Nie dla widza, dla aktora

Rafał Kerger
23-03-2007, 00:00

France 24 chce złamać monopol amerykańsko-brytyjskiej informacji i kreować francuski punkt widzenia.

„Puls Biznesu”: Czy naprawdę jest pan tak ważną osobą we Francji, że ambasador republiki w Polsce musi wydawać koktajl na cześć pana przyjazdu?

Alain de Pouzilhac, dyrektor generalny France 24: Nie jestem tak ważny. Ważny jest jednak kanał, który reprezentuję — France 24.

W Polsce takie honorowanie szefa prywatnego kanału jest jednak nie do pomyślenia.

France 24 to pomysł Jaques’a Chiraca, ale nie polityczny, lecz strategiczny. Nasz lokalny francuski paradoks polega na tym, że prawnie jesteśmy regularną spółką, której udziałowcami są po połowie prywatna telewizja TF1 i państwowa France Television. De facto — w 100 procentach dotowani jesteśmy przez państwo.

Jest pan politycznym komisarzem i dlatego koktajl na pana cześć.

We Francji jest nie do pomyślenia, żeby szef jakiejkolwiek telewizji był politycznym komisarzem i chodził na pasku dygnitarzy. Ani razu nie zdarzyło mi się, żeby po jakiejkolwiek emisji zadzwonił do mnie polityk z pretensjami, że zbyt mało go dopieściliśmy. Kanał informacyjny, żeby odniósł sukces, musi być wiarygodny i bezstronny.

O co chodzi z tą dotacją? W Polsce państwo, dokładając do publicznej telewizji, żąda czasu antenowego i lojalności.

To wasz lokalny polski paradoks (śmiech). Nasza dotacja jest konieczna, bo doskonale wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że prowadzenie 24-godzinnego kanału informacyjnego nie może przynosić zysków. Prywatny CNN International nie daje zysków, publiczny BBC World też nie zarabia. My mamy cel, by za pięć lat przychody stacji pokrywały dwie trzecie kosztów. Biznesplan jest pięcioletni. Na tyle lat budżet dla stacji przegłosował też parlament republiki.

Zaskoczył mnie pan tą niedochodowością. Czyli powstaliście jedynie po to, by propagować w świecie — także w Polsce — francuski punkt widzenia? Nadajecie po francusku, po angielsku, za chwilę zaczniecie po arabsku.

Dokładnie tak. Proszę zauważyć, że angielska wersja France24 nie jest wtórna. Nie tłumaczymy programów. Ich wersje przygotowujemy po prostu w dwóch wariantach — francuskim i angielskim. Od 3 kwietnia będzie także redakcja arabska. Potem dojdzie jeszcze hiszpańska.

Jaki jest francuski punkt widzenia?

Nim uruchomiliśmy kanał, robiliśmy badania w 12 krajach świata, m.in. w Polsce, ale też w Chinach, Stanach Zjednoczonych, Australii i Japonii. I wyszło, że ludzie pragną międzynarodowej informacji podanej w opozycji do mocarstwowej amerykańsko-brytyjskiej linii. Dlaczego? By w niebezpiecznym świecie czuć się bezpiecznie. Francuskie spojrzeniena międzynarodową informację ma trzy podstawowe cechy. Po pierwsze, uznanie dla różnorodności opinii i pokazywanie różnych punktów widzenia na dany problem. W tej kwestii chcemy się odróżnić od zunifikowanej w poglądach CNN. Nie zgadzamy się na kreowanie i pokazywanie konfliktu między światem zachodnim a wschodnim. Drugim naszym wyróżnikiem jest dogłębne traktowanie poruszanych tematów. Po trzecie, uważamy, że w serwisach i ramówce powinna być większa równowaga między szeroko pojętą kulturą a biznesem i gospodarką. Do rozwoju ludzkości te wektory przyczyniły się przecież w równej mierze.

A mnie się wydaje, że gdybyście podawali informacje o tym, że polski wiceminister edukacji chce zwalniać nauczycieli gejów, zaczęlibyście — z francuskiego punktu widzenia — tytułem: „Polski minister zwariował”.

(Śmiech) Raczej chyba jednak by tak nie było. Najpierw przedstawilibyśmy informację, że jest taka propozycja. Potem dopiero wypowiedzieliby się eksperci, z których ktoś mógłby stwierdzić, że minister zwariował. Tak czy inaczej, myślę, że nie docenia pan — mimo wszystko pozytywnego — wizerunku Polski w świecie. Mnie się osobiście bardzo podoba, że wasz kraj po wstąpieniu do Unii Europejskiej nie stracił własnej tożsamości i jest aktywnym graczem na arenie europejskiej.

Mówicie o sobie, że jesteście stacją dla liderów opinii. Wszystkie stacje informacyjne tak mówią. Kim są te mityczne persony?

Według klasycznej definicji lider opinii to osoba stateczna, powyżej czterdziestki, na dobrym stanowisku, sporo podróżująca, zarabiająca i znająca języki obce. Osoba, której do wyrobienia sobie zdania na temat konkretnego problemu nie wystarcza relacja z jednego źródła.

TVN 24 — polski kanał informacyjny — uruchomił ostatnio portal, na którym można oglądać ich programy. Wy — jako pierwszy międzynarodowy kanał informacyjny — nadawaliście za pośrednictwem internetu wcześniej niż pojawiliście się w eterze. Czy internet to przyszłość telewizji?

Przyszłością telewizji jest interaktywność. Przez internet. Choć muszę przyznać, że gdy — nim France 24 ruszyło — zaproponowałem nadawanie najpierw przez portal, byłem w mniejszości.

Interaktywność? Przecież ci wasi liderzy opinii nie mają czasu na oglądanie telewizji, a co dopiero na interaktywność?

Właśnie, że mają i chcą być interaktywni. Szczególnie nowi liderzy opinii. To pokolenie dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków. Ludzie, którzy niekoniecznie zarabiają dużo,czy zajmują wysokie stanowiska. Niekoniecznie nawet mieszkają w dużych miastach. Na co dzień posługują się jednak internetem. Osoby, które nie chcą być widzami, lecz aktorami światowego spektaklu. Komentują, zadają pytania, zakładają blogi. 70 procent z nich ogląda France 24 przez internet. Coraz bardziej obecna interaktywność zmienia zresztą również sposób pracy dziennikarzy. U nas każdy dziennikarz ma swój blog i swoje forum dyskusyjne, na którym toczy realną dyskusję z widzami. Dziś wiemy, że lubią oni czuć, że po drugiej stronie jest człowiek, a nie jakiś tam aparat. Internet zmienił też zupełnie rynek odbiorców mediów. Dziś doszło przecież do sytuacji, że kto się chce liczyć, musi mieć portal internetowy. Obojętnie, czy jest to dziennik, tygodnik, radio, czy telewizja.

Dlaczego France 24 powinien sobie poradzić na rynku polskim? Przyjechał pan przecież promować stację. Niech się pan reklamuje.

Polacy oglądający kanały informacyjne — czyli polscy liderzy opinii — są niemal takimi samymi odbiorcami jak ich francuscy czy nawet japońscy odpowiednicy. Gdy przeprowadzaliśmy sondaże — od 72 do 95 procent ankietowanych twierdziło, że France 24 będzie użyteczny. W Polsce ten odsetek wcale nie był najmniejszy. Musimy się też pochwalić, że materiały o Polsce pojawiają się we France 24 dość regularnie. Polska polityka pobudza do wielu pytań.

O czym ostatnio mówiliście w kontekście Polski?

Gauthier Rybinski — nasz dziennikarz, z pochodzenia Polak — dyskutował z gośćmi o lustracji w waszym kraju. O jej historii, przyszłości i o tym, kogo ona najbardziej dotknie i zaboli. W programie był Polak i Rosjanin.

Rosjanin?

A czemu nie.

I co?

Polak był za lustracją. Rosjanin przeciw.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Nie dla widza, dla aktora