Nie umio, a sie biero…

Jacek Zalewski
opublikowano: 27-04-2011, 00:00

Tezą zacytowaną w tytule ćwierć wieku temu, mniej więcej miesiąc po katastrofie w Czarnobylu, tatrzański góral podwożący mnie furką podsumował cały dorobek radzieckiej myśli technicznej. Ironią losu eksplozja wodoru nastąpiła w czasie testu, służącego poprawie bezpieczeństwa. Co do idei był on potrzebny, ale został fatalnie wykonany w źle zaprojektowanym reaktorze. W tym roku japońska atomówka Fukushima została wyłączona natychmiast po trzęsieniu ziemi, ale uderzenie tsunami zrealizowało scenariusz niewyobrażalny dla jej twórców — reaktory zostały pozbawione chłodzenia. Dla ponownie przerażonego świata małą pociechą jest okoliczność, że cyrkulacja powietrza nad pożarem w Czarnobylu skażenie rozniosła, a to japońskie jest lokalne.

W maju Parlament Europejski zajmie się pytaniami, które polski deputowany Bogusław Sonik skierował do Komisji Europejskiej. Czy powołana zostanie grupa badawczą do kompleksowej analizy konsekwencji zdrowotnych Czarnobyla? Czy istnieją wiarygodne dane o skażenia środowiska? Czy UE zaangażuje się finansowo w budowę nowego czarnobylskiego sarkofagu? Wreszcie — czy istnieje unijny plan koordynacji działań na wypadek nowej katastrofy? To ostatnie jest najważniejsze, jako że katastrofy nuklearne zaskakują i mają konsekwencje transgraniczne.

Strategicznego znaczenia nabiera pytanie, w jaki sposób Fukushima wzmocniona upiorem Czarnobyla przełoży się na przyszłość energetyki jądrowej w Polsce. Na fali poczarnobylskiego sprzeciwu pierwszy Żarnowiec upadł razem z poprzednim ustrojem. Ale przez ćwierć wieku społeczna przychylność dla programu atomowego zdecydowanie wzrosła. Zwłaszcza, że zwyczajna elektrownia węglowa jest większym od jądrowej emitentem promieniotwórczego skażenia. W polskich warunkach energetyka wodna czy wiatrowa to margines, a gazowa to na razie abstrakcja. Tyle że oparty na wspomnianej przychylności rządowy program tworzony był przed Fukushimą.

Najgorsze byłoby wprzęgnięcie energetyki jądrowej do kampanii wyborczej. Rzecz jasna dotyczy to znaczących sił politycznych, czyli Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i mającej sejmowe aspiracje partii Polska Jest Najważniejsza. Bo grupki zielonych, zawsze stanowiące wyborczy folklor, temat podchwycą bardzo głośno. Ale w starciu wielkich, realnie decydującym o władzy w Polsce, lista ważnych nośników już została stworzona: z jednej strony przewodnictwo Polski w Radzie Unii Europejskiej, z drugiej Smoleńsk, a oprócz tego perspektywy przyjęcia euro oraz bardzo czuły wątek drożyźniany. Bezpieczeństwo energetyczne obecne jest w każdym programie rządzenia, ale problem tkwi w szczegółach.

Według stanu na dzisiaj żadna z liczących się sił politycznych programu atomowego nie skreśla. Rzecz jasna wszyscy zastrzegają, że w Polsce budowane mogą być tylko reaktory bezpieczne, czyli pracujące w technologii ciśnieniowej, ale w XXI wieku to akurat truizm. Poza tym Polska szczęśliwie nie leży na styku trących się płyt tektonicznych, więc… W każdym razie Francja, która wydaje się naturalnym producentem przyszłych polskich reaktorów, wobec najnowszego globalnego zgiełku atomowego tylko wzrusza ramionami i ogranicza się co najwyżej do przeglądów procedur bezpieczeństwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane