobie na gorszące spacerki — w biały dzień, wałami nad Rudawą. Czytając tę zabawną opowieść i mając w świeżej pamięci właściwie wciąż jeszcze trwającą kampanię o mundurki szkolne, musimy przyznać: coś się na świecie zmieniło. I w sferze słownictwa, i mundurków, i obyczajowości. Czy tylko na lepsze? Oto pytanie.

 

Książka Holoubka jest w istocie hołdem dla Krakowa, jego miasta rodzinnego, miasta dzieciństwa i młodości, dramatu czasów okupacji, lat studiów i pierwszych wielkich sukcesów zawodowych. Autor ceni w tym mieście sam fakt, że trwa ono w swym kształcie przez wieki. Chyba nie tylko skutkiem szczęsnych zbiegów okoliczności, ale też dzięki rozsądkowi i politycznej mądrości jego mieszkańców. Przynajmniej ja tak odczytuję rozsiane tu i ówdzie w książce delikatne refleksje autora.

 

Holoubek pozostał krakowianinem na zawsze. Ponad pół wieku mieszkania w stolicy chyba nic tu nie zmieniło. I jak prawdziwy krakowianin najchętniej spędzał wakacje w górach. Choć z Warszawy do Zakopanego i Bukowiny nieco dalej niż z Krakowa... Drogi kolego szkolny, nie brakło po Twym odejściu nekrologów i wspomnień z wszelkich stron i z różnych środowisk. Bo też podziwiała Twój talent i osobowość cała Polska. Zechciej jednak przyjąć słowa pożegnania także od nieco starszego kolegi. Jednego z ostatnich żyjących jeszcze w Krakowie uczniów szkoły im. św. Jana Kantego z tamtych, przedwojennych roczników. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu