Nowa międzynarodówka

Jacek Konikowski
opublikowano: 08-02-2008, 07:39

Patenty wstrzymują rozwój. Urzędnicy łamią prawo. A Polska Partia Piratów chce to zmienić.

„Puls Biznesu”: Dla zgrywy czy na serio z tą partią?

Błażej Kaczorowski, założyciel Polskiej Partii Piratów (na zdj.): Na serio. Zostaliśmy niedawno oficjalnie zarejestrowani. Powołaliśmy prezydium, wydaliśmy kilka uchwał, ustaliliśmy składki członkowskie.

Piracka partia? Przecież policjanci z wydziału przestępstw gospodarczych żyć wam nie dadzą.

Nie piracka, ale piratów. Nazywamy się Polska Partia Piratów. Nie jesteśmy partią piracką, działającą ponad prawem. Nie chcemy go łamać i tego nie robimy. Wręcz przeciwnie, walczymy o jasno sprecyzowane reguły prawne. Każdy z naszych członków korzysta z wolnego oprogramowania. Jeśli słucha muzyki, to za nią płaci.

Partia piratów, ale jakich? Wodnych, drogowych, komputerowych? A może jesteście hakerami, którzy po godzinach buszują po cudzych komputerach?

Walczących o wolność w każdej sferze życia, przy poszanowaniu praw człowieka i jego godności. Nie jesteśmy piratami próbującymi nagiąć rzeczywistość do własnych potrzeb. Nam zależy na tym, aby prawo służyło człowiekowi.

Więc czemu piraci?

Nazwa jest celowa, przewrotna i prowokacyjna. Za pirata uważa się kogoś, kto kopiuje cudzy utwór. My twierdzimy, że nie ma w tym nic złego. Przynajmniej nie powinno. Nie rozumiemy, dlaczego kopiowanie jest nazywane piractwem, mimo że polskie prawo na nie zezwala. W latach 80. i 90., kiedy popularne były kasety, nie określano piratem kogoś, kto przegrywał koledze utwór na taśmę. Ścigane były za to osoby czerpiące z tego zyski. Zatem jeśli kupuję płytę i chcę podzielić się muzyką z kolegą, to czemu mam być nazwany piratem? Czy czerpię z tego dochody? Nie, a mało tego, popularyzuję w pewnym sensie twórczość danego artysty. Przykładem akcja Paulo Coelho, który popularyzuje swoją twórczość przez darmowe udostępnianie dzieł. Zauważył, że dzięki temu wzrosła liczba jego sprzedawanych książek.

Na partyjnych proporcach powiewa hasło: „Piraci z całego świata, łączcie się”. Ale po co?

Aby razem chronić dorobek kulturalny, który jest wspólnym dobrem wszystkich ludzi, a nie konkretnej jednostki. I siebie samych przed takimi bublami prawnymi, jak niedawny projekt ustawy o prawach autorskich, który delegalizował nagrywarki CD/DVD, jako narzędzia łamania „skutecznych” zabezpieczeń, autorstwa ministerstwa kultury.

Posłowie chcieli zdelegalizować nagrywarki DVD?

Być może trudno w to uwierzyć, ale dzisiejsza polityka jest często dość irracjonalna. Na szczęście w miarę szybko się zreflektowali, kiedy zauważyli, że każdy z nich ma taką w swoim laptopie. Ale kto wie, jaki byłby los tej ustawy, gdyby nie akcja społeczna.

Brzmi kozacko: piraci chroniący dorobek kulturalny.

Oczywiście. Twierdzimy, że żaden utwór ani rozwiązanie techniczne czy wynalazek nie powstają same z siebie. Ich twórcy czerpią inspirację z tego, co już powstało, z dorobku cywilizacji, z twórczości innych. Na tym polega rozwój. Owoc ich myśli będzie więc inspiracją dla przyszłych pokoleń. W przeciwnym razie staniemy w miejscu, zamiast się rozwijać.

Wy chyba jesteście anarchistami.

Zdecydowanie nie. Wtedy nie zakładalibyśmy partii, lecz działalibyśmy zupełnie inaczej.

Jak nie, skoro twierdzicie, że patenty są niepotrzebne, a prawo autorskie najlepiej wyrzucić do kosza.

Mówi się, że patenty sprzyjają innowacji, ale to nieprawda, bo w rzeczywistości hamują postęp. Nie służą społeczeństwu, lecz jedynie eliminowaniu konkurencji. To oficjalnie sankcjonowana forma monopolu idei. Żaden patent nie powstaje przecież sam z siebie, lecz korzysta z dorobku technologicznego. Albert Einstein nie wymyśliłby teorii względności, gdyby Newton i Leibniz nie wymyślili wcześniej rachunku różniczkowego. Ci zaś nie dokonaliby swego odkrycia, gdyby nie teoria funkcji. Patenty służą bogatym, a nie społeczeństwu. Czy to jest moralne?

Ale za myślenie kasa też się należy.

Oczywiście, wynalazca czy też twórca powinien być wynagradzany, ale prawo powinno go motywować do jak najszybszego wdrożenia swego patentu, a nie do czekania, kto da więcej.

Co jest nie tak z prawem autorskim?

