Na kogo wypadnie, na tego bęc

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2004-01-30 00:00

Nieszczęścia chodzą parami. W parze z karuzelą ministrów, która zatrzymała się niespodziewanie przy nazwisku Kaniewski, resort skarbu musi przetrzymać drugą rundę awantury o Stoen. Raport NIK w tej sprawie jest dobijaniem leżącego. Prywatyzacja leży. Podnieść się może jedynie pod presją nadzwyczajnego głodu budżetowego. Jest to jednak niezdrowy motyw działania, co ilustruje właśnie niefortunny przypadek Stoenu. Sprzedaż warszawskiego dystrybutora była rozpaczliwym rzutem na taśmę, który przyniósł połowę przychodów, osiągniętych w roku 2002, ale ostatecznie zniechęcił do podejmowania ryzyka w następnych latach.

Urząd, który traci trzech kolejnych szefów w tajemniczych okolicznościach, jest niezdolny do normalnej pracy. Górę bierze instynkt samozachowawczy, sztuka zaniechania. Czyli znak zapytania nad 8,6 mld zł, zapisanymi w budżecie 2004 r., przy pewności, że Polska wejdzie do Unii Europejskiej z rozdętym kapitalizmem państwowym.

Ujawnia się, w karykaturalnej postaci, sens przemianowania resortu prywatyzacji na resort skarbu. Ministrowie prywatyzacji byli organizatorami zmiany własności. Ostatnim takim człowiekiem od czarnej roboty był Emil Wąsacz — jakby nie zauważył zmiany charakteru urzędu. Następni ministrowie skarbu mieli już spełnić oczekiwania rozmaitych poszukiwaczy skarbów. Jak nie spełniali, to wylatywali. Czy nowy zarządca Skarbu Państwa spełni nadzieje prywatnych poszukiwaczy skarbów?

c

Autor jest posłem Platformy Obywatelskiej