Trwanie Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju już trzecią dekadę wywołuje naturalne pytanie — a po co się toto w ogóle odbywa i ściąga taki tłum? Przecież systematycznie rosnącą kwotę wpisowego, w sektorze komercyjnym naprawdę już wielką (polityka, nauka, kultura i media są zwolnione), ciężko zaksięgować jako koszty uzyskania przychodu. Bezpośrednia efektywność forum — podobnie jak jego młodszego rodzeństwa w Toruniu, Katowicach, Sopocie czy Warszawie — jest zerowa, to przecież nie targi. Ale krynicka wieść niesie, że sporo ważnych decyzji biznesowych zakiełkowało może nie na deptaku, lecz podczas jakiejś kolacji na jego obrzeżach. Najświeższa legenda mówi o takich korzeniach transakcji przejęcia Polkomtela przez Zygmunta Solorza.
Generalnie jednak jądrem takich forów jest nasłuchiwanie przez przedsiębiorców, co tam, panie, u dworu. Wypadkowa setek rozmów i ocen wyznacza poziomu zaufania inwestorów do aktualnej ekipy rządzącej. Akurat w przypadku Krynicy-Zdroju ciekawa jest zbitka kalendarzowa — stały termin na początku września już kilka razy zderzał się z wypadającymi dwa, trzy tygodnie później wyborami do Sejmu i Senatu. W takim roku zmienia się kontekst — czasem odbywa się pożegnalny występ ekipy bez szans na reelekcję, czasem dyszy już do władzy nowa, a niekiedy wisi nad panelami wielka niewiadoma. Najśmieszniej wyszło w roku 2007, gdy klasę polityczną wywiało, a forumowicze kibicowali wieczorem przed telewizorami głosowaniu Sejmu w sprawie skrócenia kadencji.
Sytuacja tegoroczna wydaje się ambiwalentna.
Forum ma charakter połówkowy, do planowych wyborów jeszcze dwa lata. Ale dynamiczne zwroty sondażowe przyciągnęły nie tylko premiera Donalda Tuska z wicepremierem Januszem Piechocińskim. Za bezwzględny wizerunkowy obowiązek uznał stawiennictwo również prezes Jarosław Kaczyński (ostatnio był dwa lata temu tuż przed wyborami). Nie został ustawiony w szeregu panelistów, lecz wystąpił w formule Guest Star. Echom jego pomysłów gospodarczych poświęcony jest materiał powyżej. Bezpośredni słuchacze — a zeszła się cała sala, podobnie jak dzień wcześniej „na Tuska” — wychodzili z poczuciem ogromnego zawodu. Zaskoczeni in minus nie tylko podatkami, lecz także brakiem innych konkretów, które mają się znaleźć dopiero kiedyś tam w całościowym programie gospodarczym Prawa i Sprawiedliwości.
Z wtorkowych obietnic obrońcy tytułu oraz środowego koreferatu pretendenta (terminologia szachowa) deptak wyciągnął jeden wniosek.
W programach obecnego rządu oraz prowadzącej obecnie sondażowo opozycji nie ma żadnej spójności. Sposoby wyprowadzenia na prostą finansów publicznych wynikają z kompletnie innych filozofii, ocen, diagnoz i wizji. Iloczynem rozłącznych zbiorów są co najwyżej podatki, ale jako… hasło, bo koncepcje się rozjeżdżają. Reasumując: przedsiębiorcy oczekujący od władców przede wszystkim stabilizacji warunków prowadzenia biznesu mogą jako tako planować tylko w horyzoncie czasowym do najbliższych wyborów. A dalej powtórzę za klasykiem — ciemność, widzę ciemność…