Nie dla podatku bankowego

Eugeniusz Twaróg, Grzegorz Nawacki
opublikowano: 08-09-2010, 00:00

Wszyscy się boją, że banki przerzucą koszty nowego obciążenia na klientów.

57 proc. Polaków jest przeciw daninie proponowanej przez PiS i premiera Tuska

Wszyscy się boją, że banki przerzucą koszty nowego obciążenia na klientów.

Polak nie lubi banków, ale za podatkami też nie przepada. Sprawdziliśmy, jak to wpływa na ocenę pomysłu obłożenia sektora bankowego nową daniną. Najpierw zgłosiło go opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość, co podchwycił premier Donald Tusk. Firma badawcza IQS zapytała w imieniu "PB" reprezentatywną grupę 500 osób, czy podoba im się pomysł wprowadzenia tego obciążenia.

"Nie" — odpowiedziało aż 57 proc. ankietowanych. Najbardziej negatywny stosunek do daniny mają 40-latkowie i osoby tuż po 50. Aż 61 proc. z nich jest przeciwne rządowej propozycji. Odsetek ten jest najwyższy wśród absolwentów wyższych uczelni — 72 proc. Za podatkiem opowiada się tylko 14 proc. magistrów. Co jednak ciekawe, podoba się on aż 32 proc. osób ze średnim wykształceniem — więcej niż ankietowanym, którzy edukację zakończyli na szkole podstawowej (22 proc.).

Klient zapłaci

Podatek podoba się co czwartej osobie biorącej udział w badaniu, 18 proc. nie ma zdania w tej sprawie. Najwięcej zwolenników podatek ma wśród 15-24-latków — 32 proc. To ciekawe, bo tylko część młodzieży ma do czynienia z bankami, więc w swoich opiniach nie kieruje się własnym doświadczeniem. Specjalnie "ubankowiona" nie jest też druga co do wielkości grupa popierająca rząd, czyli osoby w wieku 55-70 lat. Tutaj odsetek pozytywnych odpowiedzi wyniósł 28 proc.

— Rząd podnosi podatki, które najmniej zagrażają jego popularności. Kalkuluje, że ludzie i tak nie lubią banków zarabiających miliardy, więc społeczeństwo łatwiej przełknie kolejną daninę. To się jednak nie udaje, bo społeczeństwo ma dość nowych podatków. Wie, że ktoś je będzie musiał zapłacić — mówi prof. Krzysztof Rybiński.

Aż 76 proc. ankietowanych przez IQS nie ma wątpliwości, że banki przeniosą na klientów koszty nowego podatku. Tylko 11 proc. jest przeciwnego zdania. I znowu: aż 22 proc. młodzieży nie widzi takiego zagrożenia, ale 66 proc. jest go świadome. W pozostałych grupach wiekowych 80 proc. uważa, że podatek odnajdą w zmienionych tabelach opłat i prowizji (tylko wśród osób w wieku przedemerytalnym i emerytalnym odsetek jest nieco niższy — 73 proc.).

Bez obaw

Być może już niedługo negatywne emocje, jakie pojawiają się w związku z wprowadzeniem nowego podatku, przeniosą się częściowo na banki, które będą podnosić opłaty. Prof. Paweł Kozłowski, socjolog i ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego, uważa zresztą, że już rząd, patrząc na nasze badania, nie ma powodów do niepokoju o społeczny odbiór nowej daniny.

— 25 proc. popierających podatek to duża grupa. Do tego mamy 18 proc. niezdecydowanych, co oznacza, że 40 proc. społeczeństwa, nawet jeśli nie jest za rządem, nie jest przeciw. To bardzo duży odsetek, biorąc pod uwagę to, że ludzie w ogóle sprzeciwiają się podatkom, niezależnie, czy nakładane są na nich, czy na banki — mówi prof. Kozłowski.

Prof. Witold Modzelewski z Instytutu Studiów Podatkowych też uważa, że rząd nie ma się czym niepokoić. Niedawno przedstawił bezprecedensową propozycję podwyżki podatku VAT, a słupki notowań ani drgnęły. Profesor uważa, że przy okazji podatku bankowego rząd może nawet w oczach niektórych zyskać.

— Do wygrania są co najmniej trzy grupy wyborców — mówi Witold Modzelewski.

Pierwsi to stratni na opcjach walutowych, stosunkowo nieliczni, ale zamożni i wpływowi w środowiskach biznesowych. Im banki potężnie zaszły za skórę. Druga grupa jest liczniejsza i tworzą ją właściciele mieszkań kupionych za kredyty walutowe po bardzo niekorzystnych kursach. Oni też nie lubią banków, a w rządzie mogą szukać sojusznika, który pomoże, gdy raty kredytowe zbytnio ich przycisną.

— Pozostaje pytanie o trzecią grupę: zaniepokojonych, że wraz z podatkiem wzrosną opłaty bankowe — mówi Witold Modzelewski.

Profesor uważa, że wprowadzenie daniny nie musi przełożyć się na wyższe koszty obsługi bankowej.

— To nie jest podatek transakcyjny, on jest liczony od aktywów, sumy bilansowej i nie da się go automatycznie przerzucić na klientów. Jeśli opinia publiczna kupiła taki przekaz, to trzeba zaznaczyć, że nie jest to do końca prawdziwa informacja — komentuje Witold Modzelewski.

Prawo i Sprawiedliwość zabiera zysk inwestorom

Za podatek nałożony na TFI na pewno zapłacą klienci. Polisy ubezpieczeniowe też pewnie zdrożeją.

Prawo i Sprawiedliwość chce opodatkowania banków, towarzystw ubezpieczeniowych i funduszy inwestycyjnych. Projekt ustawy, który trafił do Sejmu zakłada, że zapłacą 0,39 proc. od aktywów. Dałoby to budżetowi okolo 5 mld zł. Politycy przekonują, że to lepsze niż podwyżka VAT, bo nie uderzy w obywateli. Ale to nie instytucje, ale ich klienci zapłacą podatek. W przypadku TFI wprost, bo podatek jest kosztem funduszu, a więc zmniejsza zysk inwestorów.

— To bardzo zły pomysł. W przypadku bezpiecznych funduszy 0,39 proc. znacząco obniży wynik, więc PiS zyska wdzięczność kilku milionów klientów funduszy — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Ubezpieczyciele też nie zostawiają na projekcie suchej nitki.

— Pomysł jest skrajnie nierozsądny i mógł zostać zgłoszony tylko przez osoby, nie mające żadnego pojęcia o obecnej sytuacji na rynku ubezpieczeń. Ubezpieczyciele majątkowi od dłuższego czasu nie osiągają zysków z podstawowej działalności, a rok 2010 dodatkowo pogorszy sytuację w związku z ogromną skalą szkód, spowodowanych przez powódź oraz długą i mroźną zimę.

— Prawdopodobnie za pomysł PiS zapłaciłyby nie firmy ubezpieczeniowe, ale ich klienci. Niektórzy przedstawiciele ubezpieczycieli już dziś mówią o konieczności podniesienia cen w związku z rosnącymi z roku na rok kwotami wypłacanych odszkodowań. Podatek może tę sytuację tylko pogorszyć — mówi Witold Walkowiak, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

4,03 mln zł

Tyle podatku zapłaciłyby banki…

552,6

mln zł

…tyle towarzystwa ubezpieczeniowe…

412,4

mln zł

…a tyle fundusze inwestycyjne.

Banki odbiją sobie podatek

Sprzedaż funduszy inwestycyjnych i sekurytyzacja — to sposoby na zasypanie luki w wynikach

0,5 mld zł — tyle co najwyżej z banków wyciśnie rząd z nowego podatku, ale tylko jeśli branża nie będzie przeciwdziałać. A na to nie ma co liczyć.

Na razie rząd nie przedstawił szczegółów podatku bankowego (ale można wnioskować, że opodatkowane zostaną bilanse banków), co utrudnia przygotowanie obrony. Ale stratedzy już mają pomysły.

— Jeśli będzie to podatek od bilansu, to można się spodziewać, że banki będą się starały zarządzać bilansem tak, by zminimalizować wpływ podatku na wynik. Uniknąć się go nie da, ale można zminimalizować obciążenie, np. ograniczając działalność tresury [skarbową — red.], zmniejszając portfel papierów dłużnych itp. — mówi Iza Rokicka, analityk DI BRE Banku.

Sprzedaż jednostek

Metodą poprawy bilansów jest sekurytyzacja portfeli kredytowych. Wśród banków z zagranicznych grup już krąży scenariusz sprzedaży paczki kredytów spółce matce, która nie będzie płaciła podatku. Może to być też szansa dla funduszy sekurytyzacyjnych. Podatek może sprawić, że skończy się kuszenie darmowymi produktami.

— Rozsądnym krokiem będzie też postawienie na wynik prowizyjny. Banki mogą próbować podnieść opłaty za prowadzenie konta, przelewy, karty i tak szukać dodatkowych dochodów. Mogą też zwiększyć sprzedaż produktów, które nie wchodzą do bilansu, np. funduszy inwestycyjnych — mówi Iza Rokicka.

Również inni spodziewają się, że banki zabiorą się do sprzedaży jednostek TFI.

— Można się spodziewać, że w 2011 r. banki postawią na zwiększenie wpływów z tytułu prowizji, ale nie łączyłbym tego z nowym podatkiem. Do tego i tak by musiało dojść, bo banki muszą wymyślić, jak poprawiać wyniki . Szczególnie w linii opłat i prowizji. W ubiegłym podniosły opłaty za podstawowe usługi i bardzo trudno byłoby im to zrobić ponownie w przyszłym. Aby podtrzymać tempo wzrostu, trzeba zwiększyć sprzedaż, szczególnie produktów wysokomarżowych, np. funduszy akcyjnych. W tym roku banki nie są zbyt aktywne w sprzedaży funduszy, a jeśli już, to nastawiały się na bezpieczne. Spodziewam się, że 2011 r. będzie przełomowy pod względem promocji funduszy agresywnych. Sprzedaż może sięgnąć 10 mld zł. W strategiach na 2011 r . sprzedaż produktów o wyższych marżach będzie grała istotną rolę, ale nie będzie to konsekwencją wprowadzenia podatku — mówi Tomasz Bursa z Ipopema Securities.

Bez euforii

TFI nie liczą, że podatek będzie bodźcem do sprzedaży.

— To optymistyczne oczekiwania. Nie sądzę, by banki znacząco odeszły od podstawowej działalności, czyli zbierania depozytów i udzielania kredytów. Będą sprzedawały fundusze jako sposób na zarabianie pieniędzy, a nie minimalizację wpływu podatku na wynik — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

— To jakiś plus dla sprzedaży funduszy, ale niewielki. Banki, które mają wysoki współczynnik wypłacalności i TFI, w grupie mogą spróbować przesunąć pieniądze z depozytów na bezpieczne fundusze. Ale dla największych banków nawet przesunięcie 2 mld zł nie będzie zauważalne w bilansie. Agresywna sprzedaż funduszy akcyjnych po wdrożeniu dyrektywy MIFiD nie jest możliwa — mówi Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union Investment.

Ale nie tylko fundusze pozwolą więcej zarabiać.

— Z podatkiem banki sobie poradzą poprzez bardziej konserwatywną politykę w zakresie oprocentowania depozytów — tu będzie im sprzyjała podwyżka stóp procentowych, która pozwoli na zwiększenie marży, oraz przez zwiększenie spreadu walutowego. Paradoksalnie, przy podatku 250-500 mln zł bankom stosunkowo łatwo będzie przerzucić ten koszt na klientów. Dużo trudniej byłoby, gdyby wpływy z tytułu podatku miały wynieść 5 mld zł, bo wówczas wzrost obciążeń dla klientów byłby bardzo zauważalny — mówi Tomasz Bursa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu