Po tym, co pokazywał ostatnio nasz indeks blue chipów, do czwartkowej sesji należało podchodzić ostrożnie. Siła, jaką wykazują niedźwiedzie na GPW, jest jednak godna największego respektu. Najbardziej niepokojące jest to, że nawet duże i płynne spółki pod wpływem niewielkich zleceń potrafią nurkować o ponad 10 proc.
WIG20 otworzył czwartkową sesję z wysokiego pułapu i po wzroście o 1,56 proc. udało mu się pokonać barierę 1700 pkt. Jednak już po kilku minutach było widać, że jego dobre zachowanie w poprzednich dwóch dniach wyraźnie mu ciążyło. Próba obrony rynku ze strony kupujących nie dała efektów i drogi pomiędzy GPW a najważniejszymi giełdami w Europie ponownie się rozeszły. Atmosferę na naszym parkiecie psuł narastający konflikt pomiędzy bankami a firmami, które zaangażowały się w opcje walutowe. Do kontrataku przeszły Millennium i BZ WBK, twierdząc, że to one czują się oszukane przez klientów.
Słabość warszawskich byków z całą konsekwencją wykorzystały niedźwiedzie, którym udało się rozmontować szyki obronne popytu i nasz najważniejszy indeks przejął mało zaszczytną rolę "czerwonej latarni". Od samego początku potężne kłopoty stały się udziałem BRE Banku. Po ostrzeżeniu o kiepskich wynikach z IV kw. akcjonariusze otrzymali kolejną złą informację. Tym razem HSBC obniżył rekomendację dla tego banku do "niedoważaj", zmniejszając jednocześnie jego cenę docelową aż o 41 proc., do 135 zł.
Słabo zachowywał się sektor surowcowy. Mimo dobrej postawy europejskich gigantów paliwowych mocna przecena dotknęła PKN Orlen i Lotos. Szczególnie gdańska firma popada w niełaskę przed publikacją raportu kwartalnego. Rynek obawia się o wielkość strat, jaką może spowodować wycena jej zapasów ropy oraz rosnące koszty kredytów. Fatalnie zachowywał się KGHM. Panikę wprowadziła informacja Reutera, według której sam lubiński koncern szacuje, że tegoroczny zysk netto będzie symboliczny i wyniesie kilkadziesiąt mln zł.
Fatalne popołudniowe dane makro z USA oraz rozczarowujący raport Microsoftu uskrzydliły sprzedających na GPW. Tempo przeceny nabrało takich rozmiarów, że chwilami przypominało panikę. Dopiero mobilizacja strony popytowej w ostatnich minutach zminimalizowała rozmiary strat. Ostatecznie WIG20 okazał się najsłabszym indeksem w Europie i opadł o 3,51 proc. Jedyną firmą na tym firmamencie czerwieni, która oparła się spadkom, okazało się PGNiG. Nieco lepiej wypadły dzisiaj średnie i małe spółki, ale nadal podążają niezachwianym mocnym kursem na południe, nie potrafiąc znaleźć żadnej linii oporu.
Co dalej?
Uwaga na GE
Dzisiaj głównym wydarzeniem będzie raport kwartalny General Electric. Amerykański konglomerat, działający w kilkunastu branżach, jest uważany za tzw. gospodarkę w pigułce i najlepiej odzwierciedla jej stan. Analitycy spodziewają się spadku zysku o połowę.