Nie musimy bać się Unii w sprawie KDT

Agnieszka Berger
opublikowano: 2005-09-01 00:00

Postępowanie KE przeciwko Polsce to tylko straszak — uważa PO. Nie wszystkie kontrakty są niedozwoloną pomocą, ale i tak trzeba je rozwiązać.

Grozi nam postępowanie Komisji Europejskiej (KE) w sprawie kontraktów długoterminowych (KDT) w energetyce. Tak twierdzi Bolesław Rej, wicedyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Energetycznego w Ministerstwie Gospodarki i Pracy (MGiP).

— Rząd zobowiązał się do likwidacji KDT jeszcze w tym roku. Nie udało się zakończyć prac nad ustawą w Sejmie i obawiam się, że groźba, iż KE rozpocznie postępowanie przeciwko Polsce, jest bardzo poważna — przekonywał wczoraj Bolesław Rej uczestników debaty poświęconej sektorowi energetycznemu i paliwowemu.

Tomasz Szczypiński, poseł Platformy Obywatelskiej (PO) zajmujący się energetyką (wymieniany jako kandydat na ministra, a co najmniej wiceministra gospodarki w nowym rządzie), jest innego zdania. Uważa, że nie musimy bać się KE.

Strachy na Lachy

— Ten problem został mocno rozdmuchany, tymczasem wcale nie jest przesądzone, czy kontrakty długoterminowe w ogóle można uznać za niedozwoloną pomoc publiczną. A jeśli nawet, to prawie na pewno nie wszystkie. Państwowe gwarancje mają tylko trzy KDT — Elektrowni Kozienice, Opole i Turów. Dlatego uważam, że kwestii ewentualnego postępowania KE nie należy demonizować — mówi Tomasz Szczypiński.

Ta ocena nie ma wpływu na stanowisko PO wobec KDT. Platforma nie ma wątpliwości, że nowy rząd musi rozwiązać problem kontraktów, bo wieloletnie umowy szkodzą rynkowi. Być może jednak nie wszystkie KDT trzeba będzie likwidować w sposób notyfikowany przez KE (na taką notyfikację czeka od kilku miesięcy projekt ustawy przygotowany przez odchodzący rząd).

Do wyboru, do koloru

— W grę wchodzą różne możliwości. Być może zwycięży proponowana przez obecny rząd metoda sekurytyzacyjna (likwidacja KDT i wypłata producentom odszkodowań finansowanych emisją specobligacji). Zwolenników ma również koncepcja rozwiązywania KDT w procesie prywatyzacji elektrowni. Możliwy jest także wariant mieszany — twierdzi Tomasz Szczypiński.

Jego zdaniem, gdyby miał być realizowany wariant rządowy, trzeba wyeliminować z niego liczne błędy.

— Przed podjęciem decyzji musimy również poznać odpowiedź na pytanie, czy projekt zostanie notyfikowany przez KE i czy będzie rodził skutki dla budżetu państwa. Sprawa jest poważna, bo w grę wchodzi emisja obligacji wartości do 23,5 mld zł na odszkodowania dla producentów energii. Nie możemy ryzykować, że ta kwota powiększy dług publiczny — twierdzi poseł PO.

Jego zdaniem, skutki budżetowe to mankament prywatyzacyjnej ścieżki likwidacji KDT.

— Wybór tej metody oznaczałby uszczuplenie dochodów z prywatyzacji. W niektórych przypadkach ten sposób może być wręcz nie do zastosowania, bo część producentów pozbawiona kontraktów i rekompensat może być nieatrakcyjna dla inwestorów — uważa Tomasz Szczypiński.