Najwyższa Izba Kontroli (NIK) rozpoczęła w ubiegłym tygodniu kontrolę w koncernie zbrojeniowym Bumar — dowiedział się „Puls Biznesu”.
— To zaplanowana kontrola dotycząca sprawowania nadzoru przez skarb państwa. Dotyczy ona nie tylko Bumaru, ale także kilkunastu innych spółek — tłumaczy Paweł Biedziak, rzecznik NIK. Co sprawdzają kontrolerzy?
— Z tego, co wiem, kontrola dotyczy jakości zarządzania spółką w okresie od 2010 r. do I kwartału 2012 r. — mówi „Pulsowi Biznesu" Krzysztof Krystowski, szef Bumaru. Jego zdaniem, kontrolerzy mają badać m.in. relacje między zarządem i radą nadzorczą oraz przestrzeganie przez zarząd ładu korporacyjnego.
Z nieoficjalnych informacji „PB” wynika, że pod lupą znajdą się przede wszystkim dokumenty dotyczące zawartego w styczniu kontraktu na dostawę do Indii 204 wozów zabezpieczenia technicznego (WZT-3). Kontrakt opiewający na 275 mln USD (973 mln zł) od samego początku budził wiele kontrowersji.
Został podpisany przez ówczesnego szefa Bumaru Edwarda Nowaka, mimo że nie został zaakceptowany przez radę nadzorczą. Wskazywano, że prezes koncernu nie miał prawa podpisać umowy, bo jeśli jej wartość przekracza 50 mln zł, akceptacja rady nadzorczej jest niezbędna.
Ostatecznie rada zaakceptowała kontrakt w kwietniu. Jednocześnie zdecydowała się też odwołać ze stanowiska Edwarda Nowaka. Były szef Bumaru w rozmowie z „PB” mówi, że nic nie wie o kontroli, ale nie obawia się jej wyników.
— Jeśli nie ma w tym żadnej z góry założonej tezy, to wierzę, że wyniki potwierdzą wysoką jakość zarządzania Bumarem. Szkoda, że kontrola nie obejmuje całego okresu mojego kierowania spółką, bo wówczas można byłoby stwierdzić, w jakim stanie była firma, gdy zaczynałem pracę — podkreśla Edward Nowak.