Skostniałe prawo autorskie blokuje rozwój nowej kultury. Za długo chroni utwory. Czy to normalne, że ktoś dostaje pieniądze z tytułu praw autorskich nawet przez 70 lat po swojej śmierci? Naszym zdaniem, wystarczy 5 lat, by artysta lub aktor zarobił odpowiednio dużo pieniędzy. Jeżeli twórcy przedłużają w nieskończoność dostęp do swobodnego korzystania z ich utworów, czynią to jedynie z chęci zysku. A to jest niedopuszczalne.

W waszym programie znalazłem hasło „3 razy otwartość”. Otwartość na co?

Po pierwsze: otwarte oprogramowanie administracji, po drugie: otwarte standardy w urzędach i po trzecie: otwarte podręczniki, czyli darmowa edukacja.

Otwarte, czyli…

Bezpłatne. Może się to wydać dziwne, ale urzędy państwowe nakręcają piractwo komputerowe.

Urzędnicy państwowi promują piractwo komputerowe?

Tak, bo nie stosują otwartego oprogramowania, lecz jedynie komercyjne. Co gorsza, dokumenty tworzą w formatach komercyjnych, a nie otwartych. Tym samym zmuszają wielu obywateli do łamania prawa.

W jaki sposób?

Żeby odczytać plik zapisany w Wordzie, musisz mieć program Microsoftu. Co zrobisz, jeżeli nie stać cię na wydanie na niego kilku stów? Jaki masz wybór? Albo nie przeczytać urzędniczego dokumentu, albo złamać prawo i kupić program na lewo. Gdyby urzędnicy stosowali oprogramowanie, z którego każdy może korzystać bezpłatnie (np. OpenOffice, KOffice i AbiWord), tego dylematu byś nie miał. Urząd nie ma prawa żądać od ciebie, nawet sugerować zakupu jakiegoś konkretnego programu tylko po to, abyś jako obywatel mógł otworzyć państwowe dokumenty, które de facto są twoją własnością, bo powstały z twoich pieniędzy. Dlatego jednym z naszych postulatów jest wprowadzenie otwartych standardów wymiany danych w urzędach i archiwizacji dóbr społecznych.

Co do tego mają podręczniki szkolne? Piszecie o nich w swoim programie.

Wspieramy ideę wolnych podręczników dla polskich uczniów jako najlepszego sposobu na tanią i powszechną edukację. Wystarczy, że państwo zamówi ich napisanie, ale nie wydrukuje, lecz udostępni za darmo na stronach rządowych. Powinno tak zrobić w zgodzie z Konstytucją RP. Artykuł 70 ust. 2 brzmi: „Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna”.

Minister zmuszający uczniów do kupowania podręczników łamie konstytucję?

Tak, zmuszanie ludzi do kupowania podręczników szkolnych to łamanie prawa.

Postulujecie również zmianę prawa prasowego.

Bo jest archaiczne. Nie reguluje działalności w internecie. Jest niejasne, przez co dochodzi do takich paradoksów, jak w przypadku portalu Szyciepoprzemysku, gdzie najpierw autorom odmówiono możliwości rejestracji jako tytułu prasowego, a następnie oskarżono ich zgodnie z art. 45 ustawy. Co prawda, wyrok Sądu Najwyższego w tej sprawie uniewinnił twórców, ale samo uzasadnienie wciąż pozostawia pewien niedosyt. Można mniemać, że chcąc legalnie prowadzić stronę w internecie, trzeba ją zarejestrować w sądzie.

Jakaś niedorzeczność.

To zamach na wolność słowa w internecie. Na to się nie godzimy. Władza nie ma kompletnie pojęcia o nowych technologiach. Chce nas kontrolować na każdym kroku. Mamy inwigilację przez retencję danych.

Retencję danych?

Operatorzy sieci telefonii stacjonarnych i komórkowych oraz dostawcy internetu gromadzą informacje o wszystkich rozmowach, szczegółach użytkowania internetu, jak i pozycji geograficznej podczas korzystania z telefonów komórkowych przez obywateli. Niby w obronie przed terroryzmem. Bzdura. To naruszenie prawa do prywatności. Bezprawna inwigilacja.

Kozacki macie program. Jak jeszcze poprzecie legalizację P2P, to jestem z wami.

P2P powinno być legalne. Wszelkie niekomercyjne współdzielenie się plikami w internecie musi wspierać prawo, jasno stanowiące, że dzielenie się plikami jest legalne, gdy nie stoi za nim chęć zysku.

Jakie macie plany? Wybory, Sejm, koalicja.

Wybory? Kiedyś na pewno, ale nie najbliższe.

A w co celujecie?

Na szczeblu krajowym stawiamy przede wszystkim na konkretne działania przez inicjatywy społeczne. Za rok są wybory do Parlamentu Europejskiego i chcemy w nich wystartować.

Dlaczego Parlament Europejski, a nie Sejm?

Start w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest dla nas dużo ważniejszy niż udział w wyborach lokalnych, bo wierzymy, że podejmowane tam decyzje znacząco wpłyną na polskie prawo, a nie na odwrót.

I sądzicie, że będziecie tam poważnie traktowani?

Już jesteśmy. Podobne partie piratów działają w 14 krajach Europy i w kilku na świecie. W Europarlamencie stworzymy silną frakcję.

Jacek Konikowski, j.konikowski@pb.pl 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane