Nie walczą ceną

Adrian Chimiak
opublikowano: 21-11-2006, 00:00

Wyjście spod skrzydeł państwowej wtedy Cementowni Górażdże uważał za decyzję odważną. W jego fachu nie ma miejsca na niepewność i ryzyko.

— Był rok 1992. Dookoła powstawały i upadały prywatne firmy. Razem z kolegą także postanowiliśmy spróbować. Trochę się obawialiśmy, czy potrafimy przekonać duże przedsiębiorstwa do współpracy. Okazało się, że potrafimy — wspomina Zygmunt Grzegocki, prezes Projektu.

Od początku oferowali urządzenia do automatyki i sterowania maszynami produkcyjnymi. Kupowali podzespoły i części. Z nich składali sterowniki.

— Trudno dziś uwierzyć, ale na początku robiliśmy to w garażu. Najważniejszymi narzędziami były głowa i śrubokręt — wspomina przedsiębiorca.

Kiedy pierwsze urządzenia z opolskiego Projektu zaczęły działać, zadowolone firmy zamawiały kolejne. Czas przeobrażeń w przemyśle sprzyjał rozkwitowi opolskiej firmy.

— Dobrze wystartowaliśmy, bo stawialiśmy na części od renomowanych producentów, m.in. Sch-neider Electric i Truck. Nawet teraz większość elementów składowych naszych urządzeń pochodzi z Niemiec, Francji i ze Stanów Zjednoczonych — wylicza Zygmunt Grzegocki.

Siła firmy to nie proponowanie najniższej ceny, lecz niezawodność urządzeń i sprawny serwis.

— Kiedy w czasie pertraktacji czujemy, że partner zaczyna przypierać nas do muru i żądać raptownego zejścia z ceną — rezygnujemy. Przedsiębiorstwo, dla którego wykonujemy sterownik, może wskazać producenta części, z jakich ma powstać urządzenie, jednak nie możemy sprowadzać chłamu. Chodzi o nasz wizerunek niezawodności — przekonuje prezes.

Byle kto nie stworzy testera

W 2000 r. firma przekształciła się ze spółki cywilnej w spółkę z o.o. Współwłaścicielami zostali synowie założycieli.

— To rzeczywiście przedsiębiorstwo familijne, ale myliłby się ten, kto myśli, że pracę u nas może znaleźć każdy, kto jest znajomym. Decydują predyspozycje i zdolności. Wszyscy muszą znać angielski, doskonale orientować się w branży i mieć odpowiednie wykształcenie — mówi Zygmunt Grzegocki.

Zaletą firmy jest elastyczność. Niemal każdy projekt wykonania sterowników, testerów i zabezpieczeń wymaga indywidualnego podejścia.

— Grupa naszych inżynierów zapoznaje się z problemem na miejscu, a w Opolu przystępuje do jego rozwiązania. To są unikatowe pomysły. Zwłaszcza testery, czyli urządzenia mające na celu przetestowanie wyrobów przed wprowadzeniem na rynek — tłumaczy prezes.

Ostatnio opolska firma zbudowała tester dla jednej z krajowych firm branży motoryzacyjnej produkujących układy ABS dla ciężarówek.

— To spora gimnastyka, ponieważ w grę wchodzą patenty i tajemnice handlowe. Dokumentacja i części są czasami niekompletne, a producenci testowanych wyrobów ukrywani. Czasami takie testery są wielostanowiskowe i nie chodzi o zbadanie szczelności rurki, lecz o zdecydowanie bardziej skomplikowane działanie — podkreśla Zygmunt Grzegocki.

Innym filarem działalności przedsiębiorstwa jest projektowanie, wykonanie i montaż układów samoczynnego przełączania rezerwy.

— Producenci nie mogą sobie pozwolić na przerwy w dostawie prądu. Dlatego starają się czerpać prąd z minimum dwóch linii przesyłowych. Gdy obie zawiodą, pozostaje jeszcze dieslowski generator prądu. Ale tym wszystkim musi sterować niezawodny system. My takie systemy tworzymy — zapewnia prezes Grzegocki.

Niedawno firma wykonała na Śląsku system kontrolujący aż 28 linii.

Skupienie i precyzja

— Ciągle jeszcze wiele maszyn przywozi się z zagranicy. Tam są wycofywane, bo nie spełniają norm bezpieczeństwa. U nas, dobrze serwisowane, mogą służyć wiele lat. Zakładamy więc zabezpieczenia niwelujące ryzyko wypadku zgodnie z normami CE — mówi Zygmunt Grzegocki.

Jego inżynierowie dostosowali w ten sposób m.in. prasy do tłoczenia blach we Wrozamecie. Zamontowali czujniki i kurtyny świetlne reagujące na każdą ingerencję w obrębie działania maszyny.

— Nie jest możliwe otwarcie osłon urządzenia, dopóki maszyna zupełnie nie zakończy cyklu. Również, gdyby ktoś pojawił się niebezpiecznie blisko, naruszając zasady bezpieczeństwa, urządzenie zatrzyma się — tłumaczy prezes Projektu.

Zaprzecza, aby mysz mogła unieruchomić w ten sposób cykl produkcyjny. Ale na psa czujniki z pewnością zareagują.

— Nawet mały dziecięcy model samolotu wystarczy, by zabezpieczenia zadziałały. Próbowałem — uśmiecha się Zygmunt Grzegocki.

Jego pasją są właśnie samoloty. Z żalem stwierdza, że marzenie o lataniu pozostaje ciągle niespełnione.

— Każdą wolną chwilę spędzam z wnukiem. To właśnie na niego przelewam zainteresowanie lotnictwem. Całkiem nieźle wyszedł nam ostatnio model Jaskółki. To dość bezpieczne zajęcie. Wymaga skupienia i precyzji, co w prowadzeniu firmy jest bardzo ważne — zapewnia pan Zygmunt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu