Na początku nikt nie wierzył, że dzięki ich pomocy można ot tak, za darmo, dostać pieniądze.
Za to dziś Mar-Ka zbiera żniwo swej działalności.
Mała firma z Podlasia od ponad pięciu lat jest jednym z czołowych eurodoradców dla polskich przedsiębiorców. Wszystko zaczęło się od wspólnych zainteresowań Mariusza Nikiciuka i jego ojca. Włodzimierz Nikiciuk, absolwent Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, od początku lat 90. związał się z branżą rolniczą i wchodzącymi funduszami unijnymi. Z kolei Mariusz interesował się Unią Europejską jeszcze w liceum. Już w III klasie założył pierwszy w Białymstoku Klub Integracji Europejskiej. Podczas studiów ekonomicznych rozwinął swoje zainteresowania. Wtedy właśnie, w 2001 r., w Grabówce koło Białegostoku powstało Centrum Doradczo-Szkoleniowe Mar-Ka.
Jak się uda — zapłacimy
Swoją niszę znaleźli wśród firm przetwórstwa rolno-spożywczego. Mleczarnie, masarnie, ubojnie i zakłady rybne potrzebowały pieniędzy na inwestycje, a Mar-Ka wiedziała, jak je zdobyć z UE. Na początku najtrudniej było przekonać przedsiębiorców, że warto starać się o dotacje.
— Program SAPARD dla przetwórców rolno-spożywczych dopiero wchodził i mało kto wierzył, że ktoś, ot tak, za darmo daje pieniądze. Musieliśmy pracować niemal bez wynagrodzenia, bo ciągle słyszeliśmy od firm: „działajcie, twórzcie te dokumenty, jeśli faktycznie się uda i nie ma tu żadnego haczyka, to zapłacimy” — wspomina Mariusz Nikiciuk.
Godzinami siedzieli nad dokumentami — ich praca to wnioski, biznesplany, analizy, zestawienia, wyjaśnienia, odwołania.
— Papierkowa robota, od której chce się uwolnić chyba każda firma. Oprócz tego przejęliśmy na siebie kontakty z urzędnikami, czyli to, co potrafi doprowadzić do białej gorączki najbardziej spokojnego menedżera — mówi z uśmiechem Mariusz Nikiciuk.
W tej działalności procedury trwają bardzo długo, a Mar-Ka nie miała dużego kapitału założycielskiego.
— Ponosiliśmy duże koszty mimo niewielkich przychodów. No i oczywiście utrudnieniem było to, że wtedy wszyscy — od ludzi z ministerstwa po korzystających z dotacji — tak naprawdę dopiero uczyli się procedur i specyfiki unijnych projektów. Bardzo często dochodziło do różnic w interpretacji przepisów — wspomina Mariusz Nikiciuk.
Ach, te przepisy
Mar-Ka zrealizowała dotąd kilkadziesiąt procesów inwestycyjnych w siedmiu województwach.
— To niezwykły kapitał. Dzięki temu udało się zgromadzić wiedzę w formie setek studiów przypadku, które po delikatnych modyfikacjach można stosować w innych firmach. Zdobytą wiedzę warto przekazywać, dlatego wykorzystujemy ją podczas szkoleń — mówi Mariusz Nikiciuk.
Właściciel Mar-Ki przyznaje, że działalność w tej branży jest wyjątkowo trudna.
— Chodzi tu o bardzo skomplikowane procedury. Na biurokrację unijną nakłada się polska. Składane wnioski często mają wielkość nawet kilku segregatorów, a postępowanie się przeciąga. Do tego przepisy są tak zawiłe, że nieustannie trzeba się uczyć, czytać i śledzić zmiany — wyjaśnia Mariusz Nikiciuk.
Jednym z największych problemów jest działalność nierzetelnych firm doradczych.
— Niestety, one psują rynek i opinię całej branży. Co jakiś czas przychodzą do nas przedsiębiorcy, którzy zostali niefachowo obsłużeni przez inną firmę konsultingową lub po prostu oszukani — przyznaje Mariusz Nikiciuk.
Grunt to rzetelność
Doradztwo europejskie to branża przyszłościowa.
— Dzięki projektom i programom w latach 2007-13 firmy będą mogły dostawać pokaźne kwoty na inwestycje. Nic nie zapowiada uproszczenia postępowania na tyle, aby usługi konsultantów stały się niepotrzebne. Jest mnóstwo małych firm, jednak moim zdaniem wiele z nich nie przetrwa roku 2006 i początku 2007. Dlaczego? Bo to okres suchy, jeśli chodzi o fundusze unijne — jedne środki już się wyczerpały, a kolejne jeszcze nie wejdą — uważa Mariusz Nikiciuk.
Mar-Ka dwukrotnie znalazła się w czołówce ogólnopolskiego rankingu firm konsultingowych dwumiesięcznika „Fundusze Europejskie”. W roku 2004 uzyskała tytuł Przyjaciela Europy w konkursie stowarzyszenia Pro Europa. Mariusz Nikiciuk był laureatem ogólnopolskiego konkursu „Twoja wizja rozwoju przedsiębiorczości”. A to tylko część wyróżnień.
— Największą satysfakcję czerpiemy z tego, że firmy do nas wracają i polecają nas innym. Kiedy podpisujemy umowę z klientem, zajmujemy się niemal wszystkim, co dotyczy dotacji — od początku do końca. Wymaga to wprawdzie dużo więcej pracy niż od 8 do 16, ale dzięki temu nasi klienci nie muszą skupiać się na przeskakiwaniu kolejnych kłód rzucanych pod nogi przez państwo. Narażamy się i denerwujemy za nich — uśmiecha się Mariusz Nikiciuk.
