Negocjacje z UE to nie wyścigi
Zmiany w stanowiskach negocjacyjnych nie są ustępstwami, ale dopasowaniem do zmieniającej się rzeczywistości — uważa Jan Kułakowski, główny negocjator ds. członkostwa RP w UE. Jednak część przedsiębiorców jest innego zdania.
Polska znalazła się na półmetku negocjacji z UE, a każda informacja o wycofaniu się lub skróceniu okresów przejściowych budzi w środowisku biznesu wiele obaw.
Strachy i mity
— Ostatnio w celu przyspieszenia rozmów Polska wycofała się z wielu wniosków o odstępstwa czasowe. To budzi nasz niepokój. Chodzi głównie o ustępstwa w obszarze środowisko, gdzie przedsiębiorstwa poniosą największe koszty — uważa Marek Kłoczko, sekretarz generalny Krajowej Izby Gospodarczej.
Jednak — jak zapewnia Jan Kułakowski — przedsiębiorcy nie do końca sobie zdają sprawę z rzeczywistych motywów zmian.
— Wycofanie lub skrócenie wielu wniosków o okresy przejściowe jest wynikiem częściowego spełnienia unijnych wymagań, a nie ustępstw — mówi Jan Kułakowski.
Niektóre okresy przejściowe okazały się bowiem zbyt długie lub wręcz niepotrzebne.
— Wyjściowe stanowiska negocjacyjne zostały przygotowane w latach 1998-1999. Rozwój wydarzeń oraz dodatkowe analizy sprawiły, że wycofanie się z niektórych postulatów o okresy przejściowe było jak najbardziej uzasadnione — wyjaśnia Ewa Haczyk, doradca głównego negocjatora.
Kontrofensywa
Jej zdaniem, modyfikacja stanowisk w rozmowach z Brukselą nie polega jedynie na łagodzeniu postulatów. Krajowi negocjatorzy muszą bacznie obserwować wszelkie zmiany, jakie zachodzą w samej Unii. Zdarza się bowiem, że ewolucja wspólnotowego prawa wymusza na Polsce zgłaszanie nowych postulatów. Tak stało się np. w obszarze środowisko, gdzie wycofując się z większości wcześniejszych wniosków o okresy przejściowe Polska wystąpiła o dwa kolejne.
— Wystąpiliśmy o dwa nowe okresy przejściowe. Wnioskując o odstępstwa braliśmy pod uwagę koszty wdrożenia nowych dyrektyw — wyjaśnia Ewa Haczyk.
I tak: w przypadku dyrektywy o składowiskach odpadów duże koszty poniosłyby samorządy, zaś w odniesieniu do emisji tzw. lotnych substancji organicznych —przedsiębiorstwa.
Ranking to nie wszystko
Jan Kułakowski stanowczo odrzuca stosowaną przez Brukselę taktykę wywierania presji na kandydatów. Temu m.in. ma służyć ranking pod względem zamkniętych obszarów negocjacji. Cel jest oczywisty -— uległość.
— Negocjacje to nie wyścigi. Tu będzie się liczył ostateczny efekt, a warunki, które ustalimy, będą obowiązywały przez wiele lat — wyjaśnia Jan Kułakowski.
Tymczasem część kandydatów co prawda zamknęła kilka rozdziałów więcej, ale w pozostałych nawet nie rozpoczęła rozmów. W przypadku Polski zakończenie rozmów w wielu tematach blokują pojedyncze kwestie, w których nie chcemy ustąpić. Jednak, jak zauważa Jarosław Pietras, podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, postęp w negocjacjach zależy nie tylko od stopnia gotowości do pewnych ustępstw. Chodzi też o przygotowanie drugiej strony do rozmów oraz zdefiniowanie jej stanowiska. A z tym Bruksela ma duże problemy.