Na szczęście te wybory odbywają się ostatni raz

Jacek Zalewski
opublikowano: 2000-08-02 00:00

Na szczęście te wybory odbywają się ostatni raz

Kampania prezydencka przed głosowaniem 8 października dopiero się rozkręca, a tu większość mieszkańców stolicy zaproszono 24 września na nadprogramowe wyborcze igrzyska. Po orzeczeniu NSA konieczne okazuje się wybranie od nowa 85-osobowej Rady Gminy Warszawa Centrum oraz siedmiu 25-osobowych rad jej dzielnic. Pozostałe warszawskie jednostki samorządu terytorialnego zachowują swe władze bez zmian.

SEJMOWA komisja przygotowała już jednolitą wersję ustawy o reformie ustroju miasta Warszawy. Generalnym jej założeniem jest całkowita likwidacja odrębnych uregulowań prawnych dla stolicy. Po dziesięciu latach eksperymentów wszystkie siły polityczne doszły do zgodnego wniosku, że skoro tak duże miasta, jak Łódź czy Kraków mogą sprawnie funkcjonować na podstawie ogólnej ustawy o samorządzie gminnym — to powiedzie się to również w Warszawie. Koncepcja ta oznacza likwidację zarówno gminy Centrum, jak i dziesięciu gmin zewnętrznego wianuszka (zwanego także obwarzankiem lub pierścionkiem). Nowy ustrój — którego pomysłodawcą jest klub SLD — zapanuje w stolicy jednak dopiero od nowej kadencji samorządu, czyli od jesieni 2002 r.

A ZATEM jest niemal pewne, iż wrześniowe wybory są ostatnimi w historii gminy Warszawa Centrum. Dla społeczeństwa stolicy to wiadomość bardzo szczęśliwa, albowiem od samego utworzenia w roku 1994 gmina ta jest samorządowym nowotworem. Dysponuje gigantycznym budżetem i biurokratycznym aparatem, natomiast zwolniona jest od odpowiedzialności za sprawy miasta. Dwa lata temu operacyjne usunięcie owego nowotworu było już w Sejmie przesądzone, ale został on cudownie obroniony przez Unię Wolności, mocno obsadzoną w strukturach Centrum. Do tego stopnia, iż niedawna wojna o tę gminę stała się pretekstem do rządowego samounicestwienia się unitów.

OBECNIE skompromitowanej struktury Centrum nikt nawet nie próbuje bronić. Larum podnosi natomiast samorządowy aktyw z peryferyjnego pierścienia, zapowiadając twardą walkę przed trybunałami krajowymi i zagranicznymi o utrzymanie samodzielności swoich gmin. Nie po to przecież wznosił za gigantyczne pieniądze nowe ratusze i ustanawiał własne herby, aby podporządkować się zdegradowaniu przez Sejm do poziomu dzielnicy o niewielkich uprawnieniach.

ZBULWERSOWANE martnotrawieniem przez samorząd publicznych pieniędzy społeczeństwo Warszawy oczekuje uproszczenia zarządzania miastem oraz radykalnego zmniejszenia liczby radnych. Szanse na realizację — ale dopiero za dwa lata — ma tylko ten pierwszy postulat. Albowiem każda z siedemnastu nowo utworzonych dzielnic (siedem dotychczasowych dzielnic gminy Centrum i dziesięć zlikwidowanych gmin wianuszka) obowiązkowo mieć będzie własną radę. Można być zatem pewnym, że doświadczony aktyw samorządowy także w zreformowanym ustroju stolicy jakoś się odnajdzie.