North Coast każe czekać

Kamil Zatoński
opublikowano: 18-04-2007, 00:00

ROK PO DEBIUCIE Spółka rozwija się wolniej, niż obiecywała. Więc jest warta tyle, co rok temu

Ekspansja i ambitne prognozy — takimi deklaracjami rok temu North Coast kupował przychylność inwestorów giełdowych. Ci już na starcie udzielili dużego kredytu zaufania (kurs akcji na zamknięciu premierowej sesji był wyższy o 37,6 proc. od ceny emisyjnej), ale włoskiemu zarządowi pruszkowskiej spółki do tej pory nie udało się go spłacić.

Nic więc dziwnego, że hossa ominęła walory producenta i dystrybutora wysoko- gatunkowej żywności. Kurs akcji dopiero kilka dni temu powrócił do poziomów z debiutu, ale zawdzięcza to ujawnieniu zamiaru przejęcia znajdującego się w tarapatach finansowych producenta makaronów Malma. Nie będzie to łatwe („PB” pisał o tym 6 kwietnia), bo chętnych na tak łakomy kąsek nie brakuje. Zwyżkę kursu wywołał też zakup (za 3,2 mln zł) mleczarni Latteria-Tinis z Rzepina.

To jednak nie akwizycje, ale rozwój organiczny miał być motorem napędowym rozwoju spółki. Cele emisji (wartej 23 mln zł brutto) udało się zrealizować tylko częściowo. Rozbudowano sieć magazynów (wynajęto trzy, zbudowano jeden, w sumie jest ich pięć), dzięki czemu poszerzył się obszar, na jakim dystrybuowane są towary oferowane przez North Coast. Efekty były widoczne już w końcu ubiegłego roku — zdaniem zarządu otwarcie filii we Wrocławiu zwiększyło obroty o 68 proc., a w Gdańsku o 72 proc. Wciąż opóźnia się natomiast premiera własnych kanałów sprzedaży. Kosztem 3,2 mln zł planowano otworzyć pięć sklepów delikatesowych (w tym jeden jeszcze w 2006 r.), za 4,6 mln zł zbudowana miała zostać sieć 31 tzw. corner shopów (małych sklepów na terenie hipermarketów). Na razie nic z tego nie wyszło, a zarząd tłumaczy, że powodem są zachodzące w ubiegłym roku spore zmiany w strukturze właścicielskiej sklepów wielkopowierzchniowych: Real przejął Geanta, Tesco sklepy Leader Price, a Carrefour odkupił od koncernu Ahold markety Albert i Hypernova.

W prospekcie emisyjnym zarząd sygnalizował, że ma ograniczone doświadczenia w organizacji i zarządzaniu sklepami corner shop, a ponadto — nie ma pewności, czy będzie w stanie wynegocjować odpowiednie warunki umów z sieciami hipermarketów. Pesymistyczny scenariusz znalazł potwierdzenie. Inwestorzy mają prawo podejrzewać, że projekt corner shopów po prostu nie wypali. Tym bardziej że spółka w ostatnim czasie skupia uwagę na przejęciach producentów żywności, co jest przedsięwzięciem ryzykownym (i kosztownym w przypadku przejęć firm, które nie mają kłopotów), choć potencjalnie atrakcyjnym ze względu na możliwość osiągania wyższych marż dzięki kontroli całego procesu od produkcji do sprzedaży detalicznej. Czy jednak znów nie zabraknie doświadczenia?

Spółka ma sporo do udowodnienia inwestorom, bo już raz zawiodła, obniżając prognozę wyników w 2006 r. Plan przychodów skorygowano w dół o 8 proc., a zysku netto — o jedną czwartą. Ponieważ nadal sieć corner shopów nie wystartowała, również w tym roku North Coast może mieć problem z realizacją planów. Zakładają one wypracowanie 116,5 mln zł przychodów, 18,1 mln zł zysku operacyjnego i 14,1 mln zł zysku netto (0,44 zł na akcję). Analitycy biur maklerskich są bardziej sceptyczni — eksperci Millennium DM spodziewają się sprzedaży na poziomie 90,8 mln zł i 11,2 mln zysku netto, DM BZ WBK przewiduje, że spółka zarobi na czysto 10,3 mln zł przy 104 mln zł przychodów. Szacunki te nie uwzględniają jednak kosztów i korzyści z ewentualnych przejęć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